Hokej. Ted Nolan: To honor trenować Polskę

Kanadyjczyk Ted Nolan został nowym selekcjonerem hokejowej reprezentacji Polski. Co człowiek, który prowadząc Buffalo Sabres dostał nagrodę Jacka Adamsa, przyznawaną najlepszemu trenerowi w NHL, ma zrobić z kadrą biało-czerwonych? Awansować do Elity. Ale pragnie nie tylko tego

Andrzej Kulasek: Co przekonało pana do przyjęcia oferty z Polski?

Ted Nolan: Wszystko się idealnie ułożyło, to był perfekcyjny moment. Szukałem takiego wyzwania, takiego miejsca, więc kiedy prezes Dawid Chwałka i Rafał Omasta [hokejowy menedżer, m.in. pośredniczył przy transferze do PLH Zenona Konopki –red.] napisali do mnie uznałem, że to świetny pomysł – praca z drużyną, która jest na nieco nizszym poziomie, ale która ma ambicje, by awansować wyżej. To duże wyzwanie, i głównie dla niego tu jestem.

Czyli pana głównym celem i zadaniem jest awansować z Polską do Elity?

- Tak.

I zrobić to w ciągu dwóch lat?

- Mam taką nadzieję. Ale w tym czasie chcielibyśmy też ściągnąć tu zawodników, którzy mogliby podnieść poziom drużyny, a także zorganizować system szkolenia i wyłaniania młodych zawodników, 10-12 letnich, którzy w przyszłości mogliby grać dla reprezentacji.

Co pan wie o polskim hokeju?

- Wiem, że kiedyś był silny. Jakiś czas temu… I wiem, że zrobił się trochę mniej popularny. I to jest nasze zadanie. Dzieciaki grają teraz w piłkę nożną, koszykówkę… Chcę, by wybierały też hokeja, by znów stał się ich dyscypliną. Hokej to drogi sport, dlatego potrzebujemy zapewnić młodym lodowiska i sprzęt, trzeba przyciągnąć sponsorów, którzy by nam w tym pomogli. Chcemy, by najzdolniejsi mogli wyjeżdżać za granicę, by tam trenować, tak jak to się dzieje w piłce nożnej.

Praca w Polsce to ekscytująca przygoda. Gdziekolwiek nie pojadę, chcę znać historię tego kraju. Bardzo interesuję się historią, ważne jest, żeby wiedzieć, skąd się pochodzi, kim się jest, żeby znać kontekst. I ludzie też powinni czerpać z historii.

A Polska i Polacy zrobili na mnie wielkie wrażenie. Takiego miejsca szukałem, prowadzenie waszej kadry będzie dla mnie wielkim honorem.

Co będzie najtrudniejsze na początku pracy w Polsce?

- Myślę, że to samo, z czym spotkałem się, kiedy zaczynałem pracę na Łotwie – nie znam graczy. Ale, wykorzystując właśnie łotewskie doświadczenia, przy trzeciej-czwartej wizycie będę już dobrze znał dossier moich graczy, będę znał ich twarze, ich CV, kim są, skąd są, połączę twarze z imionami i wtedy wszystko pójdzie szybko. Na razie muszę się z nimi zapoznać. Zatem najtrudniejszą kwestią będzie nawiązanie porozumieniaz zawodnikami.

Czy zamierza pan współpracować z byłymi polskimi hokeistami? Takich sław nie mamy zbyt wielu, ale jest Mariusz Czerkawski.

- Oczywiście, chcę współpracować z Mariuszem. I nie tylko. Przecież żeby wiedzieć, dokąd zmierzamy, musimy wiedzieć, skąd przyszliśmy, musimy znać przeszłość. Dawni zawodnicy są wspaniałą inspiracją dla młodych. Kiedy przyjeżdżałem do Łotwy pierwszą osoba, z którą chciałem się spotkać, był Arturs Irbe [bramkarz, rozegrał 568 meczów w NHL, dwukrotny mistrz świata w barwach ZSRR]. Który, o dziwo, nigdy nie był zaangażowany w pracę z reprezentacją. Nie wiedziałem, dlaczego. Podobnie było z Sandisem Ozolinsem [obrońca, rozegrał 875 meczów w NHL, z Colorado Avalanche zdobył Puchar Stanleya]. Doświadczenie takich zawodników jest bezcenne.

Ted Nolan to marka w hokeju. Ktoś taki jak pan będzie miał większe szanse przekonać hokeistów z Kanady czy USA, którzy mają polskie korzenie, by grali dla Polski.

- Kiedy tylko powiedziałem „tak” na propozycję z Polski, kolejną kwestią było poszukiwanie zawodników z Kanady czy USA, którzy mogliby grać dla Polski. Bo na pewno tacy są. Jasne, że będziemy szukać takich ludzi. Bo jest ich wielu. I powinniśmy im to umożliwić. Niech przyjadą do Polski, pograją w polskiej lidze co najmniej dwa sezony, i dostaną obywatelstwo [taki jest przepis IIHF]. Byłem bardzo szczęśliwy, że szefowie PZHL wspomnieli o takiej możliwości. Bo to jest jak wolny transfer. Warto użyć innych sposobów, by wzmocnić swoją reprezentację. Sam znam kilku zawodników, którzy mają polskich przodków. Zadzwonię do nich jak tylko wrócę.Poznam ich kuzynów, bliskich, rodziny. I zapytam, kto chciałby tu przyjechać i grać.   

Najważniejsza cecha hokeisty według pana?

To charakter. Jedni jeżdżą szybciej, inni wolniej, jedni grają bardziej technicznie inni fizycznie. Ale ja muszę wiedzieć, jakimi tak naprawdę są ludźmi. Bo to decyduje, jaki stworzą zespół. Bo to zespół jest najważniejszy, każdy w nim musi znać swoją rolę. Wygrywamy jako zespół, nie dlatego, że ktoś jest świetny indywidualnie. Ok, taki talent strzeli gola, ale przegrywamy 1:6. Nie o to chodzi. Ale gdy wygramy 2:1 i wszyscy mają w tym udział, to tego właśnie szukam.

Jak zareagowała rodzina na to, że będzie pan pracował w Polsce?

Synowie mieli nadzieję, że wrócę do domu, ale oni wiedzą, jak ja kocham ten zawód. I jak świetnie pracowało mi się na Łotwie. Hokej to zawód, ale praca z reprezentacją narodową to coś szczególnego. Kiedy dostałem propozycję z Polski, moja żona była zachwycona. Oni wszyscy wiedzieli, że na coś takiego czekałem. Jordan, na co dzień gracz Los Angeles Kings, był bardzo szczęśliwy. Brandon, były hokeista Carolina Hurricanes, podobnie. I zapytał, czy może zostać moim asystentem.

Więcej o: