Szczęsny zasłużył na dwa plus. Dalej jest tylko gorzej [OCENY]

Reprezentacja Polski w próbie generalnej przed mistrzostwami Europy zremisowała 2:2 z Islandią. Zobacz, jak oceniliśmy piłkarzy Paulo Sousy za to spotkanie (skala 1-6).

Wojciech Szczęsny: 2+. W 4. minucie obronił pierwszy strzał. Niezbyt groźny. W 25. od razu podnosił ręce, kiedy Gudmundsson z metra, może dwóch wepchnął piłkę do bramki. Sygnalizował spalonego, ale po długiej konsultacji z VAR okazało się, że spalonego nie było. I za tego gola trochę obwiniać Szczęsnego jednak można, bo piłka wpadła przy słupku. Za drugiego już mniej, bo strzał Bjarnasona był fantastyczny.

Zobacz wideo "Świerczok przeskoczył w hierarchii napastników Świderskiego i Kownackiego"

24.03.2019 Warszawa. Kamil Glik podczas meczu eliminacji Mistrzostw Europy Polska - Łotwa"Kamil w kółko mówił tylko, że tragedia. Oboje płakaliśmy do telefonu" [OJCOWIE SUKCESU]

Tomasz Kędziora: 2. Nie minął kwadrans, a już przy jego nazwisku postawiliśmy trzy plusy, ale potem zaczęliśmy stawiać minusy. Kędziora starał się grać na jeden kontakt. I te starania na początku wychodziły mu całkiem nieźle, bo pokazywał się do gry i jak dostawał piłkę, zazwyczaj podawał celnie, do przodu. Gorzej było w obronie, gdzie zdarzało mu się przegrywać pojedynki i popełniać błędy. Jak przy pierwszym golu dla Islandczyków, za którego też można go trochę obwiniać.

Kamil Glik: 2. Wyglądał na trochę ociężałego, ale to w dużym stopniu mogło też wynikać z tego, że często był ustawiony jako ten ostatni. Zostawał z tyłu i starał się podpowiadać i dyrygować drużyną, linią obrony, szczególnie Dawidowiczem. Nie popełnił większych błędów, a w powietrzu był niemal bezbłędny, ale Sousa i tak momentami miał do niego pretensje za zbyt wolne rozgrywanie piłki.

Paweł Dawidowicz: 1. Kiedy brał się za rozgrywanie, nie wychodziło mu to najlepiej. Jak w 18. minucie, kiedy niedokładnie podał w kierunku Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski tylko spojrzał wtedy wymownie za siebie. Słowem: nie był to dobry mecz Dawidowicza. A na pewno nie taki, po którym będziemy zastanawiać się i w ogóle podejmować dyskusję w kontekście jego gry na Euro. No, chyba że nie zdąży wyleczyć się Jan Bednarek albo kontuzji dozna Kamil Piątkowski. Ale to nie byłaby dla nas dobra informacja.

Tymoteusz Puchacz: 3. To on dogrywał piłkę przy golu Zielińskiego, ale nie było to dobre zagranie, bo bardziej błąd popełniło dwóch islandzkich obrońców, którzy nie przecięli podania, niż Puchacz dobrze dograł do Zielińskiego. Jeśli już za coś go można w tej sytuacji chwalić, to prędzej za podłączenie się do tej akcji, a nie za samo podanie. A także za to, co było później, bo Puchacz po golu na 1:1 wyraźnie się rozkręcił.

Grzegorz Krychowiak: 1. Zaczął mecz od kilkudziesięciometrowego - co istotne: celnego - podania do przodu, a po chwili jeszcze oddał strzał z dystansu. Czyli zaczął od tego, czego nie robił kilka dni temu w meczu z Rosją. Ale poza tym robił zazwyczaj to, co w poprzednim spotkaniu i czego wymaga od niego trener: wracał po piłkę do defensywy i starał się zabezpieczać obrońców oraz środek pola. Wychodziło mu to raz lepiej, raz gorzej. Niestety częściej gorzej. Szczególnie w okolicach własnego pola karnego albo we własnym polu karnym, jak przy drugim golu dla Islandii, kiedy pozwolił na strzał Bjarnasonowi. I za to właśnie ocena leci bardzo w dół.

Jakub Moder: 2. Na początku meczu rzadko przy piłce, ale to nie znaczy, że grał źle. Bo jeśli już miał piłkę przy nodze, starał się podejmować ryzykowne decyzje. A im dłużej trwała pierwsza połowa, tym przy tej piłce było go więcej. Nawet pod bramką Islandii, gdzie nie tylko próbował rozgrywać, ale też próbował strzelać. Od razu jednak dodajmy, że nie były to zbyt groźne i zaskakujące uderzenia.

Przemysław Frankowski: 1. Jeśli mielibyśmy podsumować jego grę jednym słowem, to byłoby to słowo chaos. Na początku jeszcze Frankowski udane akcje przeplatał się z nieudanymi, ale im dłużej trwał mecz, tym więcej było tych nieudanych. Kamil Jóźwiak po tym meczu raczej może spać spokojnie. Nie powinien czuć się zagrożony ani w żaden sposób martwić, że tuż przed Euro straci miejsce w składzie.

Piotr Zieliński: 4. To po jego dokładnym podaniu w 12. minucie rozpoczęła się pierwsza groźna akcja Polski. Później starał się pokazywać do gry. Już nie tylko z akcentem na starał się, bo dużo go było z przodu. Kiedy odgrywał piłkę do boku, od razu sprintem ruszał w kierunku bramki Islandczyków. I to przyniosło efekt, bo we wtorek Zieliński strzelił siódmą bramkę w reprezentacji Polski. Właśnie po takiej akcji, po której odegrał piłkę i od razu odważnie ruszył do ataku. Zmieniony w przerwie.

Robert Lewandowski: 2+. Nie minęło pięć minut, a już cofnął się po piłkę na własną połowę. I dalej było podobnie. To od jego rozegrania i po chwili po przywileju korzyści (Lewandowski był faulowany) oraz co chyba najistotniejsze: po przedryblowaniu trzech rywali, w 34. minucie bramkę na 1:1 zdobył Piotr Zieliński. Ale to byłoby w zasadzie tyle, bo choć Lewandowski był wszędobylski, potrafił utrzymać się przy piłce, to z przodu go z tą piłką było mało. Zbyt mało.

Jakub Świerczok: 1. Od początku ustawiony wyżej od Lewandowskiego, ale niewiele z tego było pożytku - w zasadzie aż do 55. minuty, kiedy oddał pierwszy celny strzał (niezbyt groźny). Wymowna była też sytuacja z 33. minuty, kiedy odbił się jak piłeczka od Bjarnasona. Później szarpał, walczył, korzystał z łokci, ale jego współpraca z Lewandowskim nie istniała. Przy pierwszym golu dla Islandczyków też trochę nieobecny w naszym polu karnym, bo zostawił zbyt dużo miejsca zgrywającemu piłkę Aronowi Gunnarssonowi.

Kacper Kozłowski: 4. Zmienił Zielińskiego i zaczął drugą połowę od niedokładnego przyjęcia piłki, co po chwili próbował ratować Krychowiak, który zobaczył żółtą kartkę. Później gdzieś zniknął, ale końcówkę meczu miał znakomitą, bo najpierw mógł, a nawet powinien doprowadzić do wyrównania (85. minuta), a potem zaliczył asystę przy golu Karola Świderskiego (88. minuta).

Kamil Jóźwiak: 2. W 58. minucie zmienił Świeroczka. Początek miał bardzo dobry, bo od razu starał się napędzać nasze ataki, pokazywać do gry. Nawet nie tyle na skrzydle, ile z przodu - obok Lewandowskiego. Wraz z upływającym czasem było go jednak coraz mniej. Został przyćmiony przez Kozłowskiego, który dał lepszą zmianę.

Karol Linetty i Przemysław Płacheta nie pokazali nic wielkiego, by zasłużyć na ocenę. Tak samo, jak Maciej Rybus, który pojawili się na boisku na ostatnie dziesięć minut. Wraz z Karolem Świderskim, który akurat na ocenę zasłużył. Stawiamy mu trójkę, bo to on pod koniec meczu znakomicie przyjął piłkę klatką piersiową w polu karnym i doprowadził do wyrównania.

Więcej o: