Nie przypuszczał, że na mistrzostwach Europy przyjdzie mu zagrać mecz życia. Już samo powołanie było miłym zaskoczeniem. Tomas Holes nie należy do marzycieli. Uznał, że znalazł się w kadrze dzięki swojej wszechstronności. Przecież każdy selekcjoner chce mieć na ławce piłkarza, który może wejść na jedną z pięciu pozycji: oba boki obrony, środek obrony, środek pomocy i prawe skrzydło. O Holesie piszą w Czechach, że jest jak aktor Teatru Narodowego, bo odnajdzie się w każdej roli. Ale że pierwszoplanowej? Na Euro? W fazie pucharowej przeciwko Holandii? - Takiego scenariusza się nie spodziewałem. To był dla mnie szok - mówi.
Urodził się w wiosce bez boiska, zagrał kilka meczów w młodzieżowych kadrach, ale później trenerzy o nim zapomnieli, bo na tle rówieśników się nie wyróżniał. Jeszcze cztery lata temu grał w drugiej lidze czeskiej i musiał pożyczać pieniądze od rodziców na czynsz. Miał 24 lata i nie rokował, a co gorsza zaczęły mu doskwierać kontuzje. Dał sobie jeszcze jedną szansę. Teraz ma 28 lat, we wrześniu 2020 r. zadebiutował w reprezentacji Czech, bo wszyscy podstawowi reprezentanci wylądowali w kwarantannie, a że mecz Ligi Narodów ze Szkocją nie mógł być przełożony, to federacja oddelegowała Davida Holoubka, selekcjonera kadry do lat 18, żeby na szybko zmontował nową kadrę. Wziął do niej Holesa, który nieźle spisywał się w Slavii Praga. Pisało się, że UEFA sama profanuje swoje rozgrywki, zmuszając Czechów do odbębnienia tego meczu piłkarzami, którzy już nigdy więcej nie spotkają się w tym składzie. Ale Holes dostrzegł w tym wszystkim szansę dla siebie.
- To było szalone, wszystko działo się bardzo szybko. Nagłe powołanie, podróż, wyjście na mecz. Wiedziałem, że mój najważniejszy mecz w życiu, bo mam okazje pokazać się selekcjonerowi, więc jeśli zagram dobrze, to może mnie wziąć do swojej kadry na stałe. Przegraliśmy 1:2, ale ja rzeczywiście wygrałem miejsce w reprezentacji. - wspomina Holes. Z tamtego castingu do reprezentacji weszli jeszcze Jakub Pesek i Ales Mandous, ale obaj są tylko rezerwowymi.
Holes grał przeciwko Szkocji na prawej obronie, a na mistrzostwach błyszczy w środku pola. Selekcjoner Jaroslav Silhavy miał wybór, bo Holes gra w Slavii Praga na pięciu pozycjach. Jest silny, bardzo sprawny fizycznie, wybiegany, lubi przepychać się z rywalami, a do tego ma dobre podanie. Silhavy stwierdził, że najbardziej przyda się w środku pola. - Prawdę mówiąc, nigdy nie sądziłem, że może być środkowym pomocnikiem. Ale trzeba zaznaczyć, że jest niezwykle chłonny i szybko się uczy. Ma ten dar do dobrej oceny sytuacji boiskowych i dostosowania się do tego, co dzieje się wokół niego - mówi Bohuslav Pilny, który przez cztery lata prowadził Holesa w Hradecu Kralove.
- W sztabie kadry jest Tomas Galask, były znakomity środkowy pomocnik. Bardzo mi pomaga. Przypomina mi o podstawowych rzeczach, podpowiada, gdzie się ruszać i co robić. I ciągle apeluje, żebym częściej uderzył z dystansu - tłumaczy Holes.
Cała kariera Holesa to wieczne łatanie dziur w składach. W kolejnych drużynach pokornie zajmował miejsce zawodników, którzy wypadali z gry. Nie narzekał, że w tym miejscu boiska się nie czuje albo woli grać na innej pozycji. Zresztą, nie mógł wybrzydzać, bo często był to wybór: grasz tutaj albo siedzisz na ławce. Dopiero w tym sezonie zaczął występować regularnie w Slavii Praga, choć po pierwszym sezonie kibice zdążyli stwierdzić, że jest niewypałem. A teraz? Jest podstawowym zawodnikiem mistrza Czech, gra w reprezentacji, strzela gola i asystuje w meczu z Holandią i przepycha swój zespół do ćwierćfinału. W 1/8 wykonuje jeszcze tę mniej efektowną robotę - wyłącza z gry Georginio Wijnalduma, podejmuje sześć prób odbioru piłki (najwięcej obok Daleya Blinda), wygrywa trzy pojedynki powietrzne, trzy razy blokuje strzały Holendrów i notuje dwie kluczowe interwencje w polu karnym swojego zespołu. Wydaje się, że jest wszędzie.
- Skromność i cierpliwość. Tego każdy piłkarz mógłby się od niego uczyć - uważa Pilny. Jego kariera kilka razy była już na zakręcie. Cztery lata temu był wypożyczany do drugoligowego FK Jablonec, po sezonie klub ten kupił go na stałe, a dwa lata temu sprzedał Slavii Praga. - Przeszedłem tam w dobrej formie, byłem chwalony po grze dla Jablonca i nagle zderzyłem się ze ścianą: nie grałem zbyt często, a gdy już wchodziłem na boisko czułem, że odstaję i to nie jestem prawdziwy ja - wspomina Holec w "Aktualne.cz". W tym sezonie częściej grał już w środku pomocy, zaczął zdobywać więcej bramek - często w najważniejszych meczach: z Arsenalem w Lidze Europy i w ligowych derbach ze Spartą Praga. Ta z Holandią bije jednak poprzednie.
Gdy Tomas ją zdobył, w sieci ruszyło kibicowskiej śledztwo: jak strzelenie gola świętował jego brat - Jiri Holes. To dlatego, że po golu Tomasa przeciwko Arsenalowi Jiri tak głośno cieszył się z sukcesu brata, że sąsiedzi przyszli do niego ze skargą. Następnego dnia rano Jiri wywiesił na drzwiach swojego bloku kartkę: "Przepraszam za hałas około 23:00. Mój brat strzelił gola w 90. minucie meczu z Arsenalem w ćwierćfinale Ligi Europy". Jego przeprosiny stały się hitem internetu. Po zwycięstwie z Holandią pojawiły się pełne troski komentarze: "Czy Jiri nie zostanie eksmitowany?".
Równocześnie toczy się drugie śledztwo: dlaczego Holes gra na tym turnieju z dziewiątką na koszulce? To numer dla napastnika, a on akurat w ataku jeszcze nie grał. W rozmowie z "Radiozurnal" zastanawiał się nad tym Tomas Pekhart, napastnik Legii Warszawa, który jest rezerwowym napastnikiem reprezentacji Czech. - To klasyczny numer dla napastnika. Z takim gram w klubie i jest mi z nim dobrze. Jak dotarłem na zgrupowanie nie wiedziałem, jaki będę miał numer. Nikt mnie o to nie pytał, dopiero na treningu okazało się, że mam 24. Musiałem zapytać, bo mamy ponumerowane bidony i nie wiedziałem, który jest mój. W kadrze nie ma wybierania numerów. Ktoś chyba je przypisuje - mówił Pekhart. Holes ma inną wersję wydarzeń: - Zostałem zapytany, z jakim chcę grać numerem. Uśmiechnąłem się i powiedziałem, że z dziewiątką. To był żart, nie wziąłbym tego numeru na taką pozycję, ale ktoś potraktował to serio, dał mi ten numer i tak zostało.
Na razie numer służy Holesowi. Mecz z Holandią skończył ze statystykami godnymi najlepszych środkowych napastników. - Ostatni rok był niewiarygodny, dużo się zmieniło. Dla mnie to wielki przeskok. Na Euro jechałem z myślą, że przyjmę każdą rolę, jaką da mi trener, ale nie spodziewałem się, że będą tu działy się takie rzeczy! - śmiał się po meczu z Holandią.