Człowiek z tytanu. Blake Geoffrion chce wrócić do NHL po koszmarnej kontuzji

W listopadowym meczu ligi AHL Blake Geoffrion zderzył się z rywalem. Uderzenie było tak mocne, że pogruchotało czaszkę utalentowanemu hokeiście, który ledwie uszedł z życiem. Teraz chce wrócić do gry. W środę po raz pierwszy pokazał się publicznie. - Nie jestem tutaj, by ogłosić koniec kariery. Cholernie brakuje mi hokeja. Zrobię wszystko, co trzeba, by wrócić na lód - powiedział dziennikarzom.

Podczas lokautu w NHL Geoffrion grał w drużynie Hamilton Buldogs, występującej w lidze AHL filii Montreal Canadiens. Podczas meczu z Syracuse Crunch pędził z krążkiem blisko bandy. Próbujący go zatrzymać JP Cote uderzył go z wielką siłą, a padając po zderzeniu, trafił go jeszcze łyżwą w okolice lewego ucha. Zakrwawiony Geoffrion o własnych siłach opuścił lodowisko. Zdążył jeszcze przekazać ojcu wiadomość, że wszystko jest w porządku, ale kilka minut później poczuł się źle, miał napady konwulsji. Natychmiast został przewieziony do szpitala, gdzie przeszedł bardzo poważną operację.

Fragmenty pogruchotanej czaszki utkwiły w mózgu, niektóre z nich były wielkości monety. Lekarze musieli je usunąć i zatamować krwawienie. Usunęli kawałki kości, a w ich miejsce wstawili tytanowe implanty. - Blake miał bardzo, bardzo dużo szczęścia. Powinien się cieszyć, że żyje - mówił Danny Geoffrion, ojciec Blake'a i były hokeista. - Ktoś podjął dobrą decyzję, by zabrać go do szpitala. Możemy tylko podziękować lekarzom, bo prawdopodobnie uratowali mu życie - dodał Max Pacioretty. Czołowy napastnik Canadiens sam przeżył groźną kontuzję, po zderzeniu z rywalem nieprzytomny padł na lodowisko.

Geoffrion spędził weekend na OIOm-ie, przez kilka dni porozumiewał się z ludźmi tylko za pomocą Twittera. - Dziękuję wszystkim za wsparcie i miłe słowa. Dziś było trochę gorzej, ale staramy się, by nastąpiła poprawa - napisał na swoim profilu. - Nie odbierał telefonów i nie rozmawiał, bo po intubacji miał podrażnione gardło - tłumaczył Danny Geoffrion.

 

Teraz 24-letni center walczy o powrót na lodowisko. Lekarze dają mu szansę na stuprocentowe wyleczenie, ale powrót po tak poważnym urazie głowy muszą poprzedzić szczegółowe badania, które wykluczą możliwe powikłania. Powrót do pełnej sprawności to jedno, a powrót do gry, w której zawodnik będzie narażony na kolejne ataki, to zupełnie inna kwestia. Jeszcze przed zderzeniem z Cote'em Goeffrion kilka razy solidnie oberwał w głowę. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, rehabilitacja może potrwać do 10 miesięcy. Ale trzeba patrzeć też z innej perspektywy. Jak będzie wyglądało jego życie w wieku 50 lat? Wcześniej miał wstrząśnienia mózgu, teraz ma to - martwi się ojciec hokeisty.

Rodzina ostrożnie podchodzi do kwestii powrotu zawodnika do gry, bo dobrze wie, jakie są zagrożenia. Geoffrionowie od czterech pokoleń grają w hokeja, znają tę dyscyplinę od każdej - także tej najgorszej - strony. Pradziadek Blake'a Howie Morenz to legenda Canadiens i ligi NHL. Jeszcze przed wojną zagrał w lidze ponad 800 meczów, strzelił 271 goli i miał 201 asyst. W 1937 roku zmarł w wyniku komplikacji po operacji kontuzjowanej nogi. Kolejny z klanu - Bernie "Boom Boom" Geoffrion - był jeszcze większą gwiazdą, w Montrealu występował przez 14 lat. W 1958 roku po zderzeniu na treningu Canadiens pękło mu jelito. Musiał przejść operację ratującą życie. Danny Geoffrion wielkiej kariery w NHL nie zrobił, duże nadzieje pokładano natomiast w Blake'u.

Utalentowany center grał w młodzieżowych reprezentacjach USA, w 2006 roku został wybrany w drafcie przez Nashville Predators. W "Music City" zdążył zagrać kilkadziesiąt meczów, nie rozwinął się jednak tak, jak oczekiwano, i w lutym ubiegłego roku przeszedł do Canadiens w wymianie za doświadczonego obrońcę Halla Gilla. W poprzednim sezonie zagrał 13 meczów i strzelił 2 gole. Na więcej nie pozwoliły kontuzje i lokaut w NHL. Geoffrion wierzy, że na tym się nie skończy. W środę po raz pierwszy od wypadku spotkał się z kolegami z drużyny. - Nie jestem tutaj, by ogłosić koniec kariery. Zrobię wszystko, co trzeba, by wrócić na lód - mówił dziennikarzom. - Cholernie brakuje mi hokeja. Oglądałem każdy mecz Canadiens.

Czy ma żal do Cote'a? - Nie, to był czysty atak. Mam żal do siebie, że nie uważałem bardziej. Chciałbym jeszcze kiedyś z nim zagrać - powiedział. Tylko czy jakiś lekarz na to pozwoli?

Więcej o: