NHL. Jagr bez sentymentu. Doprowadził byłych fanów do rozpaczy

Buczeli na niego, wystawiali w jego kierunku środkowe palce, pokazywali mu języki, a na końcu płakali, bo on im strzelił gola. Jaromir Jagr, kiedyś przez kibiców Pittsburgh Penguins wielbiony, a dziś znienawidzony, wrócił na stare śmieci i wraz z nowymi kolegami z Philadelphii Flyers rozbił ?Pingwiny? 4:2

Redaktor to dopiero jest kibic! Poznaj nas na profilu Facebook/Sportpl ?

Tę "Bitwę o Pensylwanię" fani Penguins będą pamiętać długo. Wszystko za sprawą Jagra. Czeski prawoskrzydłowy, który na początku lat 90. był w Pittsburghu bohaterem, bo zdobył z "Pingwinami" pierwsze dwa w historii klubu Puchary Stanleya, przed startem bieżącego sezonu przemienił się we wroga numer 1. Wystarczyło, że powracający do NHL 40-latek podpisał kontrakt z odwiecznym rywalem Penguins - Philadelphią Flyers, która przebiła finansową ofertę złożoną mu przez "Pingwiny". A, że wszystko stało się zaledwie chwilę po tym, jak agent hokeisty zapewnił, że "serce Jagra jest w Pittsburghu", kibice nie wytrzymali - postanowili zgotować swojemu byłemu bohaterowi odpowiednie "przyjęcie".

"Przejechałem 300 mil, by wygwizdać Jagra" - to jeden z transparentów, jakich w należącej do Penguins hali Consol Energy Center pojawiło się w czwartek mnóstwo. Za każdym razem, gdy Jagr wyjeżdżał na lód z 18 tysięcy gardeł wydobywało się przeciągłe buczenie. Tu nie chodziło już nawet o to, by pokonać Flyers, tylko o to, by coś udowodnić Jagrowi. Niemal całe lodowisko było przeciwko jednemu człowiekowi.

A on jak na złość nic sobie z tego nie robił. Co więcej - zdawało się, że jak jakiś Darth Vader czerpał moc z gniewu, bo grał jak natchniony. To Jagr zainicjował akcję, po której padł wyrównujący gol autorstwa Kimmo Timonena ("Pingwiny" prowadziły 1:0 po bramce "na dzień dobry" Jordana Staala). A na początku drugiej tercji znakomitym strzałem z bekhendu wyprowadził Philadelphię na prowadzenie, którego nie oddała już do końca. Jakby jeszcze było mało, kompletnie wyprowadził z równowagi kibiców podczas celebrowania gola. Po tym, jak zauważył, że jeden z fanów ubrany w bluzę gwiazdora Penguins Sidneya Crosby'ego pokazał mu środkowy palec, a siedząca nieopodal kobieta wystawiła w geście dezaprobaty język, przystanął i patrząc się w ich stronę w charakterystyczny dla siebie sposób zasalutował. "Od dziś nienawidzę hokeja" - skomentował zdarzenie jeden z kibiców na hokejowym forum HFBoards.

Jaromir Jagr strzela gola i salutuje - WIDEO

10 minut później, kiedy Matt Read strzelił bramkę na 3:1, stało się jasne, że "górą" w bitwie między Jagrem a Pittsburgiem będzie Czech. Najlepszym symbolem ogromnego rozczarowania było uchwycone przez kamery zachowanie jednego z młodszych kibiców, który się po prostu popłakał. Na dokładkę Jagr stwierdził potem, że wcale nie grało mu się dobrze. - To nie był mój dzień. Czułem się nieźle, ale mogłem strzelić z pięć goli, a tego nie zrobiłem - powiedział.

Koszmarny wieczór dla kibiców z Pittsburgha doskonale spuentował Maxime Talbot, który odpowiedział na kontaktowe trafienie Tylera Kennedy'ego, golem do pustej bramki. Fani opuszczający lodowisko ze spuszczonymi głowami na pewno sobie niechętnie przypominali, jak ten zawodnik, podobnie jak Jagr, zdobywał dla nich Puchar Stanleya, strzelając dwa gole w decydującym meczu finału z 2009 roku.

Wyniki czwartkowych spotkań NHL:

Pittsburgh - Philadelphia 2:4, NY Islanders - Calgary 3:1, Carolina - Toronto 4:3 (po dogrywce), Tampa Bay - Montreal 4:3, Minnesota - Edmonton 4:3, Winnipeg - Los Angeles 1:0 (po dogrywce), Dallas - Columbus 1:4, Colorado - Phoenix 3:2, Anaheim - Vancouver 2:5.

Pięści twarde jak lód. Ostre bójki w NHL [ZDJĘCIA]

Więcej o: