NHL. Kings zdobyli Puchar Stanleya bijąc kilka rekordów

Hokeiści Los Angeles Kings zdobyli Puchar Stanleya po raz pierwszy w 45-letniej historii klubu. W szóstym meczu finałowym "Królowie" pokonali we własnej hali New Jersey Devils 6:1 i rozstrzygnęli losy serii 4-2.
Zwycięstwo podsumowało jedną najbardziej niesamowitych serii w historii ligi. Kings na czternaście meczów przed końcem regularnego sezonu zajmowali dopiero jedenaste miejsce w Konferencji Zachodniej.

Od tego momentu zespół z Los Angeles był niemal nie do zatrzymania. Kings zostali pierwszym w historii zwycięzcą Pucharu Stanleya, którzy do fazy play-off przystępowali dopiero z ósmego miejsca w swojej konferencji. Co więcej, jako pierwsi w historii wyeliminowali po kolei trzy najwyżej rozstawione zespoły (w pierwszej rundzie numer 1 na zachodzie - Vancouver Canucks, później rozstawionych z dwójką St. Louis Blues i wreszcie trzecich po regular season Phoenix Coyotes). Nikt wcześniej nie wygrał też pierwszych trzech meczów w każdej z czterech serii, grając do tego otwierające dwa spotkania na lodowiskach rywali.

Devils, którzy po sezonie zasadniczym byli na wschodzie szóści, także musieli mierzyć się z wyżej notowanymi rywalami. Najpierw odprawili Florida Panthers, były zespół trenera New Jersey Petera DeBoera, a później swoich największych rywali - Philadelphia Flyers i New York Rangers.

I to właśnie w finałach Kings trafili na najtrudniejszego dla siebie rywala. Wcześniejsze serie wygrywali kolejno 4:1, 4:0 i znów 4:1. W decydującej rundzie ponieśli dwie porażki.

Rozstrzygające starcie w swojej hali Staples Center rozegrali jednak w sposób koncertowy. Już po pierwszej tercji, dzięki trafieniom Dustina Browna, Jeffa Cartera i Trevora Lewisa, prowadzili 3:0. W drugiej minucie drugiej tercji na 4:0 podwyższył Carter i nawet gol zdobyty w końcówce tej partii przez Adama Henrique nie mógł już wiele zmienić.

Ostatnia tercja przebiegała spokojnie do szesnastej minuty. Wtedy swoją drugą bramkę dorzucił Lewis, a piętnaście sekund później wynik ustalił Matt Greene.

- Nie wiem jak to opisać - cieszył się po meczu doświadczony Willie Mitchell. Mający 35 lat obrońca jest najstarszym zawodnikiem mistrzowskiego zespołu. - Każdy z nas jako dzieciak grał w hokeja na ulicy i to tam zaczęły się marzenia. W tym sezonie starliśmy się z wieloma przeciwnościami losu, ale udało nam się wyjść z dołka i dojść do tego punktu. To coś absolutnie unikalnego.

- Czekałem długo na ten moment, ale co powiedzieć o naszych kibicach - mówił po meczu kapitan zespołu Dustin Brown. - Człowiek marzy o tym by wygrać Puchar Stanleya i wiecie co, jestem dumny, że zostałem pierwszym "Królem", który go podniósł.

- To coś niewiarygodnego. Czuję, jak po kolei z każdego mojego mięśnia schodzi napięcie - dodał Anże Kopitar. Słoweński napastnik, wraz z Brownem, został najlepszym strzelcem fazy play-off (wraz z pięcioma innymi zawodnikami zdobyli po osiem bramek). Kopitar i Brown to także duet najlepiej punktujących zawodników w klasyfikacji kanadyjskiej - zaliczyli po dwadzieścia oczek, wyprzedzając o punkt Ilję Kowalczuka z Devils. - Najważniejszym czynnikiem, który doprowadził do tego zwycięstwa, była wiara w szatni. Byliśmy dwudziestoma pięcioma facetami, którzy wierzyli tylko w jedną rzecz, ostateczne zwycięstwo. Nie mogę być bardziej dumny z chłopaków - podsumował słoweński strzelec.