Hokej. Zenon rozrabiaka chce grać dla Polski

- Mam polskie obywatelstwo i chciałbym kiedyś wystąpić w koszulce z orłem na piersi - zdradza w rozmowie ze Sport.pl Zenon Konopka, jeden z największych zadymiarzy hokejowej ligi NHL

31-latek jest synem emigranta z Polski, który wyjechał do Kanady po II wojnie światowej. W najlepszej lidze świata rozegrał 256 spotkań, strzelił 11 goli i zaliczył 18 asyst. Wziął udział w aż 92 bójkach i na ławce kar spędził 879 minut. Trzeci sezon z rzędu był w trójce najbrutalniejszych zawodników ligi. Doczekał się przydomków "Polish Punisher", "Polish Power" i "Gladiator". Grał m.in. w Tampa Bay Lightning i Ottawa Senators, w przyszłym sezonie, o ile skończy się lokaut, będzie zawodnikiem Minnesota Wild. Poza hokejem zajmuje się sprzedażą win własnej produkcji, jest współwłaścicielem restauracji oraz prowadzi własną akademię hokejową.

Z hokeistą ligi NHL Zenonem Konopką rozmawia Piotr Kalisz

Latem byłeś w Polsce na Euro 2012. Jak wrażenia?

- Byłem na Stadionie Narodowym, gdy Grecy pobili Rosjan. Fantastyczna sprawa. Polaków niestety na żywo nie oglądałem. Wiem, że to duże rozczarowanie, że nie wyszli z grupy, ale może ten turniej ich czegoś nauczy. A ja na pewno muszę popracować nad językiem polskim. Trochę rozumiem, ale ludzie tutaj mówią dla mnie za szybko. Sam mówię niewiele. "Cześć", "Jak się masz?" itp.

A widziałeś kiedyś w akcji polską reprezentację w hokeja?

- Nie za dużo. Puszczałem sobie filmiki w internecie, ale nie widziałem nigdy całego meczu.

Pytam, bo słyszałem, że starasz się o polskie obywatelstwo.

- Ja już mam polskie obywatelstwo! Już jestem Polakiem i chciałbym zagrać dla polskiej reprezentacji. Wystąpić kiedyś w koszulce z białym orłem i wygrać mistrzostwa. Próbowałem się dowiedzieć, czy mógłbym grać w reprezentacji, i usłyszałem, że musiałbym urodzić się w Polsce. Że takie są przepisy międzynarodowej federacji hokeja. To frustrujące [według przepisów Konopka musiałby przez dwa lata grać w polskiej lidze].

Z pewnością nadałbyś więcej charakteru polskiej kadrze. Myślisz, że jesteś najtwardszym zawodnikiem w NHL?

- Jest wielu twardzieli w tej lidze, a ja jestem jednym z nich. Zawsze chcę podkręcić atmosferę meczu, ale i mocno pracuję nad wygrywaniem wznowień, w tym też jestem całkiem dobry.

Tylko goli coś mało strzelasz jak na centra.

- To kwestia okazji i szans, które dostaję. W niższej lidze AHL strzelałem dużo goli. W ostatnich play-offach miałem trochę asyst, więc mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie to lepiej wyglądało.

Brałeś udział już w niemal stu bójkach. Podobno inspirację czerpiesz z MMA. Nie chciałbyś kiedyś spróbować swoich sił w tym sporcie?

- Mam już 31 lat i ciężko byłoby mi osiągnąć taki poziom, jaki prezentują zawodnicy, którzy trenują to od dawna. Ale nigdy nie mów nigdy.

Znasz jakichś polskich fighterów?

- Kojarzę oczywiście Mariusza Pudzianowskiego. On wygląda jak większy Georges St-Pierre, mistrz UFC z Kanady. To dobry zawodnik i myślę, że ma przyszłość w tym sporcie. Ogólnie Polacy potrafią się bić. Bokserzy Andrzej Gołota czy Tomasz Adamek są najlepszym przykładem.

A nie boisz się, że przy takim natężeniu walk kiedyś stanie ci się krzywda?

- Jeśli zaczynasz za dużo myśleć, masz problem. Bijatyki to część tej gry i wszyscy doskonale wiemy, na co się piszemy. Ludzie przychodzą na mecz, bo chcą widzieć wielką bitwę, a ja im to daję.

Ale sporo mówi się o problemie encefalopatii w hokeju.

- Nie mamy jeszcze pełnej wiedzy o tej chorobie. Teoretycznie może się ona przytrafić każdemu, nie tylko przez urazy głowy. Na pewno jest to kwestia monitorowania swojego organizmu i edukacji. Musisz wiedzieć, na ile możesz sobie pozwolić. W każdym razie ja się nie boję.

Jak wykazała sekcja zwłok na chroniczne uszkodzenie mózgu cierpiał Derek Boogaard, który zmarł w ubiegłym roku po przedawkowaniu leków przeciwbólowych i alkoholu.

- To był szok dla wszystkich. Zapamiętam go jako gościa, którego najtrudniej było pokonać. Był wielki, silny, twardy jak skała. Raz z nim walczyłem i już później wiedziałem, żeby tego nie robić ponownie.

A z Krzysztofem Oliwą?

- O, to też niezły twardziel. Miałem nawet okazję go poznać, bo mieszkał niedaleko. Oczywiście oglądałem jego walki, śledziłem jego karierę w NHL. Ale nigdy z nim nie walczyłem, kiedy przyszedłem do ligi, był już za stary (śmiech).

Mariusza Czerkawskiego pamiętasz z lodowiska?

- Oczywiście. Graliśmy przeciwko sobie, kiedy był zawodnikiem Toronto Maple Leafs. Bardzo utalentowany zawodnik, dobry technicznie, zręczny, obdarzony dużym sprytem i inteligencją.

To trochę tak jak inny Polak z NHL Wojtek Wolski. W sumie fajnie byłoby was obu zobaczyć kiedyś w biało-czerwonych barwach.

- Byłoby wspaniale.

Więcej o: