Whakapapa! To klucz do sukcesu Anglików na Euro 2020. Włosi w królestwie absurdu

Jakub Kręcidło
Kiedy znika ego, pojawia się zespół - te słowa Luis Enrique odnosił do swojej reprezentacji Hiszpanii, ale doskonale pasują one też do finalistów Euro. Gareth Southgate i Roberto Mancini zbudowali drużyny łączące Anglików i Włochów. Dla kibiców, ale i dla piłkarzy, ponownie stały się one ważne. Po czarnych okresach w historii obu ekip, reprezentowanie kraju ponownie jest przyjemnością. I powodem do dumy.

Zgrupowanie przed mistrzostwami Europy Gareth Southgate rozpoczął na boisku do koszykówki. – Niewielu zawodników miało przywilej gry dla Anglii – powiedział trener. To 1262 osoby. Southgate, który był 1071 piłkarzem, każdemu z zawodników wręczył czapeczkę z "jego" numerem. Harry Maguire, 1223. Buyako Saka, 1253. Jack Grealish, 1251. – Ani nie jesteśmy lepsi, niż ktokolwiek, kto był tu przed nami ani ten, kto tu będzie. Ale jesteśmy częścią historii – podkreślał selekcjoner.

Zobacz wideo

Anglicy śpiewali: "Lata bólu nie przeszkodziły nam marzyć". Dziś będą triumfować?

Southgate od dawna podkreślał, że "historia angielskiego futbolu wcale nie jest tak dobra, jak się wydaje". Teoretycznie, ma rację. Dzieje angielskiego futbolu to seria rozczarowań. Jedną z ich twarzy jest zresztą Southgate, antybohater półfinału Euro z 1996 roku, gdy zmarnował decydujący rzut karny. Nawet słynna piosenka "It's coming home" zawiera słowa: "Trzydzieści lat bólu (1966 – 1996) nigdy nie przeszkodziło mi marzyć". 

Anglicy mistrzostwa świata wygrali raz, w 1966 roku, a zwycięskiego gola Geoffa Hursta mogło zresztą nie być, bo do dziś nie wiadomo, czy piłka przekroczyła linię bramkową. W finale Euro nie grali nigdy. Tylko dwie reprezentacje, Etiopia i Izrael, czekały dłużej niż oni na występ w finale wielkiego turnieju. Ale dziś chcą żyć chwilą. Autokar z drużyną żegnały setki kibiców. Na Wembley zasiądzie kilkadziesiąt tysięcy kibiców, a ci, którzy na stadion nie wejdą, będą mogli korzystać z wydłużonych godzin otwarcia pubów. W przypadku sukcesu, Boris Johnson ma też zrobić poniedziałek dniem wolnym od pracy.

AzzurriWłoskie media już świętują! "Wszystko sprowadza się do zabawy"

Whakapapa. Kluczem do sukcesu reprezentacji Anglii był performance coach

Jeszcze kilka lat temu taka euforia byłaby czymś niewiarygodnym. Na reprezentacje prowadzone przez Roya Hodgsona czy Sama Allardyce’a nie dało się patrzeć. Ta Southgate’a też stylem nie zachwyca, ale jest brutalnie efektywna. I jednoczy kraj, w czym kluczową rolę odegrał Owen Eastwood. To performance coach. Zawód tak nowy, że nie ma odpowiednika w języku polskim. Eastwood został zatrudniony przez FA w 2016 roku, niedługo po Southgacie, by nadać kadrze tożsamość i wprowadzić jedność. Sam nazywa to "whakapapa" – słowem, które w języku maorskim oznacza poszukiwanie swojego miejsca w plemieniu.

Badania Eastwooda obejmowały blisko 140-letnią historię angielskiego futbolu. Na Wyspach mieli wielkich piłkarzy, ale nigdy nie mieli drużyny. Nawet na turnieje w XXI wieku przywozili kadry naszpikowane gwiazdami, ale co z tego, skoro później piłkarze Manchesteru United nie rozmawiali z gwiazdami Liverpoolu, a ci z Chelsea unikali gości z Arsenalu? – Beckham, Gerrard, Rooney, Ferdinand czy Lampard nie potrafili stanowić jedności. To byli piłkarze żyjący swoim życiem w klubach, ale na zgrupowaniach siadali przy różnych stołach i nie rozmawiali. To nie mogło zadziałać – powiedział w "EuroSekcji" w Sport.pl Piotr Domagała, komentator Premier League w Canal+ Sport.

