Szach-mat. Niemcy na tropie przestępstwa. Bohater Hiszpanii "jest nielegalny"

Dawid Szymczak
Przecież on jeszcze nie ma siedemnastu lat, dopiero co zdał ważny szkolny egzamin, a na zgrupowaniach wciąż ślęczy nad książkami. Lamine Yamal bije wszelkie rekordy z kategorii "najmłodszy", ale też strzela gole z gatunku najpiękniejszych. W najważniejszym momencie: w półfinale Euro, przy prowadzeniu Francji, napędzając Hiszpanię w drodze do finału.

Teraz naprawdę można uwierzyć, że to nie było zwykłe zdjęcie do kalendarza, a moment namaszczenia na wielką piłkarską gwiazdę. Jak inaczej wytłumaczyć, jeśli nie magią i czymś wymykającym się wyobraźni, że szesnastolatek potrafi obchodzić się z piłką tak doskonale i mecz tak niewiarygodnie ciężki unosi z taką swobodą? Zresztą, najbardziej wymowna wydaje się reakcja jego kolegów i rywali. Gdy kołysał ciałem w prawo, a po chwili uciekł z piłką w lewo i oddał idealny strzał, siedzący na trybunach Pedri złapał się za głowę, Dani Carvajal mało nie dostał wytrzeszczu, a będący na boisku Kylian Mbappe z uznaniem skinął głową. Oni sami wiele potrafią, ale strzał niemal w samo okienko bramki, w półfinale mistrzostw Europy, i tak zrobił na nich wrażenie. W tej akcji było coś z Leo Messiego - pierwiastek geniuszu, nieuchwytność dla rywali, zachwycająca lekkość. No i sam strzał, którego nie dało się poprawić ani o centymetr wyżej, ani niżej, ani w lewo, ani w prawo. 

Zobacz wideo Anglia marnuje swój potencjał! Latające kufle, awantury

Znów trzeba zajrzeć do księgi z rekordami i odnotować, że od tej pory to szesnastoletni Yamal jest najmłodszym strzelcem gola w historii Euro. Ale powoli w Hiszpanii zmienia się narracja i odchodzi się od wspominania o jego wieku, by liczbami nie przykrywać tego, co najważniejsze: nie jest wyjątkowy tylko ze względu na wiek, ale wyjątkowy w ogóle. Nie tylko najmłodszy, ale też najważniejszy. Czasem - owszem - napędzany młodzieńczą fantazją, ale w wielu akcjach bardzo dorosły i racjonalny. Jak w końcówce meczu z Francją, gdy za cenę żółtej kartki faulował napędzającego kontratak Theo Hernandeza. Albo jeszcze dwie minuty później, gdy drużyna potrzebowała chwili na wzięcie głębszego oddechu i wybicie Francuzów z rytmu, więc wywalczył rzut z autu na połowie rywali. Po tej akcji zszedł z boiska oklaskiwany na stojąco. 

Lamine Yamal nie powinen grać po godz. 23. Niemieckie prawo tego zabrania

We wtorek miał wolne. Korepetytor, z którym cały czas jest w kontakcie, nie zawraca mu głowy w dniu meczu. W pozostałe dni, nawet podczas Euro 2024, ma lekcje i wieczorami odrabia zadania domowe. Między fazą grupową a pucharową dowiedział się, że zdał obowiązkowy państwowy egzamin ESO, czyli odpowiednik polskich testów na zakończenie szkoły podstawowej. - Wróciłem z treningu i dowiedziałem się, że są wyniki. Wszedłem na stronę i zobaczyłem, że zdałem! Od razu zadzwoniłem do mamy - opowiadał radiu Onda Cero. 

Koledzy z reprezentacji nieustannie żartują z jego wieku: że mecze rozpoczynające się o godz. 21 muszą rozstrzygać przed dogrywką, bo po godz. 23 Yamal musi być w łóżku; że dzieci nie powinny pracować tak ciężko jak on; że powinien pytać rodziców o zgodę, czy może wyjść sam z hotelu. Ale w tych żartach jest trochę prawdy. Niemieckie prawo faktycznie zabrania osobom poniżej 18. roku życia pracować po godz. 23, dlatego kilka dni temu "Bild" napisał wprost: jeśli w półfinale albo finale dojdzie do dogrywki, Yamal nie powinien w niej wystąpić. Artykuł dotarł do hotelu Hiszpanów, którzy umówili się, że zgłoszą to przewinienie na policję, ale dopiero po 14 lipca, gdy nieletni Yamal wypracuje im złoty medal. - Wszystko co robi, jest nielegalne! Nie można być tak dobrym, mając szesnaście lat - śmiał się Ferran Torres w rozmowie z "Guardianem". 

Yamalowi ojcuje Nico Williams, ledwie 21-letni. Są nierozłączni. Razem w pokoju, razem w autobusie. Wciąż uśmiechnięci, gotowi do żartów. Nawet to, kto pierwszy napije się wody po meczu z Niemcami, rozstrzygnęli grając w "kamień, papier, nożyce". Wydają się w ogóle nie czuć ciężaru bycia symbolem nowej Hiszpanii - już nie skupionej na środku pola i zamęczającej rywali setkami doskonałych podań, ale fruwającej na skrzydłach.

Hiszpania rozwesela kibiców. Wnosi na Euro polot i finezję

Dla Hiszpanii to będzie pierwszy finał od czasów złotego pokolenia, które dominowało między 2008 a 2012. Ale obecna kadra ani nie jest podobna do tamtych zespołów, ani do żadnego z rywali, z którymi musi o to mistrzostwo walczyć. Na Euro 2024, które w decydujących fazach stało się turniejem kunktatorskim i ostrożnym, wnosi pokorę, fantazję i polot. Bohaterów ma na skrzydłach i tuż za napastnikiem, gdzie biegają Fabian Ruiz i Dani Olmo. Atakuje, odsłania się, czasami oberwie, ale niemal zawsze odpowie dwa razy mocniej. Dobrze zareagowała na stratę gola z Gruzją w 1/8, z Niemcami w ćwierćfinale czy z Francja w półfinale. Luis de la Fuente nie powie, jak Didier Deschamps na przedmeczowej konferencji, że jak się komuś nie podoba styl gry jego drużyny, to może włączyć w telewizji coś innego. Proponuje futbol idealnie trafiający w gusta spragnionych emocji kibiców - ofensywny i bezpośredni. Jakże inny od tego, którym Hiszpania zanudzała w Katarze. Nie dość, że teraz w jej meczach dużo się dzieje, to zachwycać można się nie tylko porywającym przebiegiem meczu, ale także pojedynczymi akcjami. Przecież zbierający się do dryblingu Nico Williams podrywa telewidzów z foteli, a obraz przygotowującego piłkę do strzału Daniego Olmo można oprawić w ramkę. Dla koneserów jest jeszcze Rodri - być może najmądrzejszy piłkarz świata, który zawsze wie, gdzie się ustawić, komu podać, kiedy akcję przyspieszyć, a kiedy ją zwolnić.

Niesamowite, jak szybko zmienił się ten zespół! Kiedy w 2018 roku Hiszpania odpadała z mundialu w meczu z Rosją, miała na skrzydłach Isco i Macro Asensio. Pieszczących piłkę artystów, którym jednak brakowało momentów szaleństwa. Zespół Fernando Hierro miał średnie posiadanie piłki na poziomie 76 proc., a jego piłkarze wykonywali średnio 22 dryblingi na mecz. W Katarze posiadanie piłki było jeszcze minimalnie wyższe (77 proc.), a dryblingów było jeszcze mniej - 18. Wtedy na bokach grali Dani Olmo i Ferran Torres, którzy nadal są w kadrze, ale de la Fuente wykorzystuje ich w zupełnie innych rolach: Olmo gra bliżej środka i ma pełną swobodę ruchu, a Torres wchodzi z ławki rezerwowych na końcówki spotkań. Na skrzydłach latają natomiast Yamal i Williams. Hiszpania średnio ma piłkę przez 57 proc. meczu, ale drybluje częściej niż kiedykolwiek: średnio 26 raz w każdym meczu. Przed półfinałem Yamal i Williams mieli po 30 prób dryblingu. O osiem więcej od Francuzów (Mbappe i Dembele) i o dziewięć więcej od Anglików (Foden i Saka).

Szach-mat

Warto jednak słuchać mądrych piłkarzy. - Tak, mamy bardziej "pionową" drużynę i bardziej bezpośrednią, ale przede wszystkim mamy drużynę bardzo wszechstronną - mówi Rodri. Mecz z Francją tylko to potwierdził. Drużyna de la Fuente już na początku meczu znalazła się w bardzo trudnej sytuacji: maskę zdjął Kylian Mbappe i wreszcie nic nie kamuflowało jego umiejętności - łatwo poradził sobie z Jesusem Navasem, zastępującym Daniego Carvajala, a po chwili doskonałe dośrodkował na głowę Randala Kolo Muaniego. Już od 9. minuty Francja tym bardziej mogła rozegrać ten mecz po swojemu - oddać inicjatywę, skupić na defensywie i wypatrywać okazji do kontry. Dyskusja o tym, że Francja aż do półfinału nie zdobyła bramki z gry, przysłoniła fakt, że również takiej bramki nie straciła. Hiszpania musiała więc nie tylko jak najszybciej strzelić gola, przełamując najlepszą obronę tych mistrzostw, ale też nie mogła przysiąść do partii szachów z Didierem Deschampsem.

Sposób, w jaki sobie z tym poradziła, robi wrażenie. Najpierw piękny strzał Lamine Yamala. Później doskonała akcja Daniego Olmo, która skończyła się samobójem Julesa Kounde. Francja prowadziła zaledwie 12 minut. Od 25. przegrywała 1:2 i do końca meczu nie znalazła na to odpowiedzi. Hiszpania potrafiła dominować, utrzymywać się daleko od własnej bramki w newralgicznych momentach meczu. Nie drżała o prowadzenie, nie grała bezczelnie na czas. Zdołała odzyskać kontrolę i już jej nie oddała.  

I niech wiek Yamala niczego nie przysłoni, ale wręcz uwypukli jego niesamowite umiejętności. Dzień przed finałem skończy 17 lat. To wybryk natury, że właśnie prowadzi drużynę do walki o złoto, że jest tak pewny siebie, że ma taką siłę, swobodę i techniczne możliwości. W dodatku tuż przed strzałem minął Adriena Rabiota, który dzień wcześniej powiedział: "Yamal będzie musiał pokazać więcej niż do tej pory w tym turnieju, jeśli chce dotrzeć do finału". Skrzydłowy FC Barcelony najpierw odpowiedział mu w poście na Instagramie: "Ruszaj się w ciszy. Odzywaj tylko wtedy, gdy chcesz powiedzieć szach-mat". A później faktycznie pokazał więcej - do trzech asyst w turnieju dorzucił pięknego gola. Szach-mat.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.