"Wenecja Północy" zrodziła się z obsesji i szaleńczych ambicji. Polacy w najgłębszej korupcyjnej studni

Bartłomiej Kubiak
- To miasto o dwóch twarzach - mówi Mateusz Ponitka, lider koszykarskiej kadry, który od dwóch lat mieszka w Petersburgu. To tu w poniedziałek reprezentacja Polski zagra na Euro ze Słowacją. Początek meczu o 18. Relacja na żywo w Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

- Nie rozumiem, czemu nie przenieśli tutaj całego Euro. Przecież trzy lata temu zorganizowaliśmy świetne mistrzostwa - dziwił się taksówkarz, który namówił mnie na wspólną podróż z lotniska Pułkowo do hotelu w centrum Petersburga. Tak, namówił, bo trwało to przynajmniej kwadrans. A namowy zaczęły się od pięciu tysięcy rubli (około 250 zł), a skończyły na dwóch tysiącach (100 zł). - Mało kursów. Prawie w ogóle nie ma kibiców, a przecież mamy stadiony, hotele, wszystko mamy. Rosja to piękny kraj - zachwalał swą ojczyznę.

Zobacz wideo Jan Mucha doradza Paulo Sousie przed Słowacją!

Kiedy zwróciliśmy mu uwagę, że może i jest tu pięknie, ale wcale nie jest tak tanio - przypomnieliśmy, że to przecież w Petersburgu, w którym odbędzie się siedem z 51 meczów na Euro, przed mundialem wykopano najgłębszą studnię korupcyjną w Rosji: Stadion Kriestowskij, znany jako Gazprom Arena, który kosztował ponad miliard dolarów - od razu zwiesił głos. - Eto polityka, ja nie znaju - wzruszył ramionami, a po chwili podejrzliwie spojrzał we wsteczne lusterko. Cały jego entuzjazm uleciał. Na tyle, że kiedy dowiedział się, że pięć tysięcy rubli to banknot o najmniejszym nominale, jaki mam przy sobie, chciał mnie nawet z powrotem odwieźć na lotnisko. Skończyło się na szybkiej wizycie na stacji benzynowej i rozmienieniu gotówki, ale to już była wtedy zupełnie inna rozmowa.

Lekarze biegną udzielić pomocy Christianowi EriksenowiBrutalne słowa lekarza do Eriksena: Będzie żył, ale jest też zła wiadomość

- Tacy są Rosjanie. Dumny naród, ale niechętnie rozmawiający o polityce. A przynajmniej nie od razu. A już na pewno nie z obcymi, dopiero co poznanymi ludźmi, wobec których są nieufni, czasem nawet przesadnie podejrzliwi. Zdecydowanie bardziej niż my, Polacy. I tym różnimy się najbardziej - twierdzi Mateusz Ponitka, lider koszykarskiej reprezentacji Polski, który w Petersburgu mieszka od dwóch lat. I wszystko wskazuje, że pomieszka dłużej, bo na początku czerwca przedłużył kontrakt z Zenitem o trzy lata. - Czuję się tu bardzo dobrze. Zresztą nie tylko ja, bo moja rodzina również polubiła to miasto.

Petersburg - miasto zrodzone z obsesji i szaleńczych ambicji

Petersburg to miasto położone nad Zatoką Fińską, w delcie Newy. Nazywany bywa Wenecją Północy, bo obszar miejski to ponad 40 wysp, które połączone są 396 mostami, a 14 największych co noc jest otwieranych w celu umożliwienia jednostkom pływającym przedostanie się na jezioro Ładoga. - Zupełnie inaczej zwiedza się to miasto pieszo, a zupełnie inaczej z wody. Moja żona twierdzi nawet, że pływając po tych wszystkich kanałach, zdecydowanie lepiej widać, jak bardzo te mury ociekają ludzkim cierpieniem. Bo ociekają, to na pewno. Ale tego nie dostrzeżesz - bez względu na to czy zwiedzasz z wody, czy z lądu - jeśli przyjedziesz do Petersburga na trzy dni. To widać dopiero jak tu pomieszkasz. Wtedy zaczyna do ciebie docierać, a momentami nawet przytłaczać cię, historia tego miasta - mówi Ponitka.

Petersburg ma burzliwą, ale dość krótką, bo raptem 300-letnią historię. Przeżył w tym czasie trzy rewolucje i trzysta powodzi. Już Dostojewski pisał, że to miasto z najbardziej fantastyczną historią na całej Ziemi. Historii, która ma początek w Holandii i Anglii, dokąd w młodym wieku ruszył Piotr Aleksiejewicz, zwany później Wielkim, by zdobywać odpowiednie umiejętności inżynierskie. Młody car zafascynowany był przede wszystkim sztuką szkutniczą, ale oprócz potężnej floty morskiej po powrocie do Rosji zamarzyło mu się, by nad bagnistym ujściem pewnej rzeki zbudować od postaw miasto marzeń. Jonathan Miles w przewodniku o Petersburgu już na wstępie pisał, że zrodził się on z obsesji i szaleńczych ambicji niezwykłego cara. Że wzniesiony został przez człowieka pijanego, który próbuje iść prosto. I to w Petersburgu - zwanym wówczas Sankt Petersburgiem, a później też Piotrogrodem i Leningradem, który aż trzykrotnie zmieniał nazwę - widać cały czas. Do dziś tworzy on mieszaninę stylów i obyczajów z różnych epok, która w zamyśle Piotra Wielkiego miała być oknem na Europę. Miastem innym niż wszystkie.

Mateusz KlichMówił o sportowym samobójstwie, ale po 10 latach trafił na idealnego trenera. "Nawet nie wiesz, jaki jesteś szybki"

To właśnie wtedy Petersburg przytłacza najbardziej

Już na pierwszy rzut oka jest w tym mieście coś surrealistycznego. Choćby w półmroku białych nocy, gdzie zmierzch - najbardziej teraz, w trakcie mistrzostw, czyli w drugiej połowie czerwca - od razu przechodzi w brzask. - To jest miasto o dwóch twarzach. Zupełnie inne podczas lata i zupełnie inne podczas zimy - mówi Ponitka.

- Zimą tutaj jest nie tylko okrutnie zimno, ale też wilgotno. Pada śnieg albo deszcz. I to cały czas. Nie przez dzień, dwa czy trzy, ale non stop nawet przez kilka tygodni. Nie chcę mówić, że wtedy w Petersburgu jest depresyjne, no ale zimą właśnie tak jest. To właśnie wtedy Petersburg przytłacza swoją burzliwą historią najbardziej. Łatwo tutaj można popaść w podły nastrój.

- A latem? Latem jest zupełnie inaczej. Kiedy niedawno stąd wyjeżdżałem [Ponitka przebywa właśnie na zgrupowaniu w Gliwicach, gdzie koszykarska kadra szykuje się do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Tokio] było gwarno, tłoczno, wesoło, słonecznie. Restauracje, których jest tu całe mnóstwo i które serwują naprawdę przepyszne jedzenie, pootwierały ogródki, miasto tętniło życiem. To znaczy: ono tętni zawsze, ale zimą serce Petersburga bije w zupełnie innym rytmie. Ludzie, owszem, też chodzą po ulicach, a nawet bardziej po zamarzniętych kanałach - co na początku z żoną nas bardzo dziwiło, sami długo nie mogliśmy się przełamać - ale tylko po to, by jak najszybciej przedostać się z miejsca na miejsce - tłumaczy Ponitka.

Bez Putina i bez maseczek

Mistrzostwa Europy w Petersburgu zaczęły się w sobotę wieczorem. Bez Putina, który nie pojawił się na meczu z Belgią - jakby przeczuwał, że może on dla Rosji skończyć się źle (porażka 0:3). Zaczęły się także bez maseczek, bo choć media informują o drastycznym wzroście zakażeń w Rosji i nadciągającej trzeciej fali epidemii, to w Petersburgu mało kto się tym przejmuje. W sobotę kibice upominani, by zakładać maseczki, byli tylko przy wejściu na stadion. Już na stadionie większość z nich je ściągała. Podobnie było w drodze na stadion, gdzie nosili je w zasadzie tylko policjanci. I to też nie na twarzy, a prędzej na brodzie.

- Tutaj tak było praktycznie od początku, bo kiedy w marcu zeszłego roku zaczął się koronawirus, wszystko zostało zamknięte, ale tylko na kilka tygodni. Potem otworzyło się na nowo i życie toczyło się, jakby nie było żadnej epidemii. Nawet w grudniu, kiedy przechodziła druga fala, kibice w Petersburgu mogli pojawiać się na naszych meczach. Miesiąc temu kończyliśmy sezon przy 80 proc. obłożeniu hali - mówi Ponitka.

W sobotę stadion w Petersburgu mógł zapełnić się w połowie, na trybunach mogło zasiąść 34 tys. kibiców. W przerwie spiker poinformował, że jest ich dokładnie 26 264. I jakoś nas to specjalnie nie dziwi, bo w Rosji - zresztą podobnie jak w Polsce - na razie średnio czuć atmosferę mistrzostw. A skoro nie było jej czuć w sobotę na meczu Rosjan, trudno pewnie będzie poczuć też na meczach Polaków, którzy na Stadionie Kriestowskim w Petersburgu zagrają dwukrotnie: w poniedziałek ze Słowacją (godz. 18) i w następną środę ze Szwecją (18).

Mural na żywo Sport.pl zagrzewa polskich piłkarzy

Emocje start! Chcesz podzielić się swoimi piłkarskimi emocjami? Nic prostszego. Specjalnie na Euro przygotowaliśmy Mural na żywo! Pokaż nam, jak kibicujesz polskiej reprezentacji, a my spośród przesłanych haseł wybierzemy najlepsze i umieścimy je na żywym muralu. Mural jest do obejrzenia w Warszawie pod adresem Waryńskiego 3, a swoje zgłoszenia możesz przesyłać pod linkiem muralnazywo.pl >>

Więcej o: