Rory, jak mogłeś to zepsuć?

Charl Schwartzel z RPA wygrał Masters w Auguście, najbardziej prestiżowy z golfowych Wielkich Szlemów. Tiger Woods był dopiero czwarty.

- Kiedy schodziłem z 18. dołka, czułem się jak w niebie - promieniał 26-letni Schwartzel, gdy zwycięzca z poprzedniego roku Phil Mickelson zgodnie z tradycją pomagał mu założyć zieloną marynarkę, symbol władzy nad Augustą. Na dokładkę dostał czek na 1,5 mln dol. i dożywotnie prawo udziału w kolejnych edycjach Masters.

Schwartzel wygrał w dokładną 50. rocznicę pierwszego triumfu Gary'ego Playera, legendarnego golfisty z RPA, który złamał amerykański monopol. Południowa Afryka ma dziś więcej triumfów w turnieju niż Anglia czy Australia.

Wielkim przegranym został 21-letni Irlandczyk z Ulsteru Rory McIlroy, który z ogromną przewagą prowadził przez trzy dni, ale na ostatnich dołkach nie wytrzymał ciśnienia, zaczął pudłować i spadł z podium. "Rory, jak mogłeś?" - lamentowali na Twitterze brytyjscy dziennikarze. Schwartzel zwyciężył dzięki zimnej krwi - na ostatnich czterech dołkach zaliczał birdie, czyli jedno uderzenie poniżej normy, co dało mu ostatecznie rewelacyjny wynik 274 uderzenia (14 poniżej normy).

Wielkiej formy po seksaferze wciąż nie może odnaleźć czterokrotny zwycięzca Masters Tiger Woods, który zajął czwarte miejsce ex aequo w kilkuosobowej grupie. Amerykanin klął jak szewc, pyskował dziennikarzom, rzucał ze złości kijem, ale do dołka lepiej od tego nie trafiał. Bez zwycięstwa jest już półtora roku, bez wygranej w Szlemie - od 2008 r.

Amerykanie w ogóle są w odwrocie - po raz pierwszy od 1994 r. nie mają w garści choć jednego z czterech Szlemów. Pozostałe trzy wygrali Niemiec, Irlandczyk i inny gracz z RPA.

Golf ? Powody do dumy Europejczyków