Dramat hokeistów JKH - mogli wyeliminować Podhale

Pięć minut dzieliło JKH od historycznego awansu do półfinału w play off. Wtedy jednak ich bramka zamieniła się w tarczę, w którą wcelowali się podhalanie.
- Ten mecz jeszcze długo będzie nam się śnił po nocach - uznał kompletnie załamany Grzegorz Piekarski. Kapitan JKH nie musiał dodawać, że ma na myśli wyłącznie koszmary. Chyba żaden hokeista nie chciałby doświadczyć tego, co przeżyli w sobotę jastrzębianie w starciu o półfinał ligi z 18-krotnym mistrzem Polski Podhalem Nowy Targ. Najpierw niespodziewany cios zadany przez rywala już w 43. sekundzie, potem fantastyczny zryw i trzy bramki otwierające drogę do sportowego raju, a na koniec trudno wytłumaczalna niemoc i porażka. W piątek jastrzębianie zafundowali fanom horror, pozwalając Podhalu doprowadzić do wyrównania na pięć minut przed końcową syreną. Wszystko skończyło się jednak szczęśliwie dla nich w rzutach karnych. Za drugim razem utytułowany przeciwnik znów dopadł ich na finiszu, z tą jednak różnicą, że nie pozwolił już na kolejną loterię z karnymi i wszystko rozstrzygnął w regulaminowym czasie. Krzysztof Zapała i Martin Ivicić wywołali istne trzęsienie ziemi w Jastrzębiu w zaledwie 141 sekund! Trener Wojciech Matczak próbował ratować krytyczną sytuację. Wziął czas i postawił wszystko na jedną kartę. JKH wycofało bramkarza, ale sześcioosobowy zamek jastrzębianom zupełnie nie wyszedł. Marcin Kolusz przechwycił krążek i po raz trzeci w ciągu czterech minut wpakował go do bramki. Gospodarze długo nie mogli podnieść się z tafli. Pierwszy lód opuścił Pavel Zdrahal, który o porażkę obwiniał bramkarza JKH Kamila Kosowskiego. - Co my to mamy za bramkarza?! - krzyczał 39-letni Czech. Sztab szkoleniowy i szefowie klubu byli wobec Kosowskiego zdecydowanie bardziej wyrozumiali. - Ten chłopak miał jeden mecz pauzy w całym sezonie - podkreślał drugi trener Jastrzębia Jacek Chrabański. - Jedna czy dwie bramki idą na jego konto, ale to się zdarza. Równie dobrze można mieć pretensje do napastników. Gdyby Jiri Zdenek w sytuacji sam na sam trafił na 4:1, prawdopodobnie byłoby po meczu - usprawiedliwiał "Kosę" wiceprezes klubu Andrzej Frysztacki, choć porażkę przełykał gorzko. - Podhale miało mnóstwo szczęścia. W stosunku do poprzedniego sezonu zrobiliśmy krok do przodu, ale mógł on być dużo, dużo większy - żałował Frysztacki. Wcześniej wraz z prezesem Kaziemierzem Szynalem byli w szatni swojego zespołu. - Jak atmosfera? Grobowa. Panowała zupełna cisza, niektórzy nawet płakali. A my poszliśmy podziękować chłopakom za walkę - relacjonował Frysztacki. Piekarski jednak nie mógł pogodzić się z porażką. - Przegrać w taki sposób tak ważny mecz to niepojęte! Byliśmy od nich zdecydowanie lepsi - zachodził w głowę. - Przerosło nas chyba to, że możemy być w czwórce. Była szansa coś zmienić w tym nudnym polskim hokeju. Mogliśmy obnażyć ten dziwny i śmieszny bonus. Przez cały sezon wieszano na nas psy, że jesteśmy w czołowej szóstce chłopcami do bicia, a my pokazaliśmy, że jesteśmy wartościowym zespołem. Szkoda, że w pięć minut padły strzały, które w innych meczach nie miały prawa wpaść - nie mógł przeboleć Piekarski. - Pretensje możemy mieć tylko do siebie. Zemściły się na nas niewykorzystane sytuacje, a wyszedł spryt, rutyna i obycie Podhala - ocenił Mateusz Danieluk, napastnik JKH. Jastrzębianom pozostaje walka o 5. miejsce z Unią Oświęcim.

JKH GKS Jastrzębie - Podhale Nowy Targ 3:5 (0:1, 2:0, 1:4) Bramki: 0:1 Bakrlik (1.), 1:1 Kowalówka - Urbanowicz (27.), 2:1 Zdenek - Zdrahal (31.), 3:1 Zdrahal - Zdenek - Lipina (41.), 3:2 Dutka - Voznik (45.), 3:3 Zapała - Malasiński (55.), 3:4 Ivicic - Kolusz (58.), 3:5 Kolusz - Zapała - Suur (59.) JKH: Kosowski; Wolf - Bryk; Lipina - Zdenek - Zdrahal; Piekarski - Labryga (2); Urbanowicz - Kowalówka - Danieluk; Górny - Pastryk; Kulas (2)- Kąkol - Kiełbasa; Radwan. Podhale: Zborowski; Ivicic - Sroka (2); Baranyk - Zapała - Kolusz; Dutka - Suur; Bakrlik - Voznik (2) - Malasiński; Łabuz - Galant; Kmiecik - Dziubiński - Kapica; Ziętara, Bryniczka. Kary: 4-4 Widzów: 1500

Stan rywalizacji: 2:3