Sport.pl

Matczak się nie sprawdził, teraz kolej na swojaków

Hokeiści ze Stadionu Zimowego konsekwentnie pracują na miano największego rozczarowania sezonu. Zespół ma odmienić duet trenerów z Sosnowca.
Sytuacja powtarza się co roku - Zagłębie zmienia zawodników, trenera i zapowiada walkę o medale. Potem zaczyna się narzekanie na organizację klubu, zakazy transferowe, kolejne porażki, a na koniec przegrany sezon.

W ostatnich latach na Zagłębiu połamali sobie zęby m.in. tacy trenerzy, jak Milan Skokan, Jozef Zavadil, Jan Vavrecka, a w piątek wieczorem do tej listy dopisano nazwisko Wojciecha Matczaka. O zwolnieniu szkoleniowca - jak już informowaliśmy - przesądziła porażka z KTH Krynica. - Nie chciałem zwalniać trenera. Długo wierzyłem, że poukłada zespół, że zła karta się odwróci. Po meczu z Krynicą skapitulowałem. Uznałem, że nie ma na co czekać. Nie dam powiedzieć złego słowa na Wojtka Matczaka. To superfacet, ale jako trener Zagłębia zwyczajnie się nie sprawdził - podkreśla prezes Adam Bernat. Trener Matczak po meczu z Krynicą nie rozmawiał z dziennikarzami. Nie udało nam się też skontaktować z nim przez telefon.

Jak to możliwe, że zespół mający w składzie napastników, którzy powinni strzelać po kilkadziesiąt bramek w sezonie, wygrał dotąd tylko trzy razy? Fachowcy wskazują, że drużyna ma słabą obronę i niedoświadczonego bramkarza. To jednak tylko część prawdy. Hokeiści zespołów, które dotąd grały z Zagłębiem, podkreślają, że zawodnicy z Sosnowca są słabi fizycznie.

- Rzeczywiście, przegrywamy większość pojedynków jeden na jednego. Rywale nas objeżdżają - mówi Bernat.

Problemem tradycyjnie są też kłopoty finansowe. Gdyby nie pomoc miasta, przyszłość Zagłębia stanęłaby pod znakiem zapytania. Do niedawna na konta hokeistów wpływały co miesiąc miejskie stypendia. Ten system już nie obwiązuje - teraz miasto nie dofinansowuje poszczególnych zawodników, tylko klub. - Poprzedni system był lepszy. Dawał hokeistom chociaż namiastkę spokoju - przyznaje Bernat, który dzisiaj jedzie do Warszawy na rozmowę ze sponsorem.

W niedzielnym przegranym 2:6 meczu z Cracovią zespół poprowadził już duet sosnowiczan Krzysztof Podsiadło i Mariusz Kieca.

Podsiadło - nazywany przez znajomych "Frankiem" - słynie z ciężkiej ręki, nie przebiera też w słowach, gdy wytyka zawodnikom błędy.

- Przed trenerami dużo pracy. Od jutra ma się zmienić system treningów, tak by zespół odzyskał świeżość, siłę i wygrywał kolejne mecze. Wierzę, że jeszcze nie wszystko stracone. W ubiegłym sezonie Podhale Nowy Targ również wystartowało słabo, a na koniec cieszyło się z mistrzostwa. Na razie walczymy o jak najwyższe miejsce przed play-off - nie traci nadziei Bernat.

W wygranych mają pomóc nowi zawodnicy. Do zdrowia wracają Milan Baranyk, typowany do roli lidera drużyny, Łukasz Zachariasz oraz Mateusz Pawlak. Z drugiej strony na Zimowym plotkuje się też o rozstaniach z hokeistami, którzy grają poniżej oczekiwań.