Mbappe przekroczył granicę? Największe kłamstwo w świecie futbolu

Piotr Wesołowicz
Z jednej strony wymagamy od sportowych idoli, aby umieli wypowiedzieć się w ważnych sprawach, z drugiej - kiedy już to uczynią - odmawiamy im prawa głosu. A teoria o tym, aby sport był apolityczny, to największa mrzonka i komunał w świecie futbolu - pisze Piotr Wesołowicz ze Sport.pl.

"Czemu mielibyśmy słuchać rad kogoś, kto zarabia na życie odbijając piłkę? Kevin, LeBron – jesteście świetnymi graczami, ale nikt na was nie głosuje. Ludzie chcą, by ich trenerem był Trump. Zostawcie więc swoje polityczne przesłanie dla siebie albo – można powiedzieć – zamknijcie się i kozłujcie".

Zobacz wideo Lewandowski z opatrunkiem na treningu!

To słowa, które Laura Ingraham, dziennikarka prawicowej telewizji Fox News, skierowała na antenie w 2018 r. do LeBrona Jamesa i Kevina Duranta – koszykarskich gwiazd NBA. Jej teza była jasna – sportowcy nie powinni mieszać się do polityki.

Trudno stwierdzić, czy lekceważąca wypowiedź Ingraham miała wpływ na Jamesa. Z pewnością była jedną z iskierek, która sprawiła, że jeden z najlepszych koszykarzy w historii – którego Trump nazwał wtedy "paskudnym i przegranym człowiekiem" – jak nigdy zaangażował się w życie społeczne. Celowo nie piszę – w politykę. LeBron – mimo zaczepek ze strony Trumpa i usłużnych mu dziennikarzy – postanowił nie opowiadać się publicznie w wyborach prezydenckich za Joe Bidenem. Za to z niezwykłą żarliwością namawiał do głosowania. – Jestem w sytuacji, w której mogę uczyć ludzi, jak bardzo mogą być ważni – mówił.

Mbappe ma się dystansować od polityki? Bzdura

W listopadzie – kilka miesięcy po słowach dziennikarki – LeBron razem ze swym przyjacielem Maverickiem Carterem wypuścił miniserial o tytule "Shut Up And Dribble" - w tłumaczeniu właśnie "zamknij się i kozłuj" - opowiadający o zaangażowaniu sportowców w życie społeczne i polityczne. Reszta jest już historią: Biden został zaprzysiężony jako 46. prezydent Stanów Zjednoczonych, a Trump kończy jako skazaniec za fałszowanie dokumentów. Choć - paradoksalnie - wciąż kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta.

Dziś w buty LeBrona Jamesa weszła inna galaktyczna gwiazda sportu – Kylian Mbappe. Piłkarz Realu i reprezentacji Francji przed pierwszym meczem na Euro 2024 zaapelował do młodych ludzi, by wzięli udział w wyborach parlamentarnych.

– Chcę przemówić do całego narodu, ale przede wszystkim do młodzieży – powiedział napastnik. – Widzimy, że skrajności pukają do drzwi, ale my jesteśmy pokoleniem, które ma szansę to zmienić i inaczej kształtować przyszłość naszego kraju. Wzywam do głosowania przeciwko ekstremistom, którzy chcą podzielić kraj. Nie chcę reprezentować kraju, który nie reprezentuje moich wartości – dodał Mbappe.

Reprezentant Francji nie wymienił nazwisk, nie wskazał, na kogo głosować, ale przekaz był jasny: powstrzymać Zjednoczenie Narodowe, czyli skrajną prawicę pod wodzą Marine Le Pen, które w wyborach do Parlamentu Europejskiego odniosło nadspodziewany sukces.

Wypowiedź Mbappe wywołała burzę - piłkarz zebrał pochwały, ale też krytykę. Sebastien Chenu ze Zjednoczenia Narodowego, przyznał – jakże łaskawie – że lubi Mbappe jako piłkarza, ale sugeruje, by zachował on "dystans" w sprawach politycznych, dodając, że jest "oderwany od rzeczywistości". Inny polityk z prawicy Julien Odoul dodał na Twitterze: "Mam dość uprzywilejowanych kaznodziejów, którzy uważają Francuzów za głupców".

Podobnych wypowiedzi było wiele, także wśród publicystów, którzy sugerowali, że fakt, iż Mbappe kopie piłkę i strzela ładne gole, nie uprawnia go do politycznych deklaracji. I powinien skupić się on na futbolu.

Brzmi znajomo? Tak, po kilku latach od "shut up and dribble" do LeBrona Jamesa doczekaliśmy się sequelu, tym razem w kierunku Mbappe, do którego apeluje się – parafrazując dziennikarkę Fox News – by zamknął się i kopał piłkę.

To wielki paradoks, że z jednej strony wymagamy od sportowych idoli, aby umieli wypowiedzieć się w ważnych sprawach, narzekamy, gdy są do bólu przezroczyści, oburzamy się, gdy przeszkoleni przez PR-owe sztaby unikają jakichkolwiek społecznych czy politycznych deklaracji. A z drugiej strony – kiedy już to uczynią, tak jak Mbappe czy wcześniej James – odmawiamy im prawa głosu.

Obu zresztą łączy wiele – LeBron w trakcie kampanii prezydenckiej w 2018 r. koncentrował się na tym, by aktywizować czarnoskórą społeczność USA. – My, czarni, przestaliśmy traktować wybory jako nasz obywatelski przywilej. Wielu z nas sądzi, że nasz głos się nie liczy – mówił.

Mbappe – jak niemal cała reprezentacja Francji – to symbol kosmopolitycznej i otwartej Europy. Urodził się w Paryżu, jego jest ojciec Kameruńczykiem, a mama jest pochodzenia algierskiego. Jak nikt inny ma prawo powiedzieć, że jest "przeciwny skrajnościom i poglądom powodującym podziały".

Ze zdumieniem także czytam o tym, by nie "nie mieszać polityki do sportu" oraz że "futbol powinien być apolityczny". To dwa najczęściej powtarzane kłamstwa w świecie piłki nożnej. Futbol jest polityką i było tak niemal od pierwszego kopnięcia piłki. Wielkie pieniądze i wielka władza są nieodłączną częścią sportu – a trwające Euro 2024 czy niedawny mundial w Katarze są tego znakomitymi przykładami.

Futbol był i jest polityką. Reszta to mrzonki

Ironią jest też fakt, że oburza się wielu kibiców czy ekspertów z Polski, m.in. mój redakcyjny kolega ze Sport.pl Michał Kiedrowski – kraju, który pierwszy postawił się UEFA i odmówił gry z Rosją tuż po tym, jak Władimir Putin napadł na naszego sąsiada, ale także kraju, który na mundialu w 1982 r. postawił się komunistycznemu reżimowi, sławiąc "Solidarność".

Komentatorzy narzekają też na fakt, iż Mbappe wygłosił swoje stanowisko w trakcie Euro. "Nosząc koszulkę narodową, powinno okazywać się powściągliwość" – czytamy we francuskiej prasie. Ale termin nie mógł być inny: wybory odbędą się lada dzień, w dwóch turach – 30 czerwca i 7 lipca.

Na szczęście Mbappe otrzymał wsparcie od innych francuskich sportowców. Pod listem w "L'Equipe" nawołującym do głosowania podpisali się tenisiści Yannick Noah, Jo-Wilfried Tsonga, czy lekkoatletka Marie-José Perec. Thierry Henry także dodał, że należy powstrzymać polityków, którzy dzielą Francję.

Tak – bo to nie Mbappe dzieli Francuzów na lepszych lub gorszych w zależności od tego, na kogo głosują. To narracja, którą starają się narzucać polaryzujący scenę polityczną populiści. Mbappe nawołuje do udziału w wyborach, wielkim święcie demokracji. A nawet więcej – wskazuje kierunek.

Clement Beaune, były minister ds. Europy w rządzie Emmanuela Macrona, powiedział: - W tak poważnym momencie nikt nie może siedzieć na ławce rezerwowych. Zaangażowanie się wielkich gwiazd sportu jest odważne i konieczne.

A Mbappe jest zbyt dobrym piłkarzem, by posadzić go na ławce i odmawiać prawa do własnego zdania.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.