Polska - Portugalia w Euro 2016. Pazdan i hartowanie się polskiej obrony

Gdzieś dwa lata temu powiedziałem sobie: człowieku, nie musisz nikomu nic udowadniać. Graj swoje. Mam naturalne umiejętności, ale w futbolu liczy się także to, by myśleć. Żeby grać na obronie, swoje trzeba przeżyć.

Rozmowa z Michałem Pazdanem, stoperem reprezentacji

MICHAŁ SZADKOWSKI: Jak to się stało, że reprezentacja, która w eliminacjach miała najlepszy atak w Europie, nagle goli strzela mało, ale za to znakomicie broni?

MICHAŁ PAZDAN: Kluczowe było zgrupowanie w Arłamowie. 80 proc. czasu poświęciliśmy na treningi schematów defensywnych. Ćwiczyliśmy podwajanie, asekurację, trzymanie strefy. Uczyliśmy się, by stać blisko siebie całą drużyną i się uzupełniać. To trzeba wypracować, nie da się tego zrobić w kilka dni.

Wcześniej brakowało czasu. W eliminacjach nie mieliśmy normalnych treningów, przygotowywaliśmy się do meczu z konkretnym rywalem. W Bieszczadach mogliśmy wypracować automatyzmy, porozmawiać ze sobą. Musieliśmy się siebie nauczyć. Im więcej treningów, meczów, tym łatwiej, bo wiesz, jak zachowuje się partner. W Arłamowie poczuliśmy siebie. Trener od początku podobnie nas ustawiał, mniej więcej wiedzieliśmy, jak zagramy na Euro.

We Francji najważniejsze było spotkanie z Irlandią Płn. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani, zobaczyliśmy, że potrafimy szczelnie bronić. I tak zostało.

Rozumiesz się z Kamilem Glikiem tak jak z Igorem Lewczukiem w Legii?

- Z Kamilem było łatwo. Nie wchodzimy sobie w drogę, wiemy, kto za co odpowiada. Kamil bierze górne piłki, ja się tam nie pcham, bo obok mnie mam czołg, który niszczy wszystko, co ma na drodze.

Z lewej strony gra Artur Jędrzejczyk, którego znam z Legii, ale tam jest prawym obrońcą, więc zawsze mam go daleko od siebie. Mecz z Irlandią Płn. był pierwszym, w którym biegał obok mnie. Ale i z nim szybko się zrozumiałem, bo on wszędzie gra tak samo. Nie wiem, jak on to robi, ale nie sprawia mu różnicy, czy gra na lewej i prawej stronie czy w środku.

W Arłamowie usłyszeliście od Adama Nawałki: teraz stawiamy na defensywę?

- Nie. Ale mocna drużyna musi być mocna na tyłach. Najważniejsze, żeby mieć chłodną głowę i utrzymywać koncentrację, nie pozwalać rywalowi na stwarzanie sytuacji podbramkowych. Widać to było w meczu z Ukrainą, gdy przestaliśmy kontrolować mecz i rywale kilka razy nam zagrozili. Z tyłu musimy być poukładani, z przodu - wciąż tak uważam - zawsze coś strzelimy.

Kto jest szefem polskiej obrony?

- Kamil i Łukasz Piszczek mają największe doświadczenie, ale jednego kierownika nie ma. Raz lideruje "Jędza", raz ja, raz Kamil. Cały czas sobie podpowiadamy.

Na ile we Francji wykonujecie to, co założyliście sobie w Arłamowie?

- W dużym stopniu. Jesteśmy zadowoleni z - jak mówi selekcjoner - odbudowy formacji po stracie piłki. We Francji mierzymy się z najlepszymi napastnikami w Europie. Jesteśmy jak saperzy, nie możemy się mylić. I nie chodzi tylko o obrońców, ale też piłkarzy, którzy biegają przed nami. Oni muszą być blisko nas i pomagać.

Jakub Błaszczykowski jest chwalony za dwa gole, ale wykonuje też gigantyczną pracę w defensywie. W czterech meczach zablokował 10 podań, wykonał 16 wślizgów. Nie ma we Francji skrzydłowego, który miałby więcej.

- U nas wszyscy pracują dla zespołu. Widać, że Kuba dobrze przygotował się do turnieju, trzeba mieć końskie zdrowie, żeby bez przerwy wracać ze skrzydła pod pole karne. Także dlatego tak ważny był obóz w Arłamowie - dostaliśmy w kość, słabo się po nim czuliśmy, co było widać w sparingach z Holandią i Litwą. Ale bardzo tych treningów potrzebowaliśmy.

W porównaniu z końcówką eliminacji Arkadiusz Milik i Robert Lewandowski mają więcej zadań defensywnych?

- Trudno to porównać. Na takim turnieju nie ma miejsca dla drużyn, w których jedni piłkarze odpowiadają tylko za atak, a inni - tylko za obronę. Gdy nie mamy piłki, Arek nie gra jako napastnik, tylko pomocnik. Odpowiada za powstrzymywanie defensywnego pomocnika rywali. Ze Szwajcarią zajmował się Granitem Xhaką, potrafiącym rzucić piłkę w każde miejsce boiska. W sobotę ani razu nie wyszło mu takie podanie, Arek ganiał za nim tak, że pokonał najdłuższy dystans ze wszystkich zawodników na boisku.

We Francji zablokowałeś już osiem strzałów, najwięcej w zespole. Takie zadania dostałeś od Nawałki?

- Zawsze miałem dużo bloków. Kiedy widzę, że rywal może już tylko oddać strzał, idę na piłkę. Trzeba bronić, jak się da, byle nie rękami. Nie zdarzyło mi się jeszcze, bym dotknął piłki, a sędzia podyktowałby "jedenastkę", ale w polu karnym zawsze ręce trzymam blisko ciała, za plecami. Boję się. Byle jakie podniesienie ręki może zamienić niegroźną sytuację w karnego. Także z tego powodu lepiej blokować strzały przed polem karnym, wtedy można to robić przy naturalnym ułożeniu ciała.

Blokowania strzałów można się nauczyć?

- Byłoby trudno. Wszystko dzieje się automatycznie, nie ma czasu na myślenie - jeśli się zatrzymasz, rywal strzeli. Kluczowe są czytanie gry i doświadczenie. Dzięki nim możesz ocenić, czy napastnik ma jednak inne wyjścia - jeśli może podać, nie ma sensu rzucanie się przed nim.

Poświęcasz dużo czasu na oglądanie meczów rywali, analizowanie piłkarzy, z którymi mierzysz się na boisku. Jesteś już asystentem Nawałki?

- Bez przesady, ale lubię to robić. Patrząc na obrońców, zastanawiam się, jak ja bym się zachował w tej sytuacji. Czasami w towarzystwie ktoś powie, że obrońca zachował się źle w prostej sytuacji, a ja widzę, że defensor znalazł się w bardzo trudnej.

Nauczyłem się wyciągać wnioski. Gdy miałem 20 lat, nie grałem w dużym klubie za granicą. Wszystkiego musiałem uczyć się sam. I pod względem taktycznym, ustawienia zrobiłem ogromny postęp.

Co widział w tobie Leo Beenhakker osiem lat temu, zabierając cię na Euro 2008?

- Nie wiem. Sam się nad tym zastanawiałem. Może myślał, że dzięki temu stanę się lepszym zawodnikiem? Pod względem piłkarskim i mentalnym nie byłem w ogóle na to gotowy.

Mam wrażenie, że tobie to zaszkodziło. Że miałeś na plecach gigantyczną presję, której nie mogłeś się pozbyć kilka lat.

- Miałem łatkę wybrańca Beenhakkera, nie potrafiłem na boisku udowodnić, że zasługiwałem na powołanie. Musiałem rozwinąć się pod względem mentalnym, nabrać pewności siebie. Pomogło mi doświadczenie, szkoda tylko, że zajęło mi to tak dużo czasu. Powinienem się otrząsnąć trzy lata wcześniej.

Dlaczego tak długo wchodziłeś na ten - jak mówił Beenhakker - international level?

- Gdzieś dwa lata temu powiedziałem sobie: człowieku, nie musisz nikomu nic udowadniać. Graj swoje. Mam naturalne predyspozycje - podejście blisko do rywala, odbieranie piłki. Ale w futbolu ważne jest także to, by myśleć, podejmować najlepsze decyzje. Żeby grać na obronie, swoje trzeba przeżyć.

Zobacz wideo

Memy przed meczem z Portugalią

Więcej o: