"Niech każdy z Was to wie, będziemy z Wami na dobre i złe" - taki transparent żegnał Polaków, gdy wyjeżdżali ze swojego ośrodka treningowego w Hanowerze. Jak więc można pomyśleć, że Polacy w ostatnim meczu z Francją o nic nie grają?
Ostatni mecz Polaków na Euro 2024 to nie jest czas, by cytować przemówienie Józefa Becka, polskiego ministra spraw zagranicznych, który w odpowiedzi na żądania III Rzeszy tuż przed wybuchem II wojny światowej powiedział m.in.: - Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor!
Jak uczy nas historia powszechna, nie jest to prawda. Liczba złamanych sojuszy, niedotrzymanych gwarancji, nieuzasadnionych agresji jest w historii ludzkości tak wielka, że mówienie o honorze w relacjach międzynarodowych to gruba naiwność. Państwa, a zwłaszcza mocarstwa, honor lekce sobie ważą, gdy chodzi o ich interesy.
Haniebny mecz Polaków z San Marino
Jeśli chodzi o piłkarzy, to sam regulamin Euro 2024 poucza nas, że wiara w rycerskość zawodników i działaczy, to też mrzonka i naiwność. Czyż właśnie nie na to wskazuje zasada, że w fazie grupowej ostatnie mecze zaczynają się o tej samej porze? Czyż organizatorzy turniejów nie nauczyli się wcześniej, że zawodnicy i działacze bardziej cenią sobie pragmatyzm i cwaniactwo, dzięki którym zdobywają punkty i awanse niż honor, który tracą przy ustawianiu meczów? Najbardziej pouczyli nas o tym Austriacy i Niemcy podczas mundialu 1982 r. Ten mecz w RFN został nazwany "Hańbą w Gijon". Gdy w 10. minucie Horst Hrubesch strzelił bramkę na 1:0 dla Niemiec, obie drużyny przestały właściwie grać. Cel został osiągnęty przez jednych i drugich - awansowali do drugiej fazy mistrzostw. RFN został potem wicemistrzem świata, po drodze wygrywając jeszcze półfinał z Francją również w haniebnych okolicznościach, gdy bramkarz Toni Schumacher znokautował Patricka Battistona, a sędzia na bandycki atak w ogóle nie zareagował. Po meczu Austria – RFN i FIFA, i UEFA zdecydowały, że w ostatniej kolejce fazy grupowej mistrzostw świata i Europy mecze mają się odbywać o jednej porze.
Jeśli chcielibyśmy mówić o kwestiach hańby i honoru w kontekście reprezentacji Polski, to na pewno bardziej haniebnie zachowali się nasi piłkarze w meczu z San Marino, który wygraliśmy po bramce zdobytej ręką niż w meczu z Danią, który przegraliśmy 0:8. Z drugiej jednak strony, za co winić Jana Furtoka, że wykorzystał okazję? Piłkarz w takich sytuacjach zawsze ma jedno wytłumaczenie - to sędzia nie wykonał swojej roboty. Skoro uznał nieprawidłowego gola, to co się czepiać zawodnika. Zresztą wielki Diego Maradona też strzelił gola ręką i nic mu to z jego chwały nie ujęło. No, może trochę w Anglii, ale już kibice Szkocji czy Irlandii tym bardziej go za to kochali, że upokorzył ich odwiecznego wroga w taki sposób.
Honor i hańbę zostawmy w piłce nożnej na boku
Naprawdę zostawmy w piłce nożnej kwestie hańby i honoru na boku. Liczą się punkty i awanse. Nawet pieniądze są tu tylko kwestią uboczną.
Czyli Polska z Francją o nic dziś nie gra? I tu dochodzimy do clou problemu. W sporcie wyczynowym, a zwłaszcza zawodowym, nie ma mowy o meczu o nic. Zawsze gra się o coś, a jak tego zabraknie, to nie ma sensu w ogóle wychodzić na boisko. Gra się o uwagę kibica. Bez nich sport na tym poziomie nie istnieje.
Zawsze się zżymam, gdy słyszę z ust dziennikarzy, działaczy czy piłkarzy frazę typu: "mecz o nic", "drużyny, które o nic nie grają" itp. Czyż to nie jest obelga rzucona w twarz kibicom? Czy ci, którzy kupili bilety na mecz, czy telewizyjny abonament, internetową subskrypcję, albo zmarnowali czas na oglądanie reklam w czasie meczu, zasłużyli na takie traktowanie?
Kibice przypomnieli piłkarzom Michała Probierza o co grają
To nie jest kwestią honoru czy hańby. To kwestia elementarnego sensu bycia sportowcem. Kwestia elementarnej uczciwości. Dopóki na trybunach pojawiają się kibice, którzy płacą za to pieniędzmi lub swoją uwagą wykorzystywaną przez sponsorów, to obowiązkiem zawodnika jest zrobić na boisku wszystko, aby wywiązać się z umowy i grać z maksymalnym zaangażowaniem.
Wiem, że czepiam się słówek, że to skrót myślowy, że w wyrażeniu o "graniu o nic" nikt nie ma na myśli kibiców. Ale słowa nawet wypowiadane bezrefleksyjnie mają znaczenie. One kształtują rzeczywistość. Jeśli nawet dziennikarze wmawiają zawodnikom, że o nic nie grają, to po co mają się mobilizować? Na szczęście są kibice. Tacy jak w Hanowerze. Nawet jeśli od kadry odwróciły się miliony kibiców, nawet jeśli oglądalność telewizyjna spada o połowę, to kadra Michała Probierza wciąż ma dla kogo zagrać. Bez kibiców nie będzie w przyszłości ani punktów, ani awansów. Słowa "Niech każdy z Was to wie, będziemy z Wami na dobre i złe" jasno przypominają, że nie ma meczów o honor i nie ma meczów o nic i że zawsze, jest o co grać.