Kanada i USA robią to, co się Orwellowi nawet nie śniło

Prezydent USA Donald Trump bierze udział w ceremonii wręczenia Medalu Honoru w Białym Domu w Waszyngtonie, USA, 2 marca 2026 r.
Fot. REUTERS/Jonathan Ernst

"Hokejowa wojna" między USA i Kanada nie skończyła się wraz z golem Jacka Hughesa w dogrywce olimpijskiego finału. Ona wciąż trwa i coraz to nowe jej zarzewia będą wybuchać. Bo sport to tylko pretekst.

W słynnym eseju "Duch sportu", w którym padają powtarzane do dziś słowa, że sport to "wojna bez strzelania", George Orwell wymienia mecze, które między narodami wyzwalają "pokłady złej woli". Pisze, że mogłyby to być piłkarskie starcia Arabów z Żydami, Polaków z Rosjanami, Niemców z Czechami, Hindusów z Brytyjczykami, Włochów z Jugosłowianami. I pewnie nie wpadłoby mu do głowy, że 80 lat po opublikowaniu tego eseju gorące polityczne emocje będą rozpalały spotkania hokeja na lodzie, w których Kanada mierzyć się będzie ze Stanami Zjednoczonymi. 

Zobacz wideo

Hokej zmusił Amerykanów do porannego wstania

Orwell z sarkazmem pisał, że mecze między zwaśnionymi narodami z pewnością cieszyłyby się gigantycznym zainteresowaniem publiczności. I tu też się nie mylił. W USA spotkanie z Kanadą oglądało 18,6 mln widzów i była to rekordowa oglądalność w historii, jeśli chodzi o transmisję sportową, która rozpoczęła się przed 9 rano. A w USA, gdy rozpoczynał się finał w Mediolanie, była 8:05 na wschodnim wybrzeżu i 5:05 na zachodnim. A mimo to miliony Amerykanów zerwały się, by obejrzeć mecz w sporcie, którym wielu z nich nigdy się nie interesowało. 

Tu trzeba bowiem wyjaśnić, że owe 18,6 mln widzów to tzw. średnia widownia. W szczytowym momencie, gdy Jack Hughes strzelał gola w dogrywce, widzów było 26 mln. Tych, którzy oglądali choć kawałek meczu, było więc na pewno ponad 30 mln, a może i więcej. Amerykanie zazwyczaj nie podają tzw. zasięgu transmisji, bo nie jest on istotny dla reklamodawców. Ich interesuje tylko średnia. Dlatego, jeśli słyszymy, że Super Bowl oglądało 128 mln Amerykanów, to wcale nie znaczy, że mecz finałowy NFL oglądał "co trzeci Amerykanin", jak słyszałem w jednej z polskich rozgłośni radiowych. Tych widzów z pewnością było w granicach 180-200 mln. Jednak oglądalność podaje się dla reklamodawców, żeby wiedzieli, że w każdej minucie widzów było średnio 128 mln. 

Nie ma więc wątpliwości, że hokej z wielomilionową widownią trafił do medialnego main streamu i to po raz kolejny w ciągu jednego roku. Tu warto przypomnieć o rozegranym przed dwunastoma miesiącami turnieju NHL Four Nations, w którym Kanadyjczycy dwa razy mierzyli się z Amerykanami. Oba mecze przyciągnęły przed ekrany wielomilionową widownię, choć pokazywane były w telewizjach płatnych: ESPN w USA i Sportsnet w Kanadzie.  

Pierwsza odsłona kanadyjsko-amerykańskiej wojny

Rozgrywki toczyły się w cieniu pierwszych tygodni urzędowania Donald Trumpa, który rozjuszył Kanadyjczyków słowami o tym, że powinni ze swojego kraju zrobić 51. stan Stanów Zjednoczonych.  

Podczas pierwszego meczu w Montrealu kanadyjscy kibice wygwizdali hymn USA, a w ciągu pierwszych dziewięciu sekund meczu doszło do trzech bójek na lodowisku. Ostatecznie wygrali Amerykanie, ale w rozegranym pięć dni później finale w Bostonie lepsi okazali się Kanadyjczycy, którzy spotkanie na swoją korzyść rozstrzygnęli w dogrywce. 

Przed finałem Trump zwrócił się przed tamtym spotkaniem do amerykańskiej drużyny narodowej. "Zadzwoniłem do naszej wspaniałej drużyny hokejowej, aby dodać im wiary w zwycięstwo w dzisiejszym meczu z Kanadą, która z dużo niższymi podatkami i dużo lepszym poziomem bezpieczeństwa pewnego dnia, może już wkrótce, stanie się naszym ukochanym i bardzo ważnym pięćdziesiątym pierwszym stanem" - napisał prezydent USA na portalu Truth Social. 

Po meczu triumfował jednak premier Kanady Justin Trudeau, którego wcześniej trudno byłoby podejrzewać o rozpalanie dumy narodowej. A jednak napisał w serwisie społecznościowym: "Nie możecie nam odebrać naszego kraju. Nie możecie nam odebrać naszego sportu".

Biały Dom tego premierowi Kanady nie darował 

I choć Trudeau wkrótce przestał być premierem, to jednak w siedzibie prezydenta USA zapamiętano te słowa. Gdy w finale olimpijskim karta się odwróciła i to Amerykanie wygrali z Kanadą, konto Białego Domu w serwisach społecznościowych przypomniało wpis Trudeau i opatrzyło go zdjęciem orła bielika (godło USA) trzymającego w szponach berniklę kanadyjską. 

Jeśli komuś taki wpis wydawałby się jazdą po bandzie, to Biały Dom posunął się jeszcze dalej na TikToku. Konto zamieściło wykreowany przez AI filmik, w którym hokeista kadry USA Brady Tkachuk mówi: "Wygwizdali nasz hymn narodowy, więc musiałem wyjść i dać nauczkę tym jedzącym syrop klonowy zjebom". Wideo ma ponad 11 mln wyświetleń i wciąż generuje nowe.

Z AI skorzystał też Trump. Prezydent USA wrzucił do serwisów społecznościowych kuriozalny filmik, w którym gra – w garniturze i pod krawatem – w olimpijskim finale.  

Kanadyjczycy z repliką nie musieli uciekać się do AI. Ich obecny premier Mark Carney rok temu wziął udział w treningu hokeistów Edmonton Oilers – drużyny NHL, której kibicuje od dziecka.  

Amerykanie wrócili do kanadyjskich klubów i się zaczęło

Tkachuk z wpisów Białego Domu i prezydenta musiał się tłumaczyć w Kanadzie, bo na co dzień jest hokeistą Ottawa Senators. Dziennikarze – jak napisał jeden z portali – zaczęli go dosłownie grillować.

– To fałszywka – powiedział Amerykanin. – To nie jest mój głos, to nie jest mój sposób mówienia. Nigdy w życiu czegoś takiego bym nie powiedział, ani nawet nie pomyślał.  

Amerykanin musiał tłumaczyć się z jeszcze wielu rzeczy. Jak wizyta reprezentacji u Trumpa, czy salwa śmiechu z żartu prezydenta USA, gdy ten powiedział, że musi zaprosić też kobiety [hokeistki USA też zdobyły olimpijskie złoto, po zwycięstwie z Kanadą], bo inaczej zostanie pozbawiony urzędu. Hokeistki od wizyty u Trumpa się wymówiły. 

Tkachuk został też zapytany, czy to nie on krzyczał podczas rozmowy telefonicznej z Trumpem po olimpijskim triumfie: "Zamknij północną granicę".

– Widziałem, że ludzie myślą, że to ja – odpowiedział Tkachuk. – Jeśli jednak obejrzysz to wideo, zobaczysz, że nigdy tego nie powiedziałem. To nie mój głos. Nie mam pojęcia, jak to mogło się tak rozkręcić, skoro gram tutaj [w Kanadzie] i daję z siebie wszystko. 

Amerykanin dodał też, że nie ma zamiaru, o czym też spekulowano w mediach po olimpijskim finale, opuszczać Ottawy i wypełni swój kontrakt, który obowiązuje do czerwca 2028 roku. 

Dla kibiców Maple Leafs to była zdrada

Jeśli chodzi o innego Amerykanina, na co dzień grającego w Kanadzie, w serwisach społecznościowych rozpętała się cała kampania, aby odebrać Austonowi Matthewsowi funkcję kapitana Toronto Maple Leafs. Oczywiście nie chodziło o to, że zabrał Kanadzie olimpijskie złoto, ale o to, że poszedł w odwiedziny do Trumpa, który nie tylko chce odebrać Kanadyjczykom niepodległość, ale ma na sumieniu jeszcze długą listę grzechów wobec liberalnej demokracji. "Duch Conna Smythe'a z pewnością by temu przyklasnął" - napisał Damien Cox z dziennika "Toronto Star". Conn Smythe, którego imię nosi nagroda dla najlepszego zawodnika Pucharu Stanleya, był właścicielem Toronto Maple Leafs, ale przede wszystkim weteranem dwóch wojen światowych i wzorem kanadyjskiego patrioty.  

Na kanadyjskiej wersji portalu Yahoo, pod artykułem o pretensjach kibiców do Matthewsa pojawił się sondaż w formie barometru, na którym z jednej strony czytelnicy mieli do wyboru: "Nie obchodzą mnie czyjeś prywatne decyzje", a z drugiej: "To była zdrada roli kapitana kanadyjskiej drużyny". Większość (53 procent) opowiedziała się po tej drugiej stronie. 

I tak trwa nowa "zimna wojna" między USA i Kanadą. I ma coraz to nowe odsłony. Nie tylko w hokeju. Kanadyjsko-amerykańska rywalizacja w baseballowym World Series, gdy w walce o tytuł zmierzyły się Toronto Blue Jays i Los Angeles Dodgers, też wzbudziła gigantyczne zainteresowanie po obu stronach granicy. Wygrali Amerykanie. Tak samo jak wcześniej finał Pucharu Stanleya (Florida Panthers z Edmonton Oilers) i później oba – kobiet i mężczyzn – mecze o olimpijskie złoto w Mediolanie.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...