Oto najpoważniejszy kandydat do mistrzostwa. Są gotowi, by wygrać Euro

Przez lata w światowej piłce funkcjonowało powiedzenie o Hiszpanach, że grają jak nigdy, ale przegrywają jak zawsze. Faktycznie, przeciwko Włochom zagrali z taką intensywnością, której nie widzieliśmy u nich od lat. Jednocześnie Hiszpania potrzebowała takiego meczu. Udowodniła, że jest zespołem gotowym, nie ma potrzeby dodatkowego ogrywania młodego pokolenia.

Zwycięstwo z Chorwacją było wysokie, przekonujące, bo 3:0, choć trzecia drużyna świata miała na tyle dużo sytuacji, by odrobić te straty. Z broniącymi mistrzostwa Europy Włochami Hiszpanie wygrali z jednej strony pewnie, bo na boisku była dominacja totalna, ale z drugiej - brakowało im skuteczności. Jedyny gol to trafienie samobójcze, choć współczynnik oczekiwanych bramek Hiszpanów wyraźnie przekraczał 2,0.

Zobacz wideo Ile kosztują przekąski w Niemczech podczas Euro?

Nikt nie mógł lepiej wprowadzić hiszpańskiej młodzieży

Przez ostatnie lata, nawet za kadencji Luisa Enrique, Hiszpania nie porywała swoim stylem gry. Mimo dużego poziomu posiadania piłki w każdym spotkaniu, setek podań, nie było w ich grze niczego, co przyciągałoby tzw. niedzielnego kibica, nie było tego magnetyzmu, polotu. To była tiki-taka oparta na schematach, a ten styl wymaga też wiary we własną intuicję i większego zaufania do kolegów z zespołu.

Hiszpania ma gotowe pokolenie młodych talentów, które są w stanie porwać tłumy. Ale potrzebowała selekcjonera, który tę grupę już dobrze zna i zrozumie proces ich dorastania. Dla władz hiszpańskiej federacji zatrudnienie Luisa de la Fuente było czymś naturalnym. Pracował z drużynami młodzieżowymi, prowadził Hiszpanię na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Na turniej do Japonii zabrał wtedy kilka nazwisk, które są w hiszpańskiej kadrze na Euro - to Unai Simon, Mikel Merino, Pedri, Dani Olmo i Marc Cucurella.

To, czego de la Fuente nauczył się przez te ostatnie trzy lata, to podejście do zmęczenia zawodników. Eksploatacja Pedriego w tamtym sezonie negatywnie odbiła się na jego zdrowiu, w ostatnim czasie często był kontuzjowany. Teraz w kadrze pomocnik Barcelony często jest zmieniany, selekcjoner nie trzyma go na siłę na boisku do końca.

Ale Pedri jest też przykładem, że należy stawiać na młodych i utalentowanych. Z Włochami widać było ogromną lekkość w poruszaniu się po boisku, świetnie wklejał się w każdą akcję. Brakowało jedynie, by częściej dostawał podanie w pole karne.

Bardzo dużo wiatru na skrzydłach robili Nico Williams i Lamine Yamal. Hiszpania ma gotowych skrzydłowych na najwyższym poziomie. Muszą tylko lepiej wykorzystywać ten piłkarski dar, który szczęśliwie dostali od losu. Nie boją się brać odpowiedzialności za każdą akcję. Mają wszystko, by zachwycać, być liderami i gwiazdami. Zdaje się, że de la Fuente doskonale o tym wie, skoro tak odważnie stawia na tę dwójkę, a nawet na niej opera ofensywę reprezentacji Hiszpanii.

Hiszpanie kończą z półśrodkami

Starcie z Włochami w Gelsenkirchen pokazało jeszcze jedną rzecz. Hiszpania nie ma zamiaru liczyć na szczęście czy bawić się w ekonomiczne zarządzanie spotkaniem. Kończy się myślenie, że skoro jest Hiszpanią, to zwycięstwo ma w kieszeni. Od razu daje sygnał, że interesuje ją tylko pełna pula.

Założenia taktyki Hiszpanii na Euro jest jasne. Ma być maksymalna intensywność od pierwszej minuty. Ma być taka dynamika, by rywal zgubił się, obracając się wokół własnej osi. W czwartek Hiszpanie praktycznie wybili Włochom grę w piłkę z głowy. "La Furia Roja" oddała pięć razy więcej strzałów, a szukała okazji do uderzenia z każdej pozycji, w każdej sytuacji. Pressing zaczynała, zanim Włosi pomyśleli, co mogą zrobić z piłką, gdy udało się ją przejąć.

Nikt nie spodziewał się, że zaczną z takim animuszem i będą utrzymywać tak wysoką intensywność przez 90 minut. Prosiło się o pogrom, ale Italia może mówić o wielkim szczęściu. Poza tym miała Gianluigiego Donnarummę, który jako jedyny nie dał się wrzucić na karuzelę.

Murowany kandydat do tytułu

W ciągu dwóch meczów w "grupie śmierci" Hiszpania udowodniła, że ma pełne predyspozycje do zostania tegorocznym mistrzem Europy. Trzy lata temu półfinał wzięłaby z pocałowaniem ręki, to był wynik ponad wszelkie przewidywania. Teraz na Półwyspie Iberyjskim liczy się przynajmniej na powtórkę. Ale jeśli tak się dominuje dwóch innych gigantów Starego Kontynentu, czyli Chorwację i Włochów, to Hiszpanie mają pełne prawo wierzyć, że to będzie ten zwycięski turniej.

Z jednej strony można mówić o zaskoczeniu, że wszystko w kadrze Hiszpanii zaczęło perfekcyjnie działać już na pierwszym turnieju z de la Fuente u steru. Tym bardziej że przez ponad rok wytykano mu nieodpowiedzialne zarządzanie piłkarzami, ale nauczył się bardziej elastycznego podejścia. Z drugiej to jest właściwy człowiek na właściwym miejscu, bo rozumie rozwój i ambicje młodych, troszczy się o ich potencjał. Nie ma potrzeby, by ich dodatkowo ogrywać, skoro są gotowym materiałem na postaci pierwszoplanowe już jako nastolatkowie.

Po tym, jak udało się zagrać efektownie i efektywnie w pierwszych dwóch meczach, Hiszpanie mogą głośno mówić i marzyć o tytule mistrzowskim. Tylko nieliczni mogą sobie na to pozwolić.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.