Polacy brutalnie sprowadzeni na ziemię. A Probierz? Rozegrał to perfekcyjnie

Michał Kiedrowski
Niestety, pierwszy mecz z Holandią zamydlił nam oczy. Po porażce z Austrią okazało się, że zespół Michała Probierza to wciąż ta sama drużyna, którą mieliśmy: niechlujna w ataku i dziurawa w obronie. A jednak! Czapki z głów przed trenerem polskiej drużyny. Z najbardziej realnego zadania na tych mistrzostwach wywiązał się perfekcyjnie - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

Ostatni awansowali, pierwsi odpadli – takiemu postawieniu sprawy nie można odmówić logiki. Skoro Polska w Euro 2024 znalazła się dopiero blisko północy ostatniego dnia eliminacji, to nic dziwnego, że się pierwsza z nim żegna. No cóż, awansowaliśmy dzięki regulaminowi, który po katastrofie w fazie grupowej, dał Polakom szansę w barażach. A i tam decydujący mecz rozstrzygnęliśmy dzięki lepszemu strzelaniu rzutów karnych. I możemy mieć tylko pretensje do FIFA, że jednak nie zaaprobowała szalonego pomysłu Seppa Blattera. Były prezydent Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej uważał, że jeśli ewentualny remis na koniec spotkania rozstrzygnie się rzutami karnymi jeszcze przed spotkaniem, to mecze będą ciekawsze. Przynajmniej jednej drużynie będzie zależało, by atakować i odwrócić stan rywalizacji. Z Walią, gdy ważył się awans, Polacy karne wykonywali perfekcyjnie, więc przy takich zmianach mielibyśmy w trakcie gry pewien handicap. Nieszczęsny pomysł skompromitowanego działacza pozostał jednak tylko w sferze dywagacji. Na szczęście. Piłka nożna nie polega przecież na strzelaniu karnych.  

Zobacz wideo

Polska odpadła. Mamy mecz o honor!

O co w niej chodzi, pokazali nam już na tych mistrzostwach i Holendrzy, i Austriacy. Wystarczyło, jedziemy do domu. Jest jeszcze co prawda mecz z Francją, ale on tylko pozwoli dopełnić stały motyw polskich turniejów w XXI wieku: mieliśmy mecz kluczowy, mieliśmy mecz o wszystko, będziemy mieli mecz o honor. A było ryzyko, że dzięki regulaminowi mówiącemu, iż awans można uzyskać i z trzeciego miejsca, i z Francją będzie jeszcze o co grać. A jednak! Holendrzy nie zagrali dla nas i nie wygrywając z Trójkolorowymi, odebrali nam już nawet matematyczne szanse. 

Nie stało się jednak nic, czego się nie spodziewaliśmy. Przynajmniej czego ja się nie spodziewałem. Już przecież o tym napisałem. Ale dodam tutaj, że nie było tak źle, jak się obawiałem. Więcej — myślę, że Michał Probierz i jego kadra w ramach swoich bardzo skromnych możliwości rozegrali to wszystko perfekcyjnie.

Probierz może być cudotwórcą?

Najpierw przede wszystkim dlatego, że reprezentacja wygrała — i to wcale nie przypadkiem — dwa towarzyskie mecze przed rozpoczęciem turnieju. Tyle wystarczyło, by obudzić polskich kibiców z marazmu. Potem przyszedł mecz z Holandią. Owszem przegrany, ale w jakim stylu! Drużyna Probierza napędziła jednemu z faworytów turnieju stracha, że odbierze mu punkty. Po tym meczu nawet ja — w kwestii sukcesów kadry zadeklarowany ateista — złożyłem wyznanie wiary

Tymczasem mecz z Austrią brutalnie strącił nas na ziemię. Wystarczy jednak popatrzeć w media społecznościowe, by zorientować się, że w narodzie został jednak cień wiary, iż Probierz może być cudotwórcą. W końcu drużyna, choć oba mecze przegrała zasłużenie, to jednak pokazała, że nie trzeba się jej wstydzić. Polski kibic nie jest wymagający. Wystarczy, że były momenty, które dawały nadzieję, że przy dużej dozie szczęścia, jest szansa na pozytywny wynik. Ostatecznie, w przeciwieństwie do meczu z Walią, były i bramki, i celne strzały.

Wiara jest, nadzieja też, a co z miłością?

I gdyby się tak trzeźwo zastanowić, o czym są te mistrzostwa (tak, stosuję tego potworka językowego z czasów wyborów), to trzeba by odpowiedzieć, że Probierz i spółka zadanie wykonali. Obudzili wiarę i nadzieję, że może, gdy zespół okrzepnie, gdy trenerowi da się więcej czasu, to jednak z tej drużyny coś będzie. Dziś nikt nie rzuci hasła: "wszyscy won", a przecież było bardzo tego blisko, gdy przerżnęliśmy koncertowo podstawowy etap eliminacji na Euro 2024.  

Polski kibic mógł więc zyskać i wiarę, i nadzieję. Do tej najdoskonalszej z cnót boskich — miłości — jeszcze dużo brakuje. Probierz zyskał jednak warunki podstawowe, by i o nią zawalczyć. 

Czy spodziewałeś się więcej po reprezentacji Polski na Euro 2024?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.