Rozmowa z Kazimierzem Olejnikiem. Czy polski kibol rozwali Euro?

Awantury na stadionach to dziś jeden z ważniejszych problemów społecznych. Kluby muszą powiedzieć wprost: ci kibice, którzy łamią prawo, nie są naszymi partnerami - mówi były zastępca prokuratora krajowego.

Weź udział w ankiecie o Euro 2012 i wygraj IPada! ?

Jacek Sarzało: Co można zrobić, by na stadionach i wokół nich nie miały miejsca takie wydarzenia jak w sobotę w Warszawie i w Kownie na meczu reprezentacji?

Kazimierz Olejnik*: Zachowania polskich władz piłkarskich i politycznych po tych zamieszkach przypominają mi PRL - kiedy był problem, zbierał się Komitet Centralny PZPR, podejmował uchwałę i problem uważano za rozwiązany. Moim zdaniem awantury na stadionach to dziś jeden z ważniejszych problemów społecznych. I widzę, że po Kownie rząd oraz organizacje piłkarskie wyczuły, że jest społeczne oczekiwanie na sankcje karne, które mają być remedium na wszystko. Ale karanie jest na samym końcu całego ciągu postępowań, które powinny zapewnić bezpieczeństwo na stadionach.

Ale ostre słowa Martina Kallena, dyrektora Euro 2012 z ramienia UEFA, że Polska ma problem z chuliganami, rzeczywiście mogły wzbudzić strach. Do finałów niewiele ponad rok.

- I bardzo słusznie, że Polska się przestraszyła. Może coś jeszcze da się zrobić.

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wszystkie struktury odpowiedzialne za bezpieczeństwo na stadionach robią to, co do nich należy. Czy ten system działa? Oczywiście, że nie. Jest chory. Patologią jest zwłaszcza to, co się dzieje w PZPN. Związek nie ma woli, konserwuje chore układy. Albo wykonuje działania pozorne, albo wszystko robi zbyt opieszale. Wciąż nie ma spójnych, całościowych przygotowań systemowych, organizacyjnych, procedur zapobiegających.

Wielu prominentnych działaczy PZPN uważa, że słowa Kallena były skierowane do rządu, nie do nich.

- Przecież w PZPN też jest spółka Euro 2012. To przepraszam, ale czym ona ma się zajmować? Przyznaniem sobie nagród dzień po finałach? Związek z definicji musi dbać o bezpieczeństwo podczas meczów piłkarskich.

Zarządzająca ligą Ekstraklasa SA też, tymczasem jej władze ujawniły, że wiele klubów w ogóle nie stosuje zakazów stadionowych wobec chuliganów w barwach ich zespołów.

- Nie wolno pobłażać własnym kibicom. To często wynika jednak z pazerności, bo klub wie, że jest ryzyko zadym, ale nie chce stracić kasy za bilety. Tylko że nawet zakazy problemu nie rozwiązują do końca. Słyszę, że kilkuset kibiców ma sądowe zakazy stadionowe, ponad tysiąc - klubowe. A sprawdził ktoś, czy są egzekwowane? Czytam, że wiele klubów wciąż nie wprowadziło pełnej ewidencji osób wchodzących na trybuny. No, to jak mam wierzyć, że nie wchodzą ci z zakazami?

Kluby podpisują umowy z organizacjami kibicowskimi, w których dominują ci, którzy nie przestrzegają prawa?

- Kluby powinny rozmawiać z kibicami, ale tylko o poprawie bezpieczeństwa, atmosfery, dopingu. Ale nie mogą podpisywać umów z bandytami dla świętego spokoju, dla paru groszy więcej z biletów. Kluby muszą powiedzieć wprost: ci, którzy łamią prawo, nie są naszymi partnerami. I tu akurat premier Donald Tusk ma rację. Bo ktoś powinien wreszcie powiedzieć: "Stop, ten klub nie spełnia standardów, zamykamy stadion, gracie przy pustych trybunach".

Legia ułożyła się z niejakim "Staruchem". Miał zakaz stadionowy, cofnięto mu go i w sobotę wbiegł na boisko i spoliczkował po meczu piłkarza, po czym niezatrzymywany oddalił się w stadionowym tunelu.

- To zwykły bandytyzm. Z jednej strony świadczący o tym, że gość jest chuliganem, który powinien ponieść najsurowsze konsekwencje przewidziane w kodeksie karnym plus oczywiście dostać dożywotni zakaz wstępu na mecze, z drugiej zaś obnażający krótkowzroczną politykę klubu. Teraz chyba Legia wreszcie zrozumiała, że nie miały sensu żadne porozumienia ze "Staruchem".

Po rozróbach stadiony może zamknąć Ekstraklasa SA do spółki z PZPN. Ale policja może to zrobić przed meczem.

- Właśnie, policja powinna częściej mówić nie. UEFA potrafiła wydać wyrok, że stadion w Poznaniu nie spełnia wymogów, i obniżyła liczbę widzów na spotkanie z Bragą. A u nas od razu reakcje były takie, że szkoda biletów, niech Boniek zadzwoni do Platiniego, bo klubowi trzeba pomóc. Takie polskie "jakoś to będzie". A gdyby nie było? A gdyby zdarzył się dramat? Podczas jesiennego meczu Lecha z Wisłą było blisko. Ile jeszcze musi być katastrof, ile nieszczęść, byśmy zaczęli przestrzegać procedur? I w tym znaczeniu mam pretensje także do policji, że nigdy nie powie, że ponieważ warunki bezpieczeństwa nie są spełnione, mecz na tym stadionie nie może się odbyć.

Wiceminister MSWiA Adam Rapacki twierdzi, że ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych jest doskonała...

- Ustawa mówi nie tylko o patologii wśród kibiców, ale i o niedociągnięciach organizatorów. A jakoś nie słyszę, by którykolwiek został pociągnięty do odpowiedzialności.

Ale przecież budujemy nowe stadiony.

- I co? Nawet tam standardy nadal nie są przestrzegane, czego najlepszym przykładem jest Poznań. Mimo wywalenia setek milionów gdzieś tam było za wąskie przejście, gdzieś zabrakło wyjścia awaryjnego. Uważam, że to skandal.

Ostatnio głośno było o kibolskich ustawkach. Na internetowych forach można spotkać opinie, że skoro jedna grupa chce się w lesie pobić z drugą, nikogo nie powinno to interesować.

- Bzdura. Siekierą to się można tłuc po własnej głowie. Ale jeżeli ktokolwiek będzie tłukł tą siekierą kogoś innego, nawet za jego zgodą, jest to przestępstwo publiczno-skargowe: "Kto bierze udział w bójce lub pobiciu..." itd. Za to jest odpowiedzialność karna. Dlatego dziwię się, że kluby udają, że to nie ich problem. Przecież ci chuligani masakrują się w szalikach w barwach klubowych, pod ich szyldami. Kluby muszą się od takich patologii odcinać.

Jakie jest pańskie zdanie o pomyśle ministra Kwiatkowskiego, który chce sądzić chuliganów od razu na stadionie?

- Trochę się pan minister zagalopował, to jest rozwiązanie sprzeczne z prawem. Sędzia to nie hydraulik, żeby go wzywać na telefon do naprawienia szkody. A co do innego pomysłu, czyli objęcia dozorem elektronicznym najgroźniejszych kiboli, to ta idea też jest niepoważna. Ten system jest koszmarnie drogi i stosuje się go wyłącznie wobec wąskiej grupy skazanych. Objęcie nim całego środowiska kibolskiego w Polsce jest nierealne. To działania pod publiczkę.

Czytaj o skandalu na Legii ?

Więcej o: