Euro 2016. Polska - Szwajcaria. Łukasz Fabiański: Najlepszy mecz w karierze? Wybiorę dopiero po karierze

- Trener Tkocz mi pokazywał, jak Szwajcarzy strzelają karne. Ale jakoś mi nie wyszło - śmieje się Łukasz Fabiański, jeden z bohaterów meczu ze Szwajcarią, po którym Polska pierwszy raz od 34 lat awansowała do ćwierćfinału wielkiego turnieju

Paweł Wilkowicz: To mecz twojej kariery?

Łukasz Fabiański: Nie wiem, nie myślę w takich kategoriach. Nie chcę tego robić, bo jeszcze przede mną mam nadzieję sporo lat kariery. Potem sobie będę szeregował wszystkie rozegrane mecze, analizował. Cieszę się po prostu z tego, że awansowaliśmy.

Interwencja po strzale Ricardo Rodrigueza to tak na razie obrona turnieju.

Starałem się przede wszystkim zachować spokój. Wiedziałem, jak dobrze ułożoną lewą nogę ma Rodriquez i że może spróbować strzału w okienko. Byłem przygotowany. Tak samo było z sytuacją Erena Derdiyoka, jego uderzania głową. Koncentracja, szybka analiza, kontrola ustawienia, i tyle. Ja nie jestem z natury osobą, która chce wprowadzać nerwowość. Gdy Szwajcarzy zaczęli częściej stwarzać sytuacje, to się z tym pogodziłem, taka jest piłka nożna i taka moja praca. Zaatakowali z większą agresją, zaczęli nam zagrażać, ale my się przecież nieźle broniliśmy, nie mieli mimo wszystko wielu sytuacji, nie robili z nami co chcieli. Gol dla nich był dla nas sygnałem, że pora odzyskać kontrolę nad meczem.

Dla ciebie ten turniej jest jak kolejka górska: strata miejsca w bramce, odzyskanie, coraz lepsze mecze. I tak zostałeś bohaterem.

Jeśli chodzi o wybór pierwszego bramkarza, ja czy Wojtek, podchodziłem do tego spokojnie. Starałem się zachować gotowość i pomagać drużynie.

Szwajcarzy nie przesadzali nieco z brutalnością?

Nie zwracałem na to uwagi. Na kibiców szwajcarskich też nie.

Trener bramkarzy Jarosław Tkocz pokazywał ci jak Szwajcarzy strzelają karne?

Pokazywał, ale jakoś mi nie poszło. Takie życie.

Zobacz wideo

Wybierz z nami Miss Trybun Euro 2016! [GŁOSUJ]

Więcej o: