Euro 2016. 1/8 finału. Polska kontra reszta świata

My się spieraliśmy o farbowane lisy, a w kadrze Szwajcarii to rodowici Szwajcarzy są od jakiegoś czasu w mniejszości. Dla dzieci imigrantów z Bałkanów, z południa Europy, z Afryki futbol stał się najkrótszą drogą społecznego awansu. A Szwajcaria stała się dzięki nim bardziej nieobliczalna.

- Proszę sobie wziąć na pamiątkę, nam już nie będą potrzebne - sprzedawczyni na stacji benzynowej sięgnęła na półkę po jakiś gadżet kibica w szwajcarskich barwach. Było lato 2008 roku, pogranicze szwajcarsko-niemieckie, dzień wcześniej Szwajcaria odpadła jako pierwsza z mistrzostw Europy które współorganizowała. A nam Polakom jeszcze wtedy zostały złudzenia, że piłkarze Leo Beenhakkera wygrają z Chorwacją w Klagenfurcie w ostatnim meczu grupowym i będzie awans.

To był jedyny raz w ostatnich kilkunastu latach, gdy Polacy w reprezentacyjnym futbolu dłużej zachowali nadzieję niż Szwajcarzy. Było wprawdzie jeszcze Euro 2012, do którego Szwajcarzy się nie zakwalifikowali. Ale czy Polska by awansowała, gdyby jako gospodarz nie miała zapewnionego udziału, pewności nie ma. A dla Szwajcarów to był jedyny od 2002 r. turniej, do którego się nie zakwalifikowali. I nawet z tego nieszczęsnego Euro 2008 u siebie, choć odpadli wcześniej niż Polacy, odpadli grając lepszy futbol. Szaleli wtedy na punkcie swojej drużyny dużo bardziej niż współgospodarze Austriacy. W sobotę w Saint Etienne znów to usłyszymy: "Hopp Schwiiz" i głośny śpiew o "Schwiizer Nati". Od "Nationalmannschaft". Wymawiane jak "Nazi", więc się z tym trzeba chwilę oswajać.

1/8 finału jako trauma

W sobotę w Saint Etienne Szwajcarzy grają z Polską w 1/8 finału Euro. Dwa razy się w ostatnich latach zatrzymywali w wielkich turniejach na tej przeszkodzie. W mundialu 2006 i mundialu 2014. Ten pierwszy jest dla nich do dziś wielkim wyrzutem sumienia. Ale i w 2014 r. odpadali w 1/8 finału z Argentyną z poczuciem, że może dało się zrobić więcej. Na ćwierćfinał MŚ lub ME czekają od 1954 roku.

W 2006 w Niemczech przeszli przez rundę grupową z wynikami jak Polska we Francji: dwa zwycięstwa, remis, żadnej straconej bramki. Wygrali grupę z Francją, Koreą Południową i Togo. Przyjechali na tamten mundial z przeczuciem, że to może być ich czas. I po rundzie grupowej w to na dobre uwierzyli. Tak mocno, że Ukraina w 1/8 finału nie zrobiła na nich wielkiego wrażenia.

Obrońca z tamtej drużyny Ludovic Magnin mówi dziś, że to największa trauma w reprezentacyjnej karierze piłkarzy jego pokolenia. Że być może gdyby wtedy trafili na trudnego rywala, skończyłoby się inaczej. Ukrainę, przyznaje w rozmowie z "Neue Zuercher Zeitung", trochę zlekceważyli. Poniósł ich entuzjazm. Byli przekonani, że samo się wygra, strzelą w końcu gole, zwłaszcza że Ukraina nie robiła nic, żeby zdobyć bramkę. To był jeden z najnudniejszych, najbardziej męczących oczy meczów w najnowszych dziejach mundiali. Senne tempo, zasieki, bez bramek po 90 minutach, bez bramek po dogrywce. I bez bramek dla Szwajcarii w serii rzutów karnych. Ukraina wygrała 3:0, pomylił się m.in. Magnin. Wspomina dziś, że to była drużyna mniej utalentowana niż obecna, ale bardzo zjednoczona. A to warte podkreślenia, bo bywały czasy, gdy trudno było w szwajcarskiej kadrze o zgodę. Ważniejsze od wspólnego działania było to, kto mówi po francusku, a kto po niemiecku.

Reprezentacja swoich-obcych

Niemieckojęzyczni Szwajcarzy nazywają tę część kraju w której się mówi po francusku: "Welschschweiz". Słowo "welsch" można przetłumaczyć m.in. jako "obcy". . Według stereotypu, ci francuskojęzyczni byli piłkarzami lepiej wyszkolonymi, ci niemieckojęzyczni: twardszymi . Dziś ten podział się w reprezentacji zatarł. Po pierwsze, coraz mniej w kadrze Frankofonów z "Welschschweiz". Po drugie, coraz więcej w drużynie innych swoich-obcych. Tych nazywanych po włosku: "secondos". "Drugich", czyli imigrantów w drugim pokoleniu. Dzieci tych, którzy uciekali do Szwajcarii przed niedawnymi wojnami i biedą.

Gdy 20 lat temu Szwajcarzy grali w Euro 1996, w składzie było pełno nazwisk francuskich, niemieckich, włoskich i jeden Kubilay Turkyilmaz. Gdy po ośmiu latach przerwy Szwajcaria wracała na wielki turniej, Euro w Portugalii, już było bardziej kolorowo: Murat Yakin, Hakan Yakin, Ricardo Cabanas (korzenie portugalskie i hiszpańskie), Johan Vonlanthen (urodzony w Kolumbii), Milaim Rama (urodzony w Jugosławii). Ale nowe zaczęło się na dobre dwa lata później, właśnie w tym turnieju zakończonym porażką w karnych z Ukrainą w 1/8 finału.

Imigranci: 20 procent mieszkańców, 40 procent zarejestrowanych piłkarzy

Wtedy debiutowało na wielkiej scenie trzech piłkarzy, którzy będą mieć ogromny wpływ na kadrę przez następnych dziesięć lat. Valon Behrami, syn Albańczyków urodzony w dzisiejszym Kosowie. Blerim Dzemaili, syn Albańczyków urodzony w dzisiejszej Macedonii. I Yohan Djourou. On akurat nie uciekał razem z rodzicami przed wojną, jak Behrami i Dzemaili. Urodził się w Abidżanie, jako owoc romansu Szwajcara z dziewczyną z Wybrzeża Kości Słoniowej. Ale żona Joachima Djourou wybaczyła mężowi zdradę i adoptowała kilkunastomiesięcznego Johana. Tak się zaczynał afrykański trop w kadrze. Dwa lata później w kadrze Szwajcarii na Euro 2008 był już obecny w niej do dziś Gelson Fernandes z Wysp Zielonego Przylądka. To on strzelił gola dla Szwajcarii w pamiętnym zwycięstwie nad Hiszpanią na początku MŚ 2010. Pamiętnym, ale ostatecznie zmarnowanym - Szwajcaria wtedy nie wyszła z grupy.

Gdy w 2014 r. w Brazylii Szwajcaria odpadała z mundialu w 1/8 po bardzo wyrównanym, rozstrzygniętym dopiero golem Angela di Marii meczu z Argentyną, w podstawowym składzie miała już aż ośmiu "secondos". Imigranci stanowią jedną piątą mieszkańców Szwajcarii, ale aż 40 procent zarejestrowanych piłkarzy. "Secondos" kadry byli w mundialu w Brazylii m.in. Djourou, Behrami, kapitan Gokhan Inler. Ten ostatni z przeszłością w tureckiej młodzieżówce, ale namówiony do gry dla Szwajcarii. Za największy talent uchodził wtedy Xherdan Shaqiri, urodzony w dzisiejszym Kosowie. Grał już Granit Xhaka, który dziś jest uważany za najlepszego szwajcarskiego piłkarza