Finał NHL. Hokeiści Bruins i Blackhawks grali mimo poważnych kontuzji

- Nie chcę tego mówić teraz, ale OK: mam złamane żebro, rozerwane mięśnie i chrząstkę oraz zerwany więzozrost barkowo-obojczykowy - przyznał po finale NHL środkowy Boston Bruins Patrice Bergeron, który mimo tych bolesnych kontuzji zagrał w ostatnim meczu. W drużynie zwycięskich Chicago Blackhawks z poważnymi kontuzjami grało co najmniej trzech zawodników.
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i na Windows Phone

Bergeron doznał kontuzji w meczu nr 5, przegranym przez Bruins 1:3. Hokeista musiał zejść z lodowiska już w siódmej minucie, a pierwsze diagnozy mówiły nawet o uszkodzeniu śledziony. 27-letni Kanadyjczyk pojawił się jednak w składzie na szósty mecz. Nie było do końca wiadomo, co mu dolega. Opowiedział o tym dopiero po ostatnim meczu.

- To są finały i każdy chce pomóc drużynie. Nie mogłem tego zrobić w piątym meczu, bo lekarze martwili się o moją śledzionę, dlatego musiałem jechać do szpitala. Okazało się, że chodzi tylko o żebra, mięśnie i pomniejsze urazy. Oczywiście postanowiłem zagrać, choć czułem okropny ból - mówił Bergeron. - Mam złamane żebro, rozerwane mięśnie i chrząstkę oraz zerwany więzozrost barkowo-obojczykowy - przyznał.

Co więcej u zawodnika Boston Bruins zdiagnozowano jeszcze... dziurę w płucu. Taką informację podał w środę popularny serwis hokejowy "Puck Daddy".

Grę Bergerona mimo kontuzji docenili dziennikarze i kibice. "Udowodnił kolejny raz, że jest Wojownikiem, Sercem i Duszą zespołu. Miał tyle urazów, ale po porażce na pewno najbardziej bolało go złamane serce" - napisała na swoje stronie internetowej bostońska telewizja NESN. "Dzięki takim ludziom hokej jest najlepszym sportem na świecie. Żaden zawodnik w żadnym innym ważnym sporcie z tymi kontuzjami nie wstałby nawet z łóżka, nie mówiąc już o grze" - dodał jeden z kibiców na forum NHL. W sieci pojawiły się nawet memy z zawodnikiem Bruins: "Bergeron - najtwardszy skurczybyk z nich wszystkich".

Wysiłki hokeisty doceniła też oficjalna strona ligi NHL. "Dwa temu Bergeron był bohaterem. Tej nocy też nim jest" - tweetowała na swoim profilu. W 2011 roku zawodnik dał Bruins tytuł, zdobywając dwa gole w decydującym, siódmym meczu z Vancouver Canucks. Tym razem Boston przegrał finał po dramatycznym meczu nr 6, w którym Blackhawks w ciągu 17 sekund zdobyli dwie bramki i wygrali mecz 3:2.

Lekarze i masażyści nowych mistrzów NHL też mieli sporo roboty. Przed ostatnim meczem musieli postawić na nogi kilku kontuzjowanych zawodników. - Marian Hossa miał kontuzję pleców, Michal Handzus miał problemy z ręką i kolanem, a Bryan Bickell musiał grać ze skręconym kolanem - wyliczał trener Blackhawks Joel Quenneville. W dodatku kapitan zespołu Jonathan Toews w piątym meczu mocno oberwał od obrońcy Bruins Johnny'ego Boychuka i w ostatnim meczu grał być może ze wstrząśnieniem mózgu. "Tego finału Toews nigdy nie zapomni. Tyle że przez możliwe wstrząśnienie mózgu niczego nie będzie pamiętał" - żartował ekspert od NHL Dave Lozo.

Najwięcej wycierpiał jednak Bickell. - Taka kontuzja oznacza zwykle trzy-cztery tygodnie przerwy. On nie powinien zagrać w tej serii ani jednego meczu, ale po trzecim spotkaniu wyglądał już dobrze. To było dla nas bardzo ważne - tłumaczył. Wyjaśnił również, że kontuzja skrzydłowego była głównym powodem przesunięcia z pierwszego ataku. Chodziło o to, by Bickell unikał starć z potężnym obrońcą Bruins Zdeno Charą.

Quenneville dopiero po finale ujawnił, z jakimi urazami zmagali się jego zawodnicy. Zwykle trenerzy unikają podawania szczegółowych informacji na temat kontuzji, by zawodnicy nie stali się celami dla ataków rywali.