Trzy gole w meczu Włochy - Albania. Pobili spektakularny rekord

Mistrzowie Europy od zwycięstwa rozpoczęli próbę obrony tytułu. W swoim pierwszym meczu Euro 2024 Włosi pokonali w Dortmundzie Albanię 2:1, choć w 23. sekundzie za sprawą Nedima Bajramiego stracili najszybszego gola w historii mistrzostw Europy. Jednak już w 16. minucie Italia już prowadziła po bramkach Alessandro Bastoniego i Nicolo Barelli, a później niemal bez trudu dowieźli wygraną do końca. "Niemal", bo w 90. minucie uratował ich Gianluigi Donnarumma.

Na koniec soboty na Euro 2024 doszło do prawdziwego starcia Dawida z Goliatem. Na Signal Iduna Park w Dortmundzie mistrzowie Europy Włosi spotkali się bowiem z piłkarskim kopciuszkiem, jakim jest Albania, która w grupie eliminacyjnej ograła Polskę i Czechy. Zdecydowanym faworytem tej rywalizacji była oczywiście Italia, ale w zespole Sylvinho, jedynego "nieeuropejskiego" selekcjonera na turnieju, można było znaleźć wielu piłkarzy grających w Serie A, którzy chcieli sprawić psikusa swoim bardziej renomowanym kolegom z boiska.

Zobacz wideo Tak Polacy chcą grać na Euro. "My to potrafimy"

Mistrzowie Europy zaczęli od zwycięstwa, choć stracili najszybszego gola w historii

Jednak chyba nikt się nie spodziewał, że ten psikus przytrafi się już w 23. sekundzie spotkania. To właśnie wtedy koszmarny błąd popełnił Federico Dimarco. Włoski obrońca Interu Mediolan wyrzucił aut we własne pole karne, ale prosto pod nogi Nedima Bajramiego. Albański pomocnik Sassuolo z ostrego kąta huknął pod poprzeczkę bramki Gianluigiego Donnarummy i doprowadził do ekstazy albański kocioł na trybunach w Dortmundzie. 

Gol Bajramiego jest najszybszym trafieniem w historii mistrzostw Europy i pierwszym zdobytym w tych rozgrywkach w pierwszej minucie. Jest to także drugi gol dla Albanii w historii jej występów na Euro. Pierwszą bramkę dla Albańczyków zdobył na Euro 2016 były piłkarz Legii Warszawa Armando Sadiku.

Włosi zareagowali jednak tak, jak na prawdziwych mistrzów przystało. Przez kolejne ponad 45 minut pierwszej połowy zagrali tak, że na palcach jednej ręki można było policzyć wypady Albańczyków na ich połowę. Już w trzeciej minucie po składnej akcji Italii do wyrównania mógł doprowadzić Lorenzo Pellegrini, jednak z kilkunastu metrów uderzył obok słupka bramki przeciwnika. 

Pellegriniemu nie udało się strzelić gola, więc w 11. minucie zaliczył bardzo ładną asystę, dośrodkowując po krótko rozegranym rzucie rożnym prosto na głowę wbiegającego na dalszy słupek Alessandro Bastoniego. Ten nie dał Thomasowi Strakoshy żadnych szans i doprowadził do wyrównania. 

Po kolejnych pięciu minutach Włosi już byli na prowadzeniu i znów, jak przy każdym z poprzednich trafień, główną rolę odegrał piłkarz Interu Mediolan. Tym razem w zamieszaniu w strefie obronnej Albanii ze złego wybicia Jasira Asaniego skorzystał Nicolo Barella, który wspaniałym uderzeniem z pierwszej piłki z 17 metrów dał swojej drużynie drugiego gola. 

Nawet przegrywając 1:2, Albańczycy nie opuszczali podwójnej gardy. Piłkarze Sylvinho do końca pierwszej połowy tak naprawdę tylko biegali za piłką i tylko swojemu bramkarzowi Thomasowi Strakoshy zawdzięczali, że do przerwy nie przegrywali wyżej. 

W 33. minucie sam na sam ze Strakoshą wyszedł Davide Frattesi i choć pomocnik Interu próbował podciąć piłkę nad Albańczykiem, to ten jeszcze świetnie sparował ją na słupek. Siedem minut później pojedynek z bramkarzem Albanii miał Gianluca Scamacca, ale i on, strzelając z ostrego kąta, nie zdołał go pokonać. Pierwszą połowę zakończyło niecelne uderzenie głową Lorenzo Pellegriniego po dośrodkowaniu Federico Chiesy.

Druga część gry to dalej dominacja Włochów i bezradność Albanii. Piłkarze Luciano Spallettiego jednak niespecjalnie podkręcali tempo w celu strzelenia trzeciego gola, dającego im większy spokój. W 57. minucie jedna z niewielu ciekawych akcji Italii po przerwie pozwoliła wyjść sam na sam z bramkarzem Davide Frattesiemu. Zawodnik Interu za daleko jednak sobie wypuścił piłkę i przegrał pojedynek ze Strakoshą, a w dodatku sędziowie uznali, że był na minimalnym spalonym. Dwie minuty później z kolei bardzo groźny strzał z 16 metrów oddał Federico Chiesa, ale piłka o centymetry minęła słupek albańskiej bramki. 

Po godzinie gry ten mecz nie mógł się nikomu podobać. Włosi utrzymywali się długo przy piłce, ale praktycznie nie atakowali, z kolei Albania nie była nawet w stanie przejąć piłki, by przetransportować ją w strefę obronną mistrzów Europy. 

Aż do 90. minuty wspomnieć można co najwyżej o strzale z dystansu Federico Dimarco, obronionym przez Thomasa Strakoshę. We wspomnianej 90. minucie jednak Włosi mogli zaliczyć bardzo kosztowną drzemkę, bo bezradni Albańczycy za sprawą długiego podania do Reya Manaja i błędu Riccardo Calafioriego mieli doskonałą szansę na wyrównanie. Manaj nie zdołał jednak pokonać Gianluigiego Donnarummy w sytuacji sam na sam i Albania musiała obejść się smakiem.

Reprezentacja Włoch pokonała Albanię 2:1 i rozpoczęła obronę tytułu od zdobycia trzech punktów. Już w czwartek poprzeczka dla drużyny Luciano Spallettiego pójdzie zdecydowanie w górę, bo zmierzą się oni w Gelsenkirchen z Hiszpanią. Dzień wcześniej Albanię czeka mecz "o życie" z Chorwacją w Hamburgu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.