Marcin Kolusz, polski kandydat do gry w NHL: Czekam na telefon

Przede mną jeszcze wiele, wiele pracy. Zdaję sobie sprawę, że zanim znajdę się w elicie, będę grał w niższych ligach - mówi Marcin Kolusz

18-letni napastnik Podhala Nowy Targ jest na 49. miejscu listy europejskiej draftu NHL (21 i 22 czerwca w Nashville). Trafiło na nią 116 zawodników i 12 bramkarzy. Na draft czeka także 210 hokeistów z Ameryki Północnej (plus 30 bramkarzy). Spośród nich ok. 300 znajdzie zatrudnienie.

Koluszem najbardziej zainteresowane jest Edmonton Oilers. Praktyka ostatnich lat pokazuje, że jeśli Polak zostanie wybrany przez klub NHL, i tak trafi do jednego z zespołów farmerskich (współpracujących z zespołami NHL) z niższych lig. Może tam nawet spędzić kilka sezonów, zanim wystąpi w NHL. Może też grać tam do końca kariery, jeśli trenerzy uznają, że jednak nie nadaje się do gry w najlepszej hokejowej lidze świata.

Roman Imielski: Czujesz się już graczem NHL?

Marcin Kolusz: - Jeszcze nie. Pierwsze doniesienia o tym, że znajdę się w drafcie, przyjmowałem z niedowierzaniem. Teraz już to do mnie dotarło. I wiem, że czeka mnie jeszcze wiele, wiele pracy, by znaleźć się w elicie. Jestem na to przygotowany. Rewelacyjnie byłoby zostać wybranym już w II rundzie draftu, ale w III czy IV też nie będzie źle [Mariusz Czerkawski został wybrany w 1991 r. przez Boston Bruins w V rundzie z nr. 106. - red.].

Wyjazd za ocean jest dla mnie szansą nie tylko sportową, bo na hokeju życie się nie kończy. Można przede wszystkim nauczyć się języka (na razie znam po angielsku podstawowe zwroty) i zdobyć dobre wykształcenie.

Interesowałeś się wcześniej NHL?

- To wymarzona liga każdego hokeisty. W Polsce nie za bardzo można teraz śledzić rozgrywki NHL, bo nie ma transmisji. Orientuję się jednak, jakie zespoły grają w tej lidze, kto jest mistrzem.

Kiedy zaczęli kontaktować się z Tobą skauci klubów z NHL?

- Pierwsze rozmowy odbyłem podczas mistrzostw świata do lat 20 [w grudniu - red.]. To byli głównie Szwedzi i Czesi, reprezentujący różne kluby. Potem spotkałem ich na MŚ do lat 18 [w kwietniu; Kolusz został najlepiej punktującym zawodnikiem turnieju - red.], najwięcej rozmawiałem ze skautem Oilers. To chyba dlatego za oceanem mówi się, że trafię do tego zespołu. Zdaję sobie sprawę, że zanim znajdę się w elicie, będę grał w niższych ligach, początkowo pewnie juniorskich. I tam będę musiał udowodnić, że nadaję się do NHL.

Podhale nie będzie robiło Ci trudności z wyjazdem, np. żądało za Ciebie pieniędzy?

- Nie, bo jestem właścicielem swojej karty zawodniczej. Poza tym w klubie cieszą się, że znajdę się w drafcie. Nie było złośliwych uwag, zazdrości. Wszyscy mi gratulowali, podkreślali, bym za oceanem nie dał sobie dmuchać w kaszę.

A co z rodzicami? Nie boją się o Ciebie?

- Mama początkowo nie była zbyt zadowolona, że wyjadę tak daleko. Ale teraz bardzo się cieszy. Także dlatego, że to ona pierwsza zaprowadziła mnie na trening do Podhala. Poza tym w Ameryce mam rodzinę, i w Stanach, i w Kanadzie.

Co będziesz robił 21 i 22 czerwca podczas draftu?

- Czekał na telefon, bo natychmiast po wyborze mam dostać sygnał od mojej agencji. Potem, 5 lipca, wyjeżdżam na tygodniowy miniobóz, na którym trenerzy zza oceanu będą mogli zobaczyć, co potrafię. W połowie sierpnia mam już na stałe przenieść się do Ameryki.