NHL. Krwawa bitwa Senators i Canadiens

W meczu Ottawa Senators - Montreal Canadiens (6:1) doszło do jednej z największych bójek w ostatnich latach. Sędzia rozdał aż 236 minut kar, najwięcej od 1991 roku.

"Gole i pięści królowały, gdy Senators zgnietli Canadiens" - napisał o meczu "New York Times". Ottawa wygrała 6:1 i w serii prowadzi 2-1. Trzy gole strzelił debiutant Jean-Gabriel Pagaeu, ale jego wyczyn przysłoniły brutalne starcia i bójki. Bohater meczu sam ucierpiał po tym, jak przy jednej z bramkowych akcji został uderzony przez PK Subbana. Zamiast cieszyć się z gola, szukał na lodowisku zęba. Ale prawdziwy wybuch agresji przyszedł w trzeciej tercji.

Po czwartym golu dla Senators doszło do wielkiej bójki. Tuż po wznowieniu Ryan White z Canadiens uderzył kijem Zacha Smitha. W jego obronie stanął Jared Cowen. Rzucił rękawice na lód i ruszył na rywala. Chwilę później bili się już wszyscy zawodnicy (poza bramkarzami), którzy byli w tym czasie na tafli. "Chris Neil po powaleniu Travisa Moena zachowywał się jak wrestler z WWE, choć to nie było imponujące, podobnie jak atak White'a na Smitha, który rozpoczął walkę" - napisał o tej bójce dziennikarz ESPN Pierre LeBrun.

 

Sędziowie opanowali sytuację dopiero po kilku minutach. Posypały się kary - za bójki i niesportowe zachowanie. W tym momencie Senators mieli na ławce już tylko pięciu zawodników, a Canadiens o jednego więcej. - Nie chcieliśmy niczego demonstrować. To White wszystko zaczął. My odpowiedzieliśmy na wezwanie. Trzymamy się razem i dzięki temu jesteśmy w play-offach - tłumaczył Neil. - W szatni było nas sporo. Właściwie to mieliśmy pełny pokój. Więcej było nas w szatni niż na lodowisku - opowiadał. - Dawno już nie widziałem czegoś takiego. Ale to hokej, takie rzeczy mogą się wydarzyć - dodał trener Ottawy Paul MacLean. W sumie sędzia odesłał do szatni 10 zawodników z obu drużyn.

Lepiej na zamieszaniu wyszli Senators, którzy niedługo po wznowieniu zdobyli piątą bramkę. Niespełna minutę później zawodnicy znów porzucili hokej na rzecz boksu, gdy PK Subban rzucił się na Kyle'a Turrisa. Zawodnik Canadiens, czołowy obrońca ligi NHL, resztę spotkania obejrzał w szatni. W całym meczu dostał aż 25 minut kar.

Sędziowie próbowali uspokoić zawodników, wezwali nawet do siebie kapitanów obu drużyn. Niewiele to jednak pomogło, bo na kilka minut przed końcem meczu doszło do kolejnej bójki. Tym razem starli się Cory Conacher i Brandon Gallagher, jedni z najlepszych debiutantów sezonu. W sumie sędziowie przyznali 14 kar za bójki i dziewięć za niesportowe zachowanie. W sumie rozdali aż 236 minut kar, najwięcej w play-offach od 22 lat. W 1991 roku w meczu Detroit - St. Louis zawodnicy nazbierali aż 296 karnych minut.

Gdy wydawało się, że w tym meczu już nic nie może się wydarzyć, MacLean na 17 sekund przed końcem wziął czas. Trener Montrealu odebrał to jako złośliwość ze strony rywala. - Nie powinno się upokarzać rywala, a to właśnie chciał zrobić MacLean. Zachował się bez klasy - mówił po meczu Therrien. - Zostało mi na ławce 10 zawodników, wysłałem ich na lód i nie wiedziałem, co się wydarzy. Chciałem chronić mój zespół, by nie dał się sprowokować Canadiens. Zawsze to robię - usprawiedliwiał się trener Ottawy. - Nie musimy upokarzać rywali. Oni sami robią to świetnie - dodał.

Krew na lodowisku, awantury na konferencji

Rywalizacja dwóch kanadyjskich drużyn ma bogatą historię, ale chyba nikt nie spodziewał się, że w I rundzie play-off będzie aż tak gorąco. W serii Canadiens - Senators iskrzy od samego początku. W pierwszym meczu obrońca "Senatorów" Eric Gryba uderzył w głowę Larsa Ellera. Zawodnik Canadiens przewrócił się, przez kilka minut leżał w kałuży krwi. Opuścił lodowisko na noszach. W szpitalu zdiagnozowano u niego pęknięcia kości twarzy i objawy wstrząśnienia mózgu.

Sprawa nie zakończyła się na lodowisku. Po meczu trener Ottawy usprawiedliwiał swojego zawodnika, zrzucając winę na obrońcę Canadiens, który podał krążek Ellerowi, gdy ten nie mógł widzieć zbliżającego się rywala. Powiedział też, że w latach 70. i 80. takie "bodiczki" były na porządku dziennym. Ta wypowiedź rozwścieczyła trenera Montrealu. - Co za brak szacunku dla krwawiącego zawodnika. Brak szacunku dla jego rodziny. Porównał to do gry sprzed lat? Przecież dlatego zmieniły się przepisy, by chronić narażonych na uderzenie hokeistów - odpowiadał Michel Therrien.

MacLeana nie oszczędził też Brandon Prust, specjalista od bójek w Canadiens. - Nic mnie nie obchodzi, co wygaduje ten tłusty mors z wytrzeszczem. Mam nadzieję, że liga podejmie wobec Gryby właściwą decyzję. Albo wiecie co? Właściwie to mam nadzieję, że go nie zdyskwalifikują - odgrażał się Prust.

Liga ukarała Erica Grybę zawieszeniem na dwa mecze. Obrońca odcierpiał już karę i będzie mógł zagrać w czwartym meczu. Patrząc na temperaturę tej serii, może się spodziewać "przyjaznego" przywitania od Prusta. O ile ten nie zostanie wcześniej zdyskwalifikowany za "popisy" w niedzielnym meczu.

Więcej o: