Po czwartej bramce Polacy ruszyli do odrabiania strat. Ambicji nie zabrakło

Reprezentacja Polski w hokeju na lodzie wciąż musi czekać na premierowe zwycięstwo w mistrzostwach świata elity w Czechach. We wtorek wieczorem Biało-Czerwoni przegrali w Ostrawie z Francją 2:4 (0:2, 2:2, 0:0), przez co dalej zajmują ostatnie miejsce w tabeli grupy B. Polacy nie zaczęli tego meczu najlepiej, po niespełna połowie gry przegrywali 0:4, ale ich ambitna pogoń za rywalami nie przyniosła efektu.

Po porażce po dogrywce z Łotwą 3:4 i przegranej ze Szwecją 1:5, reprezentacja Polski we wtorek grała kluczowy mecz na mistrzostwach świata elity. Biało-Czerwoni mierzyli się w Ostrawie z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie w elicie - Francją. Trójkolorowi także mieli po dwóch spotkaniach jeden punkt, ale przegrali już zarówno z Łotwą (2:3 po dogrywce), jak i z Kazachstanem (1:3), więc dla nich ten mecz z Polską być może był nawet starciem ostatniej szansy.

Zobacz wideo Oto plany transferowe Jagiellonii

Najgorsze pół godziny na tych mistrzostwach. 0:4 po 28 minutach

Trzeba było mieć na uwadze, że pomimo sytuacji w tabeli Francuzi byli wyraźnym faworytem tej konfrontacji. I od pierwszej sekundy starali się ten status udowodnić. Polacy długo w pierwszej tercji mieli problemy z przedostaniem się pod bramkę przeciwnika, a inicjatywa należała do "Trójkolorowych". W pierwszych minutach co najmniej dwie skuteczne interwencje zaliczył wracający do polskiej bramki John Murray, broniąc uderzenia Floriana Chakiachvilego i Yohanna Auvitu. Polacy w nielicznych atakach szybko oddawali strzały. Próbowali Jakub Wanacki oraz Mateusz Bryk, jednak w obu przypadkach Sebastian Ylonen, bramkarz Francji, był bardzo czujny.

Przeciwnikom już w 9. minucie udało się wyjść na prowadzeniu. Po szybkiej kontrze i indywidualnej akcji pokonał sprytnym strzałem z bekhendu Justin Addamo. 

Francuzi poszli za ciosem i już trzy minuty później podwoili przewagę. Ponownie na listę strzelców wpisał się Addamo, skutecznie zmieniając tor lotu krążka po strzale z dystansu Auvitu. 

Dopiero przy stanie 0:2 więcej do powiedzenia zaczęli mieć Polacy. Było tak także za sprawą dwóch kar dwuminutowych, które otrzymali Francuzi. Niestety, ani razu "Biało-Czerwonym" nie udało się tego wykorzystać, bo uderzenia Kamila Wałęgi i Marcina Kolusza bronił pewnie Ylonen, który także dobrze interweniował po akcji dwójkowej Wałęgi z Dominikiem Pasiem w końcówce pierwszej tercji. Mało tego, grając w przewadze Polacy mogli się nadziać na kontrę rywala, którą dobrze przerwali Murray i wracający Krystian Dziubiński. Po pierwszych 20 minutach widniał więc na tablicy świetlnej wynik 0:2.

Druga część spotkania rozpoczęła się od obronionego uderzenia Macieja Kruczka, ale koniec końców druga gra w przewadze zakończyła się bez gola dla Polski. Rywale z kolei w tym elemencie byli absolutnie bezwzględni. W 24. minucie, gdy na ławce kar za przewrócenie rywala siedział Mateusz Bryk, dłuższa akcja reprezentacji Francji zakończyła się skutecznym uderzeniem z dystansu jej największej gwiazdy - Stephane'a Da Costy.

Po tym trafieniu trener Polaków Robert Kalaber zdecydował się na zmianę bramkarza i za Johna Murraya do bramki wszedł Tomas Fucik. On zaczął mecz od skutecznej interwencji po strzale Da Costy, gdy Polacy grali już w osłabieniu po karze za przeszkadzanie dla Jakuba Wanackiego. Fucik szybko też wyciągał krążek z bramki, bo i tę grę w przewadze Francuzi zakończyli golem. W 28. minucie po uderzeniu z dystansu Da Costy tor lotu krążka zmienił doświadczony Pierre-Edouard Bellemare i było 0:4.

Ambitna pogoń za rywalami, świetne wejście nowego bramkarza. Polacy wciąż bez zwycięstwa na MŚ

Polacy po chwili mieli kolejną niewykorzystaną grę w przewadze, podczas której uderzenia Jakuba Wanackiego i Alana Łyszczarczyka nie zdołały zaskoczyć francuskiego bramkarza. Później nie zdołał tego uczynić także po indywidualnej akcji Marcin Kolusz.

Dopiero w 37. minucie tego meczu coś naprawdę drgnęło. Wówczas o krążek w tercji francuskiej skutecznie powalczył Patryk Wronka, a uderzenie Pawła Zygmunta skutecznie dobił Dominik Paś, strzelając pierwszego gola dla "Biało-Czerwonych". 

Po chwili mogło być jednak 1:5, jednak absolutnie genialną interwencją popisał się Tomas Fucik, który jedną ręką, na leżąco wybronił strzał z bliska Stephane'a Da Costy. 

Być może w ten sposób polski bramkarz jeszcze natchnął swoich kolegów, bo po chwili sytuację "sam na sam" z bramkarzem wykorzystał Bartosz Fraszko, dzięki czemu było już 2:4 i takim wynikiem też zakończyła się tercja nr 2.

"Biało-Czerwoni" rozpoczęli ostatnią tercję od mocnych ataków. Już w pierwszych jej sekundach uderzenie Grzegorza Pasiuta obronił Ylonen. Po chwili Polacy mieli kolejną przewagę, ale Francuzom dwubramkowe prowadzenie obronił ich bramkarz, który zatrzymywał Krystiana Dziubińskiego, Patryka Wronki oraz Bartosza Fraszki. 

Czujny w polskiej bramce Tomas Fucik sprawił też, że Polacy zdołali wybronić po raz pierwszy w tym meczu grę w przewadze Francuzów. Polski bramkarz nie został pokonany nawet wtedy, gdy stracił swój kij. W okolicach 51. minuty Polacy trzykrotnie groźnie zaatakowali, ale Francuzów raz za razem ratował Ylonen, broniąc uderzenia Dominika Pasia oraz Jakuba Wanackiego. 

Francuzi też byli bliscy trafienia minutę później, gdy zaskakujący strzał Pierre'a Crinona trafił w słupek bramki zasłoniętego Fucika. Polacy też byli niezwykle bliscy szczęścia, gdy uderzenie z bliska Krystiana Dziubińskiego po minięciu bramkarza potoczyło się minimalnie obok francuskiej bramki.

W samej końcówce Polacy grali "6 na 5" po wycofaniu bramkarza. Nie przyniosło to jednak efektu, bo uderzenie z dystansu Marcina Kolusza obronił Ylonen. 

Polacy mimo zawziętej walki do samego końca ostatecznie przegrali z Francuzami 2:4, przez co dalej muszą czekać na premierowe zwycięstwo na MŚ elity w Czechach i pozostają na ostatnim miejscu w tabeli grupy B. "Biało-Czerwoni" swój kolejny mecz na tych mistrzostwach rozegrają już w środę o godzinie 20:20, ale o jakiekolwiek punkty w starciu z utytułowaną Słowacją będzie im niezwykle trudno. Kluczowe dla drużyny Roberta Kalabera w walce o utrzymanie będą za to mecze z zaskakująco słabymi do tej pory Niemcami (sobota), a także ten ostatni, z Kazachstanem (poniedziałek). 

Czy polscy hokeiści utrzymają się w elicie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.