Premier piłkę kopie. Hokeja nie lubi?

Prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie jest oburzony postawą prezydenckich urzędników. Działacz nie może się doprosić o przyznanie obywatelstwa kilku hokeistom.
Polski hokej to dziś światowa trzecia liga. Przesądziła o tym nie tylko słaba gra naszej reprezentacji podczas ostatnich mistrzostw świata Dywizji I (druga liga) na Ukrainie, ale i reorganizacja rozgrywek.

Teraz celem reprezentacji jest awans do grona średniaków, o który zagra podczas przyszłorocznych mistrzostw świata Dywizji IB w Krynicy.

W reprezentacji, jak i w lidze, brakuje konkurencji między zawodnikami, więc działacze wpadli na pomysł, że zaostrzą ją obcokrajowcy.

Na grę w kadrze zgodziło się trzech słowackich obrońców: Miroslav Zatko z Unii Oświęcim oraz Zoltan Kubat i Roman Gurican z KH Sanok. Zatko już grał w reprezentacji, ale tylko w meczach towarzyskich.

- To rozwiązanie przejściowe - zaznacza prezes PZHL Zdzisław Ingielewicz i podkreśla, że dokumenty Zatka od ponad roku leżą w kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego. - Żadnego odzewu - irytuje się działacz, który dziwi się, że piłkarze bez większych problemów przechodzą skomplikowaną procedurę nadania obywatelstwa.

Ingielewicza szczególnie rozsierdził przypadek Damiana Perquisa, francuskiego obrońcy, który powołując się na polskie korzenie, szybko dostał szansę gry w kadrze Franciszka Smudy.

- Sam piłkarz głośno mówił, że nie skompletował wszystkich dokumentów, a jednak kilka dni później prezydencki minister Sławomir Nowak ogłosił na Twitterze, że Perquis może grać. W czym my jesteśmy gorsi? Jesteśmy spychani na margines, bo nasz premier piłkę kopie? - pyta Ingielewicz. - Będę to nagłaśniał, bo przypadek, o którym mówię, pokazuje, jak niesprawiedliwie funkcjonuje państwo - mówi prezes.

O zdanie w tej sprawie poprosiliśmy biuro prasowe Kancelarii Prezydenta. - Nie będzie komentarza do emocjonalnych tez i zarzutów, jakie stawia pan prezes - usłyszeliśmy w odpowiedzi.