Tyski klub wprowadza program lojalnościowy

Bułki kupujemy w sponsorującej klub piekarni, łazienkową armaturę w firmie, która opłaciła zgrupowanie, a pokrycie dachowe u biznesmena, który utrzymuje czołowego gracza. To pomysł GKS-u Tychy na kryzys
Działacze hokejowego GKS-u zauważyli, że kryzys dotknął nie tylko sport, ale przede wszystkim firmy, które wydają pieniądze na utrzymanie drużyn. Wymyślili jak sobie radzić w takiej sytuacji: zaproponowali kibicom tzw. program lojalnościowy. "(.) Kibic swoje przywiązanie do barw może okazać na wiele sposobów. Jednym z nich jest świadomy wybór produktu, który nabywa. Wybierając ten od sponsora GKS-u może powiedzieć: - Robię to dla siebie, ale też dla mojego klubu, bo wiem, że dzięki temu będzie on silniejszy" - można przeczytać na internetowej stronie klubu.

Wśród firm, które sponsorują wicemistrzów Polski szczególne miejsce zajmuje Kompania Piwowarska - producent piwa tyskie. - Super, że działacze GKS-u tak do tego podchodzą. Starają się wczuć w potrzeby sponsora. Większość klubów wyciąga tylko ręce po więcej, a tu ktoś zadał sobie trud i postawił pytanie - "Co możemy zrobić dla drugiej strony?". To już nie jest bezduszny interes, tylko propozycja współpracy. Inne kluby powinny brać przykład z GKS-u - chwali Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Kompanii.

- Z piwem to akurat jest najprościej, ponieważ tyscy kibice i bez naszej sugestii najchętniej sięgają po tyskie - uśmiecha się Andrzej Skowroński, prezes GKS-u. - Na świecie podobne mechanizmy świetnie się sprawdzają. W Polsce musimy się ich dopiero uczyć. Myślę, że każdy klub chciałby mieć lojalnych kibiców, którzy wybierają produkty sponsora - dodaje.

GKS może też liczyć na pieniądze tyskiej Mery - hurtowni budowlanej specjalizującej się w wyposażeniu łazienek. To rodzinna firma Piotra Meresińskiego, kierowcy rajdowego. - Jasne, że klub nie jest w stanie zmusić kibica, by kupił farbę akurat u nas. Ale już fakt, że ktoś o tym pomyślał jest bardzo cenny. Sądzę, że wraz z rozpoczęciem sponsoringu GKS-u sprzedaż naszych produktów wśród sympatyków hokeja delikatnie wzrosła. Na pewno częściej pojawiają się u nas sami hokeiści i trenerzy - uśmiecha się Meresiński.

Program lojalnościowy to jednak za mało, by załatać dziurę w budżecie. Tyscy hokeiści tygodniami czekają na zaległe wypłaty. Ostatnio Robin Bacul i Ladislav Paciga odmówili gry w sparingu. - Głośno nikt o tym nie powie, ale w podobnej sytuacji jest większość klubów w ekstralidze. W prywatnych rozmowach działacze podkreślają, że muszą zrewidować klubowe budżety, zaproponować zawodnikom obniżenie kontraktów. Myślę, że lepiej zrobić to teraz niż potem rozłożyć ręce i wycofać zadłużony klub z rozgrywek - kończy Skowroński.