NHL. W tej lidze rządzą dziś bliźniacy z Vancouver

Gdy menedżer Vancouver Canucks zobaczył ich po raz pierwszy podczas mistrzostw świata juniorów, był urzeczony ?szóstym zmysłem?, który łączył ich na lodowisku. I choć nie było łatwo, wziął ich obu do swojej drużyny.
Taki był warunek nierozłącznych bliźniaków. Dziś Canucks z kapitanem Henrikiem Sedinem i jego bratem Danielem - najskuteczniejszym zawodnikiem całej NHL - zmierzają po pierwszy w historii klubu Puchar Stanleya.

W sobotnim meczu Canucks przegrali z Nashville Predators 3:4 i do awansu do finału Konferencji Zachodniej (półfinału play-off w NHL) wciąż brakuje im jednego zwycięstwa. W bilansie play-off Vancouver prowadzi 3:2.

Absolutny ewenement

Bliźniacy na światowym topie to w sporcie coś absolutnie wyjątkowego. Poza Sedinami można wymienić jedynie braci Bryantów, którzy od 2003 r. przewodzą światowemu rankingowi tenisowych deblistów.

W ubiegłym roku najlepszym hokeistą NHL był Henrik. Najpierw zdobył Art Ross Trophy - nagrodę dla najskuteczniejszego zawodnika NHL w sezonie zasadniczym (112 pkt za gole i asysty), a potem został nagrodzony Hart Mamorial Trophy dla najbardziej wartościowego zawodnika ligi. W tym sezonie na topie jest Daniel, który wywalczył Art Ross Trophy (104 pkt) i znalazł się w finałowej trójce (wraz z Coreyem Perrym z Anaheim Ducks i Martinem St. Louisem z Tampa Bay Lightning) wyborów na najlepszego zawodnika ligi (zwycięzcę poznamy w czerwcu).

Pochodzący z północy Szwecji Sedinowie są cenieni w NHL nie tylko za niezwykłe umiejętności sportowe. - To wspaniałe chłopaki, bardzo bystrzy, ich etyka pracy jest niesamowita. Koledzy w zespole z miejsca ich zaakceptowali i polubili - wspomina Brian Burke, który w 1999 r. sprowadził bliźniaków do Vancouver.

W ubiegłym roku hokeiści ofiarowali półtora miliona dolarów na nowy budynek szpitala dziecięcego w Vancouver.

Od zawsze nierozłączni

Burke miał duży problem ze ściągnięciem ich, bo 19-latkowie postawili warunek: "musimy grać w jednym klubie", a Daniela chciał mu sprzątnąć sprzed nosa menedżer Tampa Bay Lightning Rick Dudley, który miał wcześniejsze prawo wyboru w drafcie. - Zadzwoniłem do niego i powiedziałem: "Dlaczego chcesz chłopaka, z którym nie będziesz mógł później podpisać kontraktu; przecież oni mówią, że chcą grać w tym samym klubie - wspomina Burke. - Odpowiedział: ?Nie ty prowadzisz mój zespół ?. Rozmowa była tak ostra, że gdybyśmy byli w jednym pokoju, pobilibyśmy się".

Ostatecznie jednak menedżer Lightning zmienił zdanie i Canucks mogli wziąć obu Sedinów.

Początek w najlepszej hokejowej lidze świata nie był olśniewający. Niektórzy krytycy wytykali Burke'owi, że sprowadził siostry, a nie braci Sedinów. - I my, i Brian wiedzieliśmy, że nie byliśmy jeszcze gotowi fizycznie do gry w NHL. To musiało trochę potrwać, ale warto było poczekać.

Skok nastąpił po lokaucie, który zamknął NHL na sezon 2004/05. W kolejnych nikt już nie miał wątpliwości. Siostry stały się gwiazdami. W 2009 r. podpisali nowe kontrakty z Canucks, zarobią po 30,5 mln dolarów za pięć lat gry. Identyczni bracia podpisywali takie same umowy od początku swojej kariery w NHL.

Teraz Puchar Stanleya?

Sezon 2010/11 jest najlepszy w historii Vancouver Canucks. W sezonie zasadniczym zespół z zachodu Kanady wygrał najwięcej meczów, zdobył najwięcej punktów, strzelił najwięcej i stracił najmniej goli ze wszystkich zespołów. W play-off jest rozstawiony z numerem 1, ale najtrudniejszego rywala miał już w pierwszej rundzie - broniących Pucharu Stanleya Chicago Blackhawks, którzy eliminowali Canucks w dwóch poprzednich edycjach.

Trzy pierwsze mecze w tegorocznej rywalizacji wygrał zespół z Vancouver, ale rywale w trzech kolejnych spotkaniach odrobili straty. Siódmy mecz był horrorem. Od 3. minuty meczu prowadzili Canucks, ale niespełna dwie minuty przed końcową syreną Blackhawks wyrównali. O awansie zdecydowała dogrywka. Bohaterem spotkania okazał się Alexandre Burrows, który golem w 66. min meczu sprawił, że prawie 19 tys. widzów na trybunach oszalało z radości.

Mecze Pucharu Stanleya można oglądać w Polsce w kanale ESPN America.