W 50. minucie meczu Niemcy - Dania w 1/8 finału Euro 2024 wynik wciąż był bezbramkowy. Wtedy to do siatki Manuela Neuera w wyniku zamieszania po rzucie wolnym trafił Joachim Andersen, jednak analiza VAR wykazała, że jego kolega z drużyny Thomas Delaney był na pozycji spalonej. Powtórki ukazały, że poza linię spalonego wystawał jedynie czubek buta zawodnika.
Wynik wciąż był bezbramkowy, ale kilka chwil później Joachim Andersen, chcąc zablokować dośrodkowanie, zagrał piłkę ręką. Sędzia głównym Michael Oliver przyznał Niemcom rzut karny, który został pewnie wykorzystany przez Kaia Havertza. - Nie możemy zmuszać obrońców do biegania z rękami za plecami. To jest normalna pozycja, kiedy biegniesz i skaczesz. 16 sekund zadecydowało o meczu. Tak używany VAR jest frustrujący i nie tak powinien wyglądać futbol - wściekał się po meczu Kasper Hjulmand, selekcjoner Duńczyków. "Przepisy dotyczące zagrań ręką to gówno" - ocenił z kolei tę sytuację na Twitterze Alan Shearer.
Z mediami po spotkaniu porozmawiał także główny bohater, czyli Joachim Andersen, który nie gryzł się w język. - To jeden z najgorszych występów sędziego, jaki widziałem w karierze. Spalony to spalony, ale jak można było w takiej sytuacji dać karnego za rękę? To szalone - grzmiał Andersen, który angielskiego arbitra Michaela Olivera dobrze zna, albowiem Duńczyk na co dzień występuje w Crystal Palace.
- Dwa lata temu mieliśmy spotkanie z sędziami przed sezonem Premier League. Rozmawialiśmy o tym, że w takich sytuacjach nigdy nie może być podyktowany rzut karny. Niemiec był pół metra ode mnie i kopnął piłką w moją rękę. Znajdowałem się w naturalnej pozycji, więc nie powinno być mowy o karnym. To, że sędzia poszedł oglądać to na VAR, to kompletne bezmózgowie - podsumował Duńczyk.
W końcówce drugiego gola dla Niemców strzelił Jamal Musiala i to gospodarze turnieju zagrają w ćwierćfinale. Z kim? Tego dowiemy się już w niedzielę po meczu Hiszpania - Gruzja, który rozpocznie się o godz. 21:00.