Tyle wstydu, że Tusk i reszta trzymają się z dala. "Nie mieści się w głowie"

Dla każdego, kto pamięta pasek w TV z breaking newsem "Piłkarze zjedli śniadanie", obecna sytuacja może być szokiem. Dla każdego, kto wciąż ma w domu szklanki z Tomaszem Hajtą czy Pawłem Kryszałowiczem to coś, co nie mieści się w głowie. Ale, o dziwo, Michałowi Probierzowi może to tylko pomóc - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

Sponsorzy kadry mogą odetchnąć. Dwa zwycięstwa w przededniu Euro 2024 to coś, co mogli sobie tylko wymarzyć. Po aferze premiowej w Katarze, po parodii w meczu z Mołdawią, po "tumiwisizmie" Fernando Santosa, po "Za zu zi zi zi za" w wykonaniu Mirosława Stasiaka, po niesiedzeniu tak bez niczego Cezarego Kuleszy, kadra stała się tak toksyczna, że wielu kibiców wolałoby już o niej zapomnieć. Przynajmniej na jakiś czas. Mecze z Ukrainą i Turcją sytuację trochę zmieniły. Widać to choćby po oglądalnościach obu meczów. Ten drugi obejrzało o około 400 tys. więcej widzów niż ten pierwszy. Naród się budzi. Wiadomo, najwięcej kibiców zawsze mają zwycięskie drużyny. 

Zobacz wideo

"Na pniu schodziło wszystko, co biało-czerwone"

Oczywiście to nic w porównaniu z tym, co się działo przed mundialami 2002, 2006, 2022 czy Euro 2012 i 2016. To było szaleństwo. Kubki, puszki, szklanki, flagi, koszulki, szminki do malowania twarzy – wszystko było w narodowych barwach lub z orzełkiem. Jak w popularnym żarcie: człowiek bał się otworzyć lodówkę, by nie wyskoczył z niej Olisadebe czy Lewandowski.  

Nawet przed Euro 2008, na które kadra pod wodzą Beenhakkera jechała z dużo mniejszymi nadziejami niż sześć lat wcześniej drużyna Engela na mundial w Korei i Japonii, czuć było na mieście atmosferę wielkiego święta. Przypomnę cytaty z "Gazety Wyborczej": "Tylu zamówień nie miałem nawet dwa lata temu, przed mundialem. Na pniu schodzi wszystko, co biało-czerwone: flagi, koszulki, bejsbolówki, szaliki, zapalniczki, ramki na fotografie, kufle do piwa z godłem Polski" - mówi Marek Ślusarczyk, właściciel sklepu internetowego na Allegro. - Wyprzedałam cały towar, czekam na nową dostawę - cieszy się Anna Grysińska, handlarka spod Stadionu Dziesięciolecia, która w tydzień sprzedała 2 tys. biało-czerwonych smyczy. - Coraz więcej klientów kupuje flagi i stroje w barwach narodowych dla całej rodziny - słyszymy w Auchan Polska". 

Euro 2024 na 18. i 20. stronie gazetki

A dziś? Bez porównania. Przejrzałem gazetki promocyjne z dyskontów. Żadna nie krzyczy do mnie: "Kibicujemy naszym!". Trzeba dopiero zajrzeć do środka, by na 18., czy 20. stronie dojrzeć skromną ofertę okolicznościową dla kibica. Jakieś szaliki, koszulki z napisem "Polska", biało-czerwone nakładki na samochodowe lusterka. Szału nie ma. 

Nawet politycy jakoś niespecjalnie chcieli się do tej kadry przytulać. A przecież były wizyty Morawieckiego na zgrupowaniu, śniadania z Tuskiem, niezapowiedziane wizyty w szatni Marcinkiewicza. A teraz nic. Null. Jedynie Robert Lewandowski zawitał do kancelarii premiera, ale to było 1 czerwca z okazji Dnia Dziecka.

To chyba największy dowód na toksyczność kadry i PZPN, bo przecież afery z ostatnich miesięcy dotyczyły też futbolowych działaczy i ich nie zawsze trzeźwych gości. W dodatku istnieje ryzyko, że i podczas Euro 2024 coś wybuchnie. Trudno się więc dziwić, że w przeciwieństwie do innych wielkich turniejów premier czy prezydent wolą się trzymać na dystans. A jakby był nieoczekiwany sukces, to i tak znajdą sposób, by się w jego blasku trochę ogrzać. Dla nich miejsca w loży honorowej na mecz 1/8 finału, jakby Polska wyszła z grupy, zawsze się znajdą. 

Oczekiwania niskie, a kontuzja Lewandowskiego daje alibi

Każdy dobrze zorientowany kibic zdaje sobie jednak sprawę, że prawdopodobieństwo sukcesu jest niskie. I tak pewnie wynikało z badań rynku, na podstawie których dyskonty skalkulowały, że nie ma co przesadnie inwestować i zarzucać sklepy bogatą ofertą odzieży patriotycznej. 

Ten brak szaleństwa wokół kadry to na pewno atut dla drużyny Michała Probierza. Rozproszeń w przygotowaniach było o wiele mniej niż w poprzednich latach. Drużyna miała większy spokój. Oczekiwania są niskie, więc presja na zawodnikach ciąży o wiele mniejsza niż w poprzednich latach. Nawet porażki zostaną przyjęte ze zrozumieniem. A kontuzja Lewandowskiego przy tej okazji może się okazać doskonałym alibi.

Kadra ma właściwie tylko dwa zadania: nie zbłaźnić się i nie wywołać żadnej afery. Mecze z Ukrainą i Turcją dają nadzieję, że do tego pierwszego nie dojdzie. Najbardziej trzeba uważać na to drugie, bo ryzyko jest większe.

Czy Polska wyjdzie z grupy na Euro 2024?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.