Wtorek to tylko dwa mecze podczas mistrzostw Europy w Niemczech. Do gry wkroczyła grupa F, gdzie znalazł się absolutny debiutant turnieju rangi Euro - Gruzja, która bilet na niemieckie boiska wygrała w barażach, pokonując Luksemburg oraz Grecją po rzutach karnych. Podopieczni Willy'ego Sangola - byłego francuskiego piłkarza - podejmowali Turcję, czyli niedawnych rywali Polaków z meczu towarzyskiego. Półfinaliści Euro 2008 przez niektórych są typowi na czarnego konia tej imprezy. Grupę eliminacyjną wygrali, wyprzedzając m.in. Chorwację czy Walię.
"To dotychczas najmocniejszy kibicowsko mecz. Inny poziom emocji. Inny stopień wyczekiwania. Fanatyzm, znany z klubowej rzeczywistości. Do meczu przeszło cztery godzin, a można by pomyśleć, że zostało raptem kilkanaście minut. To już ten poziom pobudzenia, jakby za chwilę wszystko miało się zacząć" - relacjonował przed meczem z Dortmundu Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl. "Ale tego należało się spodziewać - na scenę wchodzi bowiem "ukryty gospodarz". W Niemczech mieszka na co dzień 1,54 mln osób z tureckim obywatelstwem, a niemal drugie tyle stanowią osoby tureckiego pochodzenia" - dodawał. - Żółta ściana, która zwykle towarzyszy nam na meczach BVB stała się dzisiaj iście krwistoczerwona - mówili komentatorzy, zachwycając się liczebnością tureckich kibiców.
Ich radość z tego meczu nie zakłóciła nawet wielka ulewa, która we wtorek przeszła nad Dortmundem, co było widać także na stadionie, gdzie woda wręcz lała się z dachu obiektu.
Każdy atak tureckiej ekipy wiązał się z niezwykle żywiołowymi reakcjami trybun. A ich było sporo, albowiem ekipa Vincenzo Montelli jako faworyt zdecydowanie dłużej utrzymywała się przy piłce. Gruzini przyjmowali rywali na swojej połowie, stojąc piątką w linii defensywnej. Z prawej strony tej formacji od pierwszej minuty wystąpił Otar Kakabadze - na co dzień gracz Cracovii. Już w 12. minucie Kaan Ayhan obił słupek gruzińskiej bramki po strzale z dystansu. Piłka leciała z prędkością 121 km/h. Mamardaszwili mógł tylko odprowadzić ją wzrokiem i liczyć, że nie wpadnie do siatki.
Gruzini przetrwali jednak pierwszy napór i po kwadransie tempo ataków rywali osłabło. To jednak była tylko cisza przed burzą. W 25. minucie Turcy rozgrywali z lewej strony pola karnego. Poszło dośrodkowanie, które zostało przedłużone przez defensora Gruzji, ale piłka trafiła na 16. metr pod nogi Muldura. Gracz Fenerbahce nie zastanawiał się i momentalnie uderzył z woleja. Trafił w samo okienko! To był gol, który będzie aspirował do najładniejszego trafienia turnieju. Kilka chwil później było już 2:0 po trafieniu Kenana Yildiza, lecz tylko przez moment, albowiem gol nie został uznany po interwencji VAR - spalony.
Gruzini czuć się jak po delikatnym nokaucie, ale zareagowali jak wytrawny pięściarz. W 32. minucie dryblował Koczoraszwili, który ograł rywala z prawej strony i podał po ziemi do Mikautadze, a napastnik Gruzji strzałem przy bliższym słupku pokonał bramkarza rywali. Pierwszy gol Gruzji w historii Euro stał się faktem. Mieliśmy wyrównanie. Taki stan utrzymał się do przerwy.
Pierwsza połowa była niezwykle dynamiczna i emocjonująca - oddano aż 17 strzałów. Po zmianie stron podopieczni Willy'ego Sagnola byli jeszcze odważniejsi. Turcy odpowiedzieli atomowym uderzeniem z rzutu wolnego Hakana Calhanoglu (126 km/h), ale mieli coraz większe problemy, aby przebić się przez defensywę rywali. Potrzebowali do tego strzałów z dystansu i w 66. minucie taką petardę odpalił Arda Guler. Gracz Realu Madryt ułożył sobie piłkę na lewej nodze i dokręcił ją w kierunku bramki Mamardaszwiliego. Wpadła w samo okienko! Golkiper, grający na co dzień w Valencii, był bez szans, a stadion w Dortmundzie ponownie wybuchł z radości.
W dalszej części meczu swoje sytuacje miały obie drużyny. Meczu golem na 3:1 nie zamknął Kokcu, w poprzeczkę strzałem na wagę remisu trafił natomiast Koczoraszwili. W 94. minucie ten sam zawodnik dopadał do bezpańskiej piłki po rykoszecie na szóstym metrze przed bramką Turków, ale wraz z nim zrobił to kolega z zespołu. Wzajemnie sobie przeszkodzili, przez co piłka minęła słupek bramki Gunoka.
Doliczony czas gry był okresem rozpaczliwej gry obronnej Turków. Ratował ich słupek i heroizm defensorów, którzy wybili piłkę lecącą do pustej bramki. W 98. minucie Gruzini mieli ostatni rzut rożny. W polu karnym rywali był już Mamardaszwili, ale to Turcy wyszli z kontrą, korzystając, że w defensywie przeciników nie było nikogo. Do pustej bramki trafił Akturkoglu.
To był dotychczas najlepszy mecz na niemieckim turnieju, ale ostatecznie to tureccy kibice mogli się cieszyć ze zwycięstwa 3:1. W następnym meczu ich reprezentacja zmierzy się z Portugalią. Natomiast Gruzini zagrają z Czechami.