NHL. Eminem na lodzie

Mówi niewiele. Choć jak już zacznie gadać, to potem stacje telewizyjne przepraszają widzów za wulgarny język. Uwielbia hip-hop, bluzy z kapturem, ale nade wszystko kocha wygrywać. Jonathan Quick. W tej chwili najlepszy bramkarz hokejowy świata

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na smartfony

W zeszłym sezonie poprowadził Los Angeles Kings do zwycięstwa w Pucharze Stanleya. "Królowie" wygrali ligę, choć w fazie play-off rozstawieni byli z najniższym, ósmym numerem - jeszcze nikomu nie udała się taka sztuka. W decydującej fazie Quick bronił z fenomenalną skutecznością 94,6 proc. Puszczał zaledwie 1,41 gola na mecz, w trzech meczach na 20 zachował czyste konto i ustanowił rekord ligi 11 kolejnych wygranych meczów wyjazdowych w play-off. To, że po sezonie Kings podpisali z nim 10-letni kontrakt wart 58 mln dol., nie zdziwiło nikogo.

Bramkarz, który nie chciał bronić

- Kiedyś powiedziałem mu, że w hokeju może zajść tak daleko, jak tylko będzie chciał. I że jedyną osobą, która może go powstrzymać, jest on sam - wspomina John Gardner, trener Quicka z czasów gry w licealnej drużynie Avon Old Farms. - Wiedziałem, że ten dzieciak może zostać wielkim graczem...

Nie powstrzymał go nikt, choć rzeczywiście jego największym przeciwnikiem był on sam. Zacznijmy od tego, że na początku wcale nie palił się, by stać na bramce. - Wolał być napastnikiem. Namówienie go, by zagrał jako bramkarz, graniczyło z cudem - opowiada Anthony Dercole, jeden z przyjaciół "Quickiego" z czasów dzieciństwa. Quick mieszkał przy Tanglewood Drive w Hamden w stanie Connecticut. Niemal non stop dzieciaki grały tam w hokeja.

- Tam zawsze toczył się jakiś mecz, a Jon musiał grać w każdym - mówi Bill Verneris, trener drużyny hokeja w miejscowym liceum.

Na szczęście Quick porzucił marzenia o karierze napastnika i wybrał bramkę. Może była to zasługa Mike'a Richtera, bramkarza New York Rangers? Bo Quick od dziecka kibicował Rangersom, a Richtera stawiał sobie za wzór. Dość powiedzieć, że w liceum w Hamden bronił w pierwszej piątce i szybko został miejscowym bohaterem. A kiedy postanowił przenieść się do szkoły Avon Old Farms, znanej ze świetnego programu hokejowego (uczył się tam i grał Brian Leetch, gwiazda NY Rangers, z którymi sięgnął po Puchar Stanleya) asystent Vernerisa zadzwonił do tamtejszego trenera i zachwalał Quicka słowami: Mamy tu naprawdę kapitalnego bramkarza...

Sleepergate

Na przeszkodzie wielkiej kariery Quicka mogło też stanąć jego zamiłowanie do spania. W niższych ligach drużyny jeżdżą na mecze autokarami. Quick zwykle zasypiał na początku podróży, a budzili go dopiero trenerzy, gdy drużyna była już na miejscu i wszyscy zawodnicy wyszli z autokaru. Koledzy z L.A. Kings nazywają go "All-Star Sleeper". W 2007 roku, dwa lata po tym, jak Kings wybrali go w drafcie, Quick rozpoczął treningi z filialnym klubem "Królów", Manchester Monarchs grającymi w lidze AHL. A raczej miał rozpocząć, bo na pierwsze zajęcia zaspał. Za karę zdegradowany został do innej filii Kings, grających w niższej lidze (ECHL) Reading Royals - do dziś w Kings nazywają tę aferę "Sleepergate". W Royals Jonathan przypomniał sobie, że kiedyś chciał zostać napastnikiem - w drugim swoim meczu, przeciwko Pensacola Ice Pilots strzelił gola po tym, jak rywale wycofali bramkarza. Ale przede wszystkim bronił na tyle dobrze, że jeszcze w tym samym sezonie wrócił do Monarchs, a potem zadebiutował w NHL. Jeszcze jedną konsekwencją "Sleepergate" było zakupienie przez Quicka kilku dość głośno dzwoniących budzików.

Była jeszcze jedna przypadłość, która mogła mu zaszkodzić. - Kiedy pierwszy raz spotkałem go w UMass [Quick studiował i grał na Uniwersytecie Massachusetts)] było w nim trochę pychy. Wyglądał na pewnego siebie. Zbyt pewnego - wspomina Bill Ranford, przed laty znakomity bramkarz, który swego czasu pracował z Jonathanem w UMass, a teraz w Kings. - Teraz nic z tego w nim nie zobaczycie. Zrozumiał, ile pracy kosztuje bycie najlepszym. I że hokej wymaga poświęceń.

Obecny Quick jest zaprzeczeniem tego z czasów studiów. Jest bardzo skryty, nie lubi rozmawiać z dziennikarzami, nie znosi błysku fleszy i wycelowanych w niego kamer.

- Jak długo muszę tu siedzieć? - zapytał, zanim rozpoczęła się obowiązkowa sesja wywiadów przed finałem Pucharu Stanleya. Czekała go 20-minutowa tortura.

- Nie lubię tego - mówił otwarcie dziennikarzom. - Dla mnie finały to mecze, gra, a nie siedzenie tu z wami. I to była jedna z najdłuższych jego wypowiedzi podczas spotkania z mediami. Cam Cole z kanadyjskiego "National Post" opisując krasomówstwo Quicka przywołał postać Floyda Smitha, byłego hokeisty NHL, a w latach 70. trenera Buffalo Sabres i Toronto Maple Leafs i jego słynny cytat: "Nie mam nic do powiedzenia i powiem wam to tylko raz". Tylko, według Cole'a, Quick pewnie w ogóle nic by nie powiedział.

- Nigdy nie słyszałem, by podniósł głos - mówi o swoim bramkarzu trener Kings Darryl Sutter. A Ranford dodaje: On gra mecz, potem idzie do domu i odpoczywa. Myślę, że jego życie właśnie tak wygląda.

Zaje... chłopaki

Co nie znaczy, że Quick nie ma żadnych zainteresowań. Uwielbia grać w wirtualnego menedżera ligi NFL i bardzo przeżywa sukcesy i klęski swojej drużyny. Jest też wielkim miłośnikiem hip-hopu. Na tracklistach jego ipoda dominują Kanye West, Ludacris, Jay-Z i Drake. Zresztą zamiłowanie do hip-hopu wyraża się też w stylu ubierania. Bramkarz Kings zwykle nosi czapki bejsbolowe i bluzy z kapturem.

- On uwalnia swego wewnętrznego Eminema - skomentował kiedyś ubiór Quicka jego kolega z drużyny Dustin Penner. Jeszcze lepiej uwolnił go 14 czerwca, już po wygraniu Pucharu Stanleya i otrzymaniu Conn Smythe Trophy - nagrody dla najlepszego zawodnika fazy play-off. Quick przemówił (sic!) wówczas do kibiców szczelnie wypełniających halę Staples Center w Los Angeles pokazując na kolegów z drużyny:

- Co myślicie o tym kur...sko dobrym zespole! Spójrzcie na ten zaje...ty team! Spójrzcie na tych zaje...tych chłopaków ("How about this fuckin team right here? Look at this fuckin team right here! Look at these fuckin guys") - takiej ostrej "nawijki" Eminem z pewnością by się nie powstydził. Szefowie lokalnej telewizji, która relacjonowała wydarzenie, oratorskiego popisu nie docenili i przeprosili wszystkich za użyte przez bramkarza brzydkie wyrazy, których nie zdążyli wyciszyć. Ale kibicom się podobało. Zwłaszcza że usłyszeli, że bez nich nie byłoby tego triumfu. A że Quick był nieźle wstawiony? Cóż, kto świętuje sukces herbatą?

On, jeśli już coś mówi, to właśnie dosadnie. Podczas treningów lubi szydzić z kolegów, którym nie udaje się strzelić mu gola. A kiedy ktoś go wreszcie pokona?

- Wtedy od razu usłyszysz coś obraźliwego - śmieje się napastnik Kings Justin Williams. Bo on nawet podczas treningu chce zatrzymać wszystkie strzały. Facet nienawidzi przegrywać. I nigdy się nie poddaje.

Uwielbia też rywalizację. Nawet z własną żoną, Jaclyn Quick z domu Backman - notabene też bardzo hokejowej rodziny. Matt Moulson, gracz New York Islanders i jednocześnie mąż siostry Jaclyn, Alice, mówi, że państwo Quick konkurują niemal we wszystkim.

- Nie wiem, czy jest coś, w czym nie rywalizują. Pamiętam, jak nie tak dawno grali przeciwko sobie w hokeja na dywanie. Cóż, Jon zawsze taki był, ale w tym przypadku trafił swój na swego. Spotkał idealną drugą połowę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.