WAGs to relikt przeszłości. Dziś Anglicy rozmawiają o jednorożcach

Dawni liderzy, jak np. Michael Owen, opowiadali Eastwoodowi, że reprezentacji Lwów Albionu brakowało jedności. Dziś to jej cecha charakterystyczna. Od momentu przejęcia kadry w 2016 roku Southgate nie boi się odważnych decyzji kadrowych. Przeprowadził pokoleniową rewolucję. Na Euro zabrał drugi najmłodszy skład w stawce, oparty o rewelacyjne pokolenie, które zdobywało młodzieżowe mistrzostwa świata i Europy. Niektóre zachowania tych chłopców mogą zaskakiwać, jak np. słynne kąpiele na gigantycznym jednorożcu, ale zdecydowanie lepiej rozmawiać o takich sprawach, niż o słynnych WAGs, które dominowały okładki tabloidów przy okazji poprzednich wielkich turniejów.

Anglicy to niesamowicie zgrana grupa. Southgate, który wcześniej pracował z reprezentacją młodzieżową, pracę z kadrą rozpoczął od zabrania piłkarzy do obozu marines. Żołnierze uczyli sportowców o zespole i przetrwaniu, a teraz ciągle stara się integrować zawodników, którzy sami też sobie dobrze radzą, grając w koszykówkę czy w golfa. – W tej kadrze jest wielki luz, a atmosfery możemy im pozazdrościć – przekonuje Domagała. – Gdy piłkarze są pytani, kto scala tę grupę, to paradoksalnie nie robi tego żaden z weteranów. Mentalnym liderem jest Bukayo Saka. Facet, który nieustannie się uśmiecha i ciągle jest pozytywnie nastawiony. Luke Shaw stwierdził, że go po prostu nie się nie lubić i że mógłby być jego ojcem, bo to fantastyczny chłopak – opowiadał komentator Canal+ Sport w "EuroSekcji" w Sport.pl.

Kapitan Anglików otrzymał wzruszający list. Kapitan Anglików otrzymał wzruszający list. "Zasługujesz na to"

Kadra Anglii stała się kadrą wszystkich Anglików

Scalona kadra scaliła naród, który ponownie się w niej zakochał. List do drużyny wysłała sama królowa Elżbieta II, a Southgate w przypadku sukcesu ma otrzymać tytuł szlachecki. Selekcjonerowi, jak pisał w Sport.pl Dawid Szymczak, udało się sprawić, że kochani są wszyscy piłkarze, którzy nie boją się przemawiać. Ta reprezentacja otwarcie podnosi temat rasizmu, podnosi też temat ksenofobii, na który po meczu z Niemcami (2:0) uwagę zwróciło muzeum migracji w Londynie. Zaledwie trzech graczy podstawowej jedenastki (Shaw, Stones i Pickford) miało w pełni angielskie korzenie. W sumie, 13 z 26 graczy powołanych przez Southgate'a mogłoby reprezentować inny kraj. Kadra Anglii stała się kadrą wszystkich Anglików, bo jest drużyną równych szans. Piłkarze rozpoczynali kariery w szkółkach rozsianych po całym kraju, a dzięki przebudowie systemu szkolenia dostęp do najlepszych akademii otworzył się również dla graczy z biedniejszych rodzin.

– Anglicy stworzyli wspaniały ośrodek St. George's Park i poszli w ślady Hiszpanów, Anglików czy Francuzów, stawiając na edukację trenerów, dyrektorów sportowych czy całego personelu sportowego. To przynosi efekty, tym bardziej, że zarządzający zespołem Southgate jest trenerem szukającym porozumienia. Zjednoczył sobie cały kraj – przekonuje Victor Horta, dyrektor sportowy Leeds United.

"La Gazzetta" pisała: "To koniec". Trzy lata później Włosi emanują optymizmem

To samo można powiedzieć o Roberto Mancinim. Gdy przejmował kadrę Włoch, ta znajdowała się w głębokiej depresji. Na zespół Giampiero Ventury nie dało się patrzeć, a przegrane baraże ze Szwecją sprawiły, że Italii po raz pierwszy od 60 lat zabrakło na mundialu. To była apokalipsa. "La Gazzetta dello Sport" pisała: "To koniec". Mało kto chciał pracować ze Squadra Azzura, ale Mancini podjął się tego wyzwania. Dziś "La Gazzetta" pompatycznie zapowiada finał Euro, używając wielkich słów i emanując dawno niewidzianym optymizmem. – Mancini debiutował meczem z Arabią Saudyjską, będąc jej sparingpartnerem przed mundialem. Dziś zagra w finale Euro. To najlepiej świadczy o rozwoju reprezentacji – podkreślał w "EuroSekcji" w Sport.pl Dominik Mucha, ekspert Eleven Sport od Serie A.

Okładka szkockiego The National przed finałem Euro 2020"Roberto, uratuj nas!" Niezwykła okładka brytyjskiej gazety przed finałem Euro 2020!

Na dystansie trzech lat Mancini przeprowadził wielki casting. Powołał 77 piłkarzy, nie bojąc się sięgać po graczy z Sassuolo, Torino czy nawet drugoligowej Brescii. Wystawił 67 graczy. Dał szansę debiutu 35 zawodnikom. I wykrystalizował skład, którego dziś boi się cała Europa, tworząc przy tym zespół o widocznej tożsamości, bo niezależnie od tego, kto gra, styl się nie zmienia. Włosi w fazie grupowej pokazali nowoczesną, ofensywną twarz. Później grali mniej efektownie, ale dalej skutecznie, ogrywając mocną Belgię (2:1) i Hiszpanię (1:1, k. 4:2) i przedłużając serię bez porażki aż do 33 spotkań.

Nie ma konfliktów, są grille i pieczenie pizzy. No i odwieczne przesądy

Dziś śladu po depresji nie ma. Włosi na nowo zakochali się w reprezentacji. Półfinał z Hiszpanią oglądało w telewizji 20 milionów ludzi. To 35 najlepszy wynik w historii kraju zakochanego w futbolu – z grona 50 najchętniej oglądanych wydarzeń w historii, wszystkie są meczami piłkarskimi, a 46 to spotkania Squadra Azzura. Dzięki Manciniemu Italia znowu może marzyć o sukcesie, a jej fundamentem jest zespół integrujący się na wspólnych grillach czy pieczeniu pizzy. – Kadra Włoch jest budowana na konfliktach i sukcesach odnoszonych w osobliwych okolicznościach. 1982? Afera z Rossim. 2006? Calciopoli. 2012? Domenico Criscito pod lupą służb specjalnych za obstawianie meczów. Manciniemu udało się zbudować kadrę zbilansowaną, a do tego odmienić mentalność włoskiego futbolu na bardziej ofensywną – przekonywał Mucha w "EuroSekcji" w Sport.pl.

Potwór grasuje na Euro 2020. Potwór grasuje na Euro 2020. "Atakują ziemią, morzem i powietrzem"

Włosi nie byliby sobą, gdyby kadra nie rodziła się jednak w królestwie absurdu. Selekcjoner ogłaszał skład w telewizyjnym show, a później występował praktycznie we wszystkich reklamach, w których mógł. No i nie obyło się bez włoskich przesądów. Przed pierwszym meczem autokar odjechał bez Gianluki Viallego, asystenta Manciniego i jednego z najbardziej lubianych włoskich piłkarzy (walczył z rakiem, był bliski śmierci), po którego trzeba było się wracać. Włosi ograli Turcję (3:0) i od tego momentu zawsze zostawiali biednego Viallego poza busem. Rytuał mówi, że Francesco Acerbi, który dwukrotnie wygrywał z rakiem, musi wejść do autokaru jako pierwszy. Gianluigi Donnarumma jako ostatni. A pewnie wiele innych, z pozoru, śmiesznych sytuacji poznamy dopiero po premierze filmu dokumentalnego, który jest przygotowywany przez pracowników włoskiej federacji.

Mancini i Southgate mogą osiągnąć sukces przed czasem

W mediach społecznościowych panuje narracja, że "kto ma serce, ten w finale będzie za Włochami", odnosząca się do miękkiego karnego na Sterlingu w półfinale z Danią czy faktu, iż turniej był ustawiany pod Anglików. Ale pracę Southgate'a trzeba docenić, tak samo jak tę Manciniego. Obaj przejmowali kadry w momentach kryzysowych, obaj tworzyli reprezentacje praktycznie od nowa i obaj są o krok od sukcesu przed czasem. Włosi i Anglicy mieli błyszczeć na mundialu w Katarze w 2022 roku, a tymczasem już dziś wieczorem na Wembley drużyna Manciniego lub Southgate'a przejdzie do historii futbolu jako mistrz Europy.

Więcej o: