Orwell miał rację. To, co dzieje się na Euro, opisał 70 lat temu

Michał Kiedrowski
George Orwell to nie tylko autor słynnych dzieł jak "Rok 1984" czy "Folwark zwierzęcy". Słynny Brytyjczyk pochylił się też nad piłką nożną. I sceny z Euro 2024 pokazują, że jego diagnoza sprzed 70 lat przynajmniej w pewnej części nie traci na aktualności.

Federacja Serbii zagroziła, że wycofa się z Euro 2024. A to dlatego, że kibice Albanii i Chorwacji podczas meczu obu drużyn skandowali hasła o mordowaniu Serbów. Dziennikarz z Kosowa został wyrzucony z turnieju za prowokowanie serbskich kibiców - pokazał im dłońmi znak albańskiego orła. Fani Serbii też mają jednak coś za uszami - przed meczem z Anglią wykrzykiwali prowokacyjnie nazwisko prezydenta Rosji Władimira Putina ściganego przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie wojenne na Ukrainie. Inni wielbiciele Rosji powiewali jej flagą na meczu otwarcia Niemcy — Węgry. Natomiast Gruzini podczas meczu Putina wulgarnie lżyli.

Zobacz wideo

Poważny sport to wojna bez strzelania

Polscy kibice też mają w tych ekscesach drobny udział. Zatrzymali się w drodze na mecz z Austrią pod rosyjską ambasadą, by w niewybrednych słowach wyrazić swój stosunek do naszego sąsiada z północy. 

A wydawałoby się, że na Euro 2024 chodzi przede wszystkim o piłkę nożną. Tu na myśl przychodzą przy tej okazji najsłynniejsze słowa George Orwella o sporcie:  

"Poważny sport nie ma nic wspólnego z fair play. Wiąże się z nienawiścią, zazdrością, pychą, lekceważeniem wszelkich zasad i sadystyczną przyjemnością z oglądania przemocy: innymi słowy, jest to wojna bez strzelania". 

To cytat wyrwany z felietonu pt. "Sportowy duch". Ukazał się on w lewicowym magazynie "Tribune" w grudniu 1945 roku. To wściekła reakcja autora na tournée drużyny Dynama Moskwa po Wyspach Brytyjskich.  

To było wydarzenie z gatunku historycznych. Po raz pierwszy drużyna ze Związku Sowieckiego przyjechała do Zjednoczonego Królestwa. Zdaniem Orwella taka wizyta, zamiast poprawić stosunki między obu krajami, tylko je pogorszyła, a wszystko przez szowinizm i kontrowersje, jakie jej towarzyszyły. Piłkarze kopali się po nogach, a niespokojnie było też na trybunach. Zarzuty o stronniczość towarzyszyły również rosyjskiemu sędziemu, który poprowadził mecz Dynama z Arsenalem. Co prawda po latach w portalu brytyjskiej publicznej stacji BBC ukazał się artykuł prostujący trochę obraz rysowany przez Orwella. Powszechna wrogość wcale nie towarzyszyła tym meczom. Niemniej jednak do rewizyty nie doszło. 

Międzynarodowe zawody sportowe prowadzą do orgii nienawiści

Mecze Dynama z angielskimi klubami były dla Orwella tylko pretekstem, żeby rozprawić się z całym sportem. "Zawsze jestem zdumiony, gdy słyszę, jak ludzie mówią, że sport tworzy atmosferę dobrej woli między narodami i że gdyby tylko zwykli ludzie z różnych narodów mogliby się spotkać ze sobą na boisku piłki nożnej czy krykieta, nie mieliby się ochoty spotykać się na polu bitwy. Nawet jeśli ktoś nie zna konkretnych przykładów (na przykład Igrzysk Olimpijskich z 1936 roku), że międzynarodowe zawody sportowe prowadzą do orgii nienawiści, może to wywnioskować z ogólnych zasad" - pisze Orwell, a potem dodaje: "Na poziomie międzynarodowym sport szczerze naśladuje działania wojenne. Ale istotną rzeczą nie jest zachowanie graczy, ale postawa widzów, a za nimi narodów, które wpadają w furię z powodu tych absurdalnych zawodów i poważnie wierzą — w każdym razie przez krótki czas — że bieganie, skakanie i kopanie piłki są testami cnót narodowych". 

Orwell piętnuje szczególnie nacjonalizm tzw. młodych narodów, które dopiero co wybiły się na niepodległość. U nich widzi szczególną próbę wykorzystania sportu. Pisze: "Gdy tylko rozbudzone zostaną silne uczucia rywalizacji, pojęcie gry zgodnie z zasadami zawsze znika. Ludzie chcą widzieć jedną stronę na szczycie, a drugą upokorzoną i zapominają, że zwycięstwo odniesione dzięki oszustwu lub interwencji tłumu jest bez znaczenia. Nawet jeśli widzowie nie interweniują fizycznie, starają się wpływać na grę, dopingując własną stronę i szczując przeciwników gwizdami i obelgami". I to właśnie po tych słowach padają te najsłynniejsze, cytowane wcześniej o sporcie jako wojnie bez strzelania.  

Wypisz wymaluj obraz naszego Euro 2024? Przynajmniej w tych przejawach, które przytoczyłem na początku.

Pele twarzą propagandy dyktatora

Ale Orwell brutalnie rozprawia się z całym sportem wyczynowym, uważając go z jednej strony za narzędzie do zarabiania pieniędzy poprzez wzbudzanie w kibicach "dzikich pasji". A z drugiej oskarżając, że za rozwojem popularności gier sportowych - szczególnie piłki nożnej - stał szerzący się nacjonalizm, który nazywa "obłędnym współczesnym nawykiem identyfikowania się z dużymi jednostkami władzy i postrzegania wszystkiego w kategoriach konkurencyjnego prestiżu". Tutaj też trudno nie przyznać mu racji. Sport, a szczególnie piłka nożnac, to ulubione narzędzie dyktatorów do budowania jedności państwa. Robił to Mussolini we Włoszech, Franco w Hiszpanii, Videla w Argentynie, Gierek w Polsce czy generałowie w Brazylii. W tym ostatnim kraju twarzą nacjonalistycznych plakatów głoszących: "Brazylia, kochasz ją lub opuszczasz" albo "Nikt nie może powstrzymać tego kraju" był sam król futbolu Pele. 

Tego akurat Orwell nie dożył, bo umarł w 1950 r. Jego intuicje były jednak prorocze. Tak samo, jak proponowany przez niego sarkastycznie sposób na powiększenie międzynarodowej nienawiści. "Jeśli chciałbyś zwiększenia pokładów złej woli istniejących obecnie na świecie, nie mógłbyś zrobić tego lepiej niż poprzez serię meczów piłki nożnej pomiędzy Żydami i Arabami, Niemcami i Czechami, Hindusami i Brytyjczykami, Rosjanami i Polakami oraz Włochami i Jugosłowianami, a każdy mecz oglądałaby mieszana publiczność licząca 100 000 widzów". 

Dziś pewnie wymienilibyśmy inne pary narodów niż Orwell tuż po drugiej wojnie światowej, ale lista i tak byłaby długa. Sportowej rywalizacji międzynarodowej też już nie traktujemy w kategoriach chwały lub hańby narodowej. Mamy większy dystans. Niemniej jednak pytania o "czystą i zdrową rywalizację na boisku piłkarskim i wielką rolę, jaką Igrzyska Olimpijskie odegrały w łączeniu narodów" warto sobie stawiać. Orwell uważał te hasła za bełkot. My możemy mieć inne zdanie, bo przecież kibice rzucający się sobie do oczu podczas Euro 2024 to jednak tylko margines. 

Czy Euro 2024 to kultywowanie nacjonalizmów?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.