Golf. Czekając na polskiego Tygrysa

W Polsce nie mam zbyt wielkiej konkurencji. Trzeba walczyć na świecie - mówi Adrian Meronk, golfista, jakiego w Polsce jeszcze nie było.

Golf to w Polsce wciąż sport niszowy, a na świecie jedna z najpopularniejszych dyscyplin. Najlepsi golfiści to multimilionerzy. Tiger Woods od lat okupuje czołowe miejsca na listach najlepiej zarabiających sportowców nie tylko dzięki grze, ale też wysokim kontraktom reklamowym. Billy Horschel, który wygrał dwa tygodnie temu finałowy turniej cyklu PGA Tour, zgarnął 14 mln dol. To ponad trzy razy więcej niż Serena Williams za wygraną w tenisowym cyklu US Open.

Pieniądze robią wrażenie i przyciągają dziesiątki tysięcy ludzi marzących o tym, by w ten przyjemny sposób zarabiać na życie. Polacy do tej pory w golfie się nie liczyli. Najlepsi są za słabi, by z samych turniejów się utrzymać. Ale idzie nadzieja na lepsze.

21-letni Adrian Meronk ma 198 cm wzrostu. Próbował piłki nożnej, koszykówki, siatkówki. Wybrał golfa. - Czasami porównuję się z rówieśnikami z innych dyscyplin. Nie wiem, co by było, gdybym nadal trenował siatkówkę. Ale na pewno nie żałuję, że wybrałem golfa - mówi Meronk, który zaczyna trzeci rok studiów na East Tennessee State University, jednej z czołowych golfowych uczelni w USA.

- Pomysł na wyjazd do Stanów pojawił się cztery lata temu. Do Polski przyjechał Matthew Tipper, mój obecny trener, i powiedział, że jeśli będę trenował, mam szansę na stypendium. Wcześniej o tym nie myślałem, nikt przede mną nie szedł tą ścieżką - wspomina Meronk.

Ale na zawodowstwo postawił już jako nastolatek. Najpierw rodzice wozili go na treningi raz w tygodniu z Poznania aż pod Szczecin, w końcu przeprowadzili się pod Wrocław, by było bliżej na inne pole. Meronk zaczął regularnie ogrywać profesjonalnych polskich golfistów. Dwa lata temu świetne występy w juniorskich turniejach sprawiły, że wpadł w oko skautom z czołowych uczelni i przebierał w ofertach. Mógł studiować na Florydzie lub w Stanford. - Kluczowy był dla mnie program golfowy i to, jakie będę miał warunki do trenowania. O stypendium się nie martwiłem, wiedziałem, że jestem na tyle dobry, że je dostanę - mówi Meronk.

Wybrał East Tennessee, które do jego profilu pasowało najlepiej. 30 tys. dol. czesnego wzięła na siebie uczelnia. Meronk ma w USA dostęp do najlepszego sprzętu, indywidualny tok nauki, treningi pochłaniają kilkadziesiąt godzin tygodniowo. Do tego jest siłownia, zajęcia z psychologiem Tigera Woodsa, rywalizacja z kolegami z drużyny, a potem akademickie turnieje ze światową czołówką. - W Stanach uświadomiłem sobie, czego mi brakowało, i szybciej robię postępy - opowiada golfista, który od dwóch lat jest liderem uczelnianej drużyny i zajmuje wysokie 222. miejsce w światowym rankingu amatorów. Latem zajął 22. miejsce w mistrzostwach Europy amatorów, od czołówki dzieliło go niewiele. Z sukcesami mierzy się już z zawodowcami. Jedyne, co go od nich różni, to pieniądze - Meronk - jako amator - nagród zdobywać nie może.

- Mógłbym już teraz próbować sił w trzeciej lidze w Europie, ale chcę spędzić jeszcze dwa lata na uczelni, żeby zdobyć doświadczenie. Poziom uczelnianych rozgrywek jest podobny, a często wyższy. To pozwoli mi lepiej przygotować się do zawodowstwa - mówi Meronk, prekursor amerykańskiego kierunku wśród młodych polskich golfistów. W jego ślady poszedł rok młodszy Mateusz Gradecki, podobne plany mają inni.