W środę zakończyła się faza grupowa Euro 2024. Do największych sensacji możemy zaliczyć przede wszystkim awans Rumunii, która zepchnęła Belgię z pierwszego miejsca. Podobniej sztuki dokonali Austriacy. Drużyna Rafla Rangnicka wygrała grupę z Francją, Holandią i Polską. Za to nasza kadra już w piątek 21 czerwca wiedziała, że lada moment pożegna się z turniejem w Niemczech.
Po porażkach 1:2 i 1:3 kolejno z Holandią i Austrią reprezentacja Polski była już pewna, że odpadnie ME. We wtorek w "meczu o honor" zespół Michała Probierza zremisował 1:1 z Francją, kolejny raz udowadniając, że jest w stanie prezentować ciekawy, ofensywny styl gry na tle silnych rywali. - Szkoda, że mimo trudnej grupy nie udało nam się awansować. Odjeżdżamy stąd z jednym punktem. Żałujemy, bo wszyscy chcieliśmy tutaj zostać jak najdłużej - mówił selekcjoner na pomeczowej konferencji.
To samo mogliby powiedzieć eksperci i kibice, którzy również chcieli oglądać biało-czerwonych na Euro 2024 jak najdłużej. Z pewnością wielu z nich do tej pory zadaje sobie pytanie: "A co, gdyby reprezentacja Polski awansowała z 3. miejsca?" Wyobraźmy sobie, że w alternatywnej rzeczywistości faktycznie tak się stało. W takiej sytuacji nasza kadra trafiłaby do "drabinki marzeń".
Okazuje się, że przy obecnym układzie w przypadku wejścia do 1/8 finału z trzeciej lokaty reprezentacja Polski na tym etapie zmierzyłaby się z... Rumunią, która sensacyjnie awansowała z pozycji lidera. W potencjalnym ćwierćfinale również czekałyby drużyny w naszym zasięgu lub przynajmniej do powalczenia, czyli Austria (zakładamy, że zajęliby oni pierwsze miejsce w naszej grupie) oraz Turcja. Z tymi drugimi graliśmy nawet mecz towarzyski przed mistrzostwami Europy. To sprawia, że teraz jeszcze bardziej możemy pluć sobie w brodę, że nie udało się urwać punktów Holandii.