Euro 2016. Portugalia - Francja. Wszystkie błędy Marka Clattenburga

Ludzie mają prawo do pomyłki. O tym, że mają je także sędziowie, świadczy kariera arbitra, który poprowadzi finał mistrzostw Europy Francja - Portugalia - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i komentator Sport.pl. Relacja na żywo z finału w niedzielę w Sport.pl o godz. 21

Najlepsi na mistrzostwach? Zaskoczę was: nie Griezmann, Ronaldo, Bale, Kroos czy Boateng, tylko Clattenburg, Cakir, Brych, Kassai, Mazić czy Marciniak. Sędziowie.

Zaskoczeni jesteście? Że w ogóle się o tym nie mówiło? Ano właśnie, taki mają zawód. Jak saperzy: mówi się o nich tylko wtedy, gdy rozbrajana przez nich bomba wybuchnie. Gdy nie zauważą faulu w polu karnym albo przeciwnie: podyktują jedenastkę z kapelusza. Gdy uznają bądź nie uznają bramkę, której uznać względnie nie uznać zwyczajnie nie powinni (podobne przypadki zdarzyły się w karierze zarówno Markowi Clattenburgowi, jak np. Viktorowi Kassaiowi). Gdy zepsują widowisko pochopnie pokazaną czerwoną kartką albo gdy przegapią moment, w którym naprawdę powinni ją pokazać. Wszystko to, dodajmy, mając ułamek sekundy na decyzję, w potwornym chaosie, zgiełku, nieraz w ulewie i wciąż z minimalnym wsparciem technicznym. Kiedy wszystko to sobie uświadomimy, możemy właściwie tylko podziwiać arbitrów, że widzą aż tyle. Karny za rękę Schweinsteigera w półfinale? Obejrzawszy wszystkie powtórki trudno przecież nie przyznać: był oczywisty. O norweskim sędzim Moenie, który gubił się podczas meczu Walia-Słowacja podczas fazy grupowej, zdążyliśmy szczęśliwie zapomnieć - był zresztą jednym z tych, którzy gwizdali za często.

Co mogło się bowiem podobać w pracy arbitrów w trakcie tego turnieju, to fakt, że generalnie stawiali na płynność, częściej niż poprzednio puszczając grę w sytuacjach, które mogły, ale nie musiały koniecznie wymagać ich interwencji. I że nie przesadzali z karami: nawet jeśli przez polskie internety przetaczały się gniewne pomruki z powodu tylko żółtej kartki, pokazanej przez Marka Clattenburga Fabianowi Scharowi za wejście w Roberta Lewandowskiego, było to zgodne z przyjętą podczas Euro 2016 logiką nierujnowania spektaklu nadmiernym rygoryzmem.

Zawieszony nie za kartki

Oczywiście nie mówimy o ludziach nieomylnych - i Mark Clattenburg będzie tu najlepszym przykładem. Człowiek, któremu powierzono sędziowanie finału mistrzostw Europy i który sędziował dopiero co finał Ligi Mistrzów i finał Pucharu Anglii - po raz pierwszy dał się zapamiętać fanom Premier League incydentem w trakcie meczu Manchesteru United z Tottenhamem na Old Trafford sprzed jedenastu lat.

Po lobie Miguela Pedro Mendesa z połowy boiska piłka minęła wówczas wracającego dopiero do bramki United Roya Carrolla i przekroczyła linię o dobry metr, co - dzięki telewizji - widzieli wszyscy z wyjątkiem sędziego i wspomagającego go wówczas na linii Roba Lewisa.

W 2007 roku Clattenburg pogubił się z kolei w trakcie sędziowania derbów Liverpoolu: po faulu Tony'ego Hibberta na Stevenie Gerrardzie chciał pokazać obrońcy gospodarzy żółtą kartkę, ale wdał się w rozmowę z kapitanem Liverpoolu i ostatecznie wyrzucił Hibberta z boiska, potem zaś przymknął oko na brutalne wejście Dirka Kuyta w nogi Phila Neville'a, a w końcu nie dał Evertonowi karnego za faul Jamiego Carraghera na Joleonie Lescotcie - za co przez sześć kolejnych lat nie dawano mu sędziować żadnych meczów na Goodison Park.

Później człowiek, który za chwilę gwizdać będzie w trakcie finału Euro, stracił miejsce w sędziowskiej elicie na osiem miesięcy ze względu na niespłacone długi i mailowe pogróżki pod adresem biznesowego partnera - wielu było przekonanych, że jego wiarygodność jako arbitra została zrujnowana na zawsze. W mediach opisywano, jak Porsche Clattenburga zniszczyła rozczarowana dziewczyna; anonimowe doniesienia do Football Association na temat jego życia prywatnego mówiły nawet o hazardzie, narkotykach i przemocy domowej.

Choć Clattenburg pospłacał długi, został oczyszczony z pozostałych zarzutów i wrócił do sędziowania, to w 2012 roku FA znów go zawiesiła, tym razem na miesiąc - po oskarżeniach ze strony Chelsea, że próbował utemperować pomocnika Johna Obi Mikela przy pomocy rasistowskich obelg. I chociaż także te zarzuty ostatecznie się nie potwierdziły - cała sprawa okazała się farsą, kompromitującą londyński klub - nie był to jedyny przypadek mówienia o zbyt długim języku sędziego z hrabstwa Durham.

W grudniu 2009, podczas meczu Bolton-Manchester City, miał np. pytać sztab szkoleniowy gospodarzy, jak może pracować z Craigiem Bellamym, którego wyrzucił z boiska - jedna z kartek dla Walijczyka była za nurkowanie, choć Bellamy był rzeczywiście faulowany. W feralnym 2012 roku Clattenburg skrytykował też w boiskowej pogawędce zachowania Adama Lallany z Southamptonu, ironizując, że zmieniły się od czasu, gdy młody pomocnik zaczął być powoływany do reprezentacji Anglii (tu również klub składał protesty, a sędzia miał przymusową przerwę w pracy do czasu ich rozpatrzenia).

Niewątpliwie Clattenburg bywa nieostrożny: przed ostatnim finałem Pucharu Anglii, w którym Manchester United mierzył się z Crystal Palace, wdał się przed kamerami w serdeczną rozmowę z emerytowanym menedżerem Czerwonych Diabłów, sir Aleksem Fergusonem, co zdawało się podważać jego bezstronność. Football Association krytykowała go też za podpisanie umowy z agencją Catalyst4Soccer, ze względu na potencjalny konflikt interesów (klientami agencji są także piłkarze). Ba, zawieszali go nawet za opuszczenie stadionu po meczu WBA-Crystal Palace bez towarzystwa swoich asystentów: przepisy Football Association stanowią, że sędziowie podróżują na mecze wspólnie, a Clattenburg zostawił kolegów, bo spieszył się do Newcastle na koncert Eda Sheerana (w internecie żartów było co niemiara w związku z jego muzycznymi gustami). Jeśli podsumować wszystkie kłopoty, jakich przysporzył przełożonym, trudno się dziwić, że dzisiaj w Anglii mówi się, iż tamtejsi oficjele woleliby, aby karierę w trakcie Euro zrobił raczej drugi sędzia z Wysp, Martin Atkinson.

Arbiter celebryta

Być może wszystko potoczyło się zbyt szybko. Naukę sędziowania rozpoczął jako piętnastolatek, jako osiemnastolatek biegał już przy linii, a w 2005 roku ustanowił brytyjski rekord ery powojennej, w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat sędziując mecz Football League. Na pełne zawodowstwo przeszedł w wieku dwudziestu ośmiu lat, sędzią międzynarodowym został jako trzydziestolatek, a opisująca go kiedyś dziennikarka "Guardiana" zwracała uwagę na zamiłowanie do drogich samochodów i wyszukanych fryzur, co powoduje, że na boisku można by go właściwie pomylić z ludźmi, dla których ma być rozjemcą (to wrażenie powiększają jeszcze przez skrywane pod rękawami sędziowskich koszulek efektowne tatuaże).

Jest jednak i inna interpretacja: celebrycki wizerunek i swobodny styl Clattenburga - to, że lubi zadawać szyku, że skraca dystans, używa prostego i dosadnego języka - ma dobry wpływ na grających w Premier League multimilionerów.

Z pewnością dojrzewa z każdą kolejną trudną sytuacją. Podczas finału Ligi Mistrzów zignorował próbującego histerycznie wymusić kartkę dla rywala Pepe

 

Podczas Euro był oazą spokoju, gdy np. na murawę meczu Chorwacja-Czechy w Saint-Etienne posypały się race: przerwał spotkanie i zgromadził zawodników z dala od niebezpiecznej strefy. Jeśli powierzono mu sędziowanie finału, to nie tylko dlatego, że jego rodacy dawno Francję opuścili - po prostu, jak na wpisaną w ten fach omylność, Mark Clattenburg i tak myli się stosunkowo najrzadziej.

Zobacz wideo

Islandii brakowało Pazdana, ale i tak zdobyli nasz serca [MEMY]

Więcej o: