Stadiony na Euro 2012. W Kijowie walczą z kłopotami

- Bez stadionu w stolicy nie będzie Euro na Ukrainie - groził kilka miesięcy temu szef UEFA Michel Platini. W to, że Euro nie odbędzie się na Ukrainie przekonanych było ponad 50 proc. pytanych w rozlicznych sondażach Ukraińców.

A powody do niepokoju można było wymieniać bardzo długo. Zaległości w budowie sięgnęły wielu miesięcy, rosły koszty, a pieniądze wsiąkały bez śladu. Komisja śledcza alarmowała o sięgających milionów hrywien nadużyciach, a wybierane w "przetargu" firmy nie radziły sobie z budową. Powołano nawet parlamentarną komisję śledczą ds. zbadania nieprawidłowości przy budowie stadionu olimpijskiego w Kijowie. Jej przewodniczący Rawil Safiułlin wyliczał wady i niedociągnięcia. - Do budowy użyto gorszej jakości betonu, źle wykonano zabezpieczenia antykorozyjne, a część konstrukcji "nie trzyma parametrów geometrycznych". To zaś grozi katastrofą budowlaną. Firma, która miała stawiać potężny dach nigdy takich operacji nie prowadziła... I w końcu się poddała - alarmował.

Po wyrzuceniu zarządców obiektu i aresztowaniu odpowiedzialnych za malwersacje prace ruszyły. I według UEFA przebiegają zgodnie z nowym harmonogramem. Stadion ma być gotowy kilka miesięcy po oddaniu do użytku Stadionu Narodowego w Warszawie i rok po planowanym pierwotnie terminie.

Borys Kołesnikow, wicepremier odpowiedzialny za organizację Euro zapewnia. - Tylko jakiś nieszczęśliwy kataklizm może pozbawić Kijów Euro 2012. Przekonuje, że do mistrzostw zostanie wybudowanych 47 hoteli, zmodernizowane zostanie też lotnisko i drogi dojazdowe, na co naciska UEFA.

A sam stadion? To historyczny obiekt, oddany do użytku na początku lat dwudziestych poprzedniego wieku. Wielokrotnie modernizowany, choć nie na taką skalę jak dotąd. Po przebudowie będzie mógł pomieścić ponad 70 tys. kibiców. Odbędą się na nim mecze grupowe, ćwierćfinał i finał.

Więcej o: