MŚ w hokeju. Stali się megamocni

- Czuliśmy, że mamy nóż na gardle, ale to nas nie rozbiło. Kwestią czasu było, gdy zaczniemy wygrywać - mówi Mikołaj Łopuski (były gracz Comarch Cracovii) z hokejowej reprezentacji, wciąż walczącej o awans do Elity

Ile zębów stracił pan podczas mistrzostw świata Dywizji 1A w Katowicach?

- Akurat żadnego. Braki w uzębieniu to pamiątka po wcześniejszych latach. Ale w naszym sporcie to normalne. W hokeja grają twardzi mężczyźni. Nikt się nie oszczędza. Choćby Patryk Wajda, który w meczu ze Słowenią rzucił się na lód i złamał szczękę [przeszedł operację żuchwy, w Katowicach już nie zagra].

Niespodziewanie pokonaliście uważane za faworytów Słowenię (4:1) i Austrię (1:0). Przed piątkowym meczem z Japonią zachowaliście szanse na awans do Elity. Skąd ta przemiana po porażkach w meczach z Włochami (1:3) i Koreą Południową (1:4)?

- Nie nazwałbym tego "przemianą", to złe słowo. Dwa pierwsze mecze nam nie wyszły. Trudno to racjonalnie wytłumaczyć, bo byliśmy dobrze przygotowani. Dlatego nie można mówić, że z dnia na dzień przeobraziliśmy się w inny zespół. Porozmawialiśmy, przeanalizowaliśmy pewne rzeczy na chłodno. Czuliśmy, że nam nie idzie, że mamy nóż na gardle, ale to nas nie rozbiło. Przeciwnie - jeszcze bardziej się zjednoczyliśmy. Poprawiliśmy detale, które miały wpływ na porażki. Nabraliśmy pewności siebie i jakoś poszło.

Jakie detale?

- Choćby skuteczność. Poza tym w dwóch ostatnich meczach udało się uniknąć błędów w obronie, zagraliśmy lepiej taktycznie, bardziej zdyscyplinowanie.

Po zwycięstwie ze Słowenią spadł kamień z serca?

- Radość faktycznie była duża. Poczuliśmy megamoc. Co tu dużo gadać, to bardzo przyjemne uczucie.

A co działo się wcześniej? Rola gospodarzy was sparaliżowała?

- Jasne, że była presja. Każdy grał już w ważnych meczach, ale mogło być tak, jak pan mówi. Poza tym mecze z Włochami i Koreą od początku się nie układały. Nie mogliśmy złapać rytmu, a potem było coraz trudniej.

Nie mieliście dość tych mistrzostw?

- Można powiedzieć, że większość nas skreślała. Mówiono, że czeka nas spadek do Dywizji 1B [hokejowa III liga], ale nie braliśmy tego do głów. Nie powiem, że byliśmy spokojni, ale na pewno zdeterminowani. Kwestią czasu było, kiedy zaczniemy wygrywać. Tak naprawdę po dwóch porażkach trochę spadło ciśnienie, nie było już nic do stracenia. Wzięliśmy się w garść.

Dużą robotę wykonali bramkarze. Należy im się duże piwo?

- Nie można powiedzieć, że wygrali mecze. Oni wykonują swoją pracę, my swoją. Ale faktycznie łatwiej się gra ze świadomością, że za plecami ma się pewnego bramkarza. Rafał Radziszewski i Przemek Odrobny dużo nam dali, ale musieliśmy im pomóc. Też walczymy w obronie, blokujemy strzały.

Na piwo przyjedzie czas po MŚ. W trakcie turnieju nie ma szans, bo jesteśmy podporządkowani ścisłemu reżimowi. Wszystko kręci się wokół meczów. W czwartek mieliśmy dzień wolny, można było trochę dłużej pospać, ale każdy skupił się na przygotowaniach. Niektórzy zajęli się leczeniem drobnych urazów, inni wyciszali organizm na rowerku, poszli na masaż albo wskoczyli do beczki z zimną wodą. Trener nie musi chodzić i sprawdzać, co robimy. Bo każdy wie, po co tu jest.

Niezależnie od wyniku meczu z Polską Japonia spadnie do Dywizji 1B. Czyli nie gra już o nic. To plus dla was?

- Graliśmy z nimi rok temu i wiemy, czego się spodziewać. Japończycy z natury są tacy, że zawsze walczą do końca. Na pewno nie rzucą ręcznika, to nie w ich stylu.

Droga do Elity

Awans wywalczą dwa najlepsze zespoły turnieju w Katowicach pod warunkiem, że w majowych MŚ Elity miejsca spadkowego nie zajmą Francja lub Niemcy (jako współgospodarze MŚ Elity w 2017 r. nie mogą spaść).

Przed ostatnimi meczami tabela wygląda tak:

W piątek grają (transmisje w TVP Sport): Włochy - Korea Płd. (13), Austria - Słowenia (16.30), Polska - Japonia (20)

Polacy mogą liczyć co najwyżej na drugie miejsce. Zajmą je, jeśli pokonają Japonię bez dogrywki i karnych (czyli zdobędą trzy punkty) oraz:

1I Włochy pokonają Koreę po dogrywce lub rzutach karnych (zwycięzca dostaje w takim przypadku dwa punkty, przegrany - jeden), a mecz Słowenia - Austria skończy się w regulaminowym czasie (nieważne, kto wygra).

2I Włochy bez dogrywki lub karnych wygrają z Koreą Płd., a Austria w taki sam sposób pokona Słowenię.

W przypadku wariantu 2 trzy drużyny będą miały identyczną liczbę punktów i o awansie zdecyduje różnica bramek między zainteresowanymi. A tu najlepsza jest Polska - ma +1, Włosi zero, a Słoweńcy -1.

Dodatkowa tabela powstanie także, jeśli Korea Płd. pokona po dogrywce lub karnych Włochy, a Słowenia Austrię lub Austria Słowenię w regulaminowym czasie. W tym jednak przypadku Polska ma najsłabszy bilans bramkowy spośród trójki zainteresowanych (Polska, Korea Płd., Austria oraz Polska, Korea Płd. Słowenia) i nie zajmie drugiego miejsca.

Zobacz wideo

Zerwane więzadła i Achillesy, połamane ręce i nogi - drastyczne kontuzje, które uziemiły wielkie gwiazdy NBA

Więcej o: