Do potężnej sensacji doszło w ostatniej kolejce fazy grupowej Euro 2024 w grupie F. Skazywana na pożarcie Gruzja pokonała 2:0 Portugalię, dzięki czemu niespodziewanie zapewniła sobie awans z trzeciego miejsca do fazy pucharowej turnieju.
Już w 2. minucie bramkę dla zespołu Willy'ego Sagnola zdobył Chwicza Kwaracchelia. W 57. minucie z rzutu karnego podwyższył Georges Mikautadze, który z trzema golami na koncie jest najskuteczniejszym zawodnikiem Euro 2024.
Gruziński napastnik kolejny raz był bohaterem swojej reprezentacji. Mikautadze stał się dopiero dziewiątym w historii zawodnikiem, który zdobywał bramki we wszystkich spotkaniach fazy grupowej mistrzostw Europy. Swojego antybohatera miała zaś Portugalia.
Był nim środkowy obrońca Benfiki, Antonio Silva. Po jego złym zagraniu bramkę zdobył Kwaracchelia. To też 20-latek faulował we własnym polu karnym Lukę Loczoszwilego, a chwilę później drugiego gola w tym meczu strzelił Mikautadze.
"Występ do zapomnienia. Byłby gorszy tylko wtedy, gdyby strzelił jeszcze samobójczego gola, albo zobaczył czerwoną kartkę. Zszedł z boiska w 65. minucie. Dramatyczny występ" - tak grę młodego obrońcy podsumowało "O Jogo".
"Record" oraz "A Bola" również ostro skrytykowały Silvę. W obronę wziął go jednak pomocnik Fulham, Palhinha. - Każdy Portugalczyk powinien być dumny, że mamy takiego dzieciaka i potencjał w zespole. Młodzi piłkarze muszą przejść przez taki moment. Antonio wnosi wiele do drużyny, a taki mecz na pewno nie zaszkodzi jego rozwojowi - powiedział.
- Jestem przekonany, że takie spotkanie i momenty pomogą mu stawać się lepszym. Silva będzie miał dodatkową siłę i moc, by pokonywać własne słabości. Nie mam wątpliwości, że nasz drogi Antonio będzie gotowy już na mecz 1/8 finału przeciwko Słowenii - dodał.
Portugalczycy, którzy już po dwóch kolejkach fazy grupowej Euro 2024 zapewnili sobie awans z pierwszego miejsca, nie robili dramatu po porażce z Gruzją. Nikt tam nie panikuje, niemal wszyscy uważają, że był to wypadek przy pracy.
Zwłaszcza że tamtejsze media za winnego porażki uznali sędziego. Sandro Schaerer ze Szwajcarii podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, nie dyktując m.in. rzutu karnego dla Portugalii w pierwszej połowie. Jedenastki domagał się Cristiano Ronaldo, który był ewidentnie pociągany za koszulkę.
- Nie mieliśmy szczęścia, a VAR nie działał jak należy. Trudno o bardziej oczywisty rzut karny niż ten po faulu na Ronaldo. Nie rozumiem, dlaczego sędzia nie podszedł do monitora - powiedział po spotkaniu selekcjoner Portugalczyków, Roberto Martinez.
Właśnie, Ronaldo. On też był obiektem zainteresowania portugalskich dziennikarzy. Gwiazdor Al-Nassr kolejny raz znalazł się w wyjściowym składzie, ale kolejny raz nie potrafił strzelić gola. W 66. minucie zmienił go Goncalo Ramos.
"Ronaldo schodził z boiska wściekły i sfrustrowany. Mimo że podał rękę Martinezowi i członkom jego sztabu, emocje były aż nadto widoczne. W końcu dał im upust, kopiąc leżący przy ławce bidon" - zauważył "Record".
"Wynik tego meczu to więcej niż niespodzianka. Jesteśmy w dużym szoku" - podsumowała środowy mecz stacja TVI. "Nawet w najlepszych snach gruzińscy kibice nie wyobrażali sobie takiego wyniku meczu przeciwko Gruzji. To dla nich historyczny moment" - dodało Radio Renascenca.
W 1/8 finału Euro 2024 Gruzja zgra z Hiszpanią, a Portugalia ze Słowenią. Pierwszy mecz w niedzielę, drugi w poniedziałek. Relacje na żywo z obu na Sport.pl.