Przed środowym wieczorem rywalizacja w grupie E była otwarta. Każda z drużyn miała po trzy punkty. O awansie do 1/8 finału Euro 2024 mogły zadecydować detale. Kibice i eksperci bali się, że drużyny mogą grać na wynik. Tego na pewno nie można jednak powiedzieć o meczu Rumunii ze Słowacją. Ekipy wymieniały się ciosami i starały się przypieczętować awans zwycięstwem. Lepiej mecz rozpoczęła Słowacja, bo już w 24. minucie piłkę w siatce umieścił Ondrej Duda. Rywale próbowali wyrównać i w końcu im się to udało. Sytuacja wzbudziła jednak sporo kontrowersji.
W 37. minucie doszło do przewinienia. Ianis Hagi padł na murawę po tym, jak sfaulował go David Hancko. Słowak dosłownie podciął rywala. Wszystko działo się na granicy pola karnego. Pierwotnie sędzia uznał, że do niebezpiecznego zdarzenia doszło poza szesnastką, dlatego też wskazał na rzut wolny.
Po konsultacji z VAR zmienił zdanie i ostatecznie wskazał na "wapno". Powtórki nie dały jednak stuprocentowej pewności, przede wszystkim widzom, czy do przewinienia rzeczywiście doszło w polu karnym. "Oj będzie się mówiło o tej sytuacji!" - pisał TVP Sport na X.
Doszło bowiem do dwóch kontaktów Hancko z Hagiem. Wydaje się, że pierwszy z nich był poza "11", kiedy to na nogę Rumuna stąpnął Słowak. Drugi był właściwie konsekwencją pierwszego. Hagi zahaczył o nogę Hancko i upadł już w polu karnym.
Internauci sugerują, że rzut karny nie powinien zostać odgwizdany. Niektórzy twierdzili, że mecz mógł zostać ustawiony. W końcu remis, przy jednoczesnym podziale punktów w starciu Belgii z Ukrainą, dawał promocję Rumunom i Słowakom. "Przecież oni się umówili przed tym meczem", "Jakim cudem oni to wciągnęli w pole karne?" - zastanawiali się użytkownicy X.
Ostatecznie rzut karny na gola zamienił Razvan Marin. Więcej bramek w meczu już nie padło. W starciu Belgii z Ukrainą nie strzelono żadnego gola, dzięki czemu każda z drużyn ukończyła fazę grupową z czterema punktami. Awans wywalczyły jednak tylko trzy. Mowa o Belgii, Rumunii i Słowacji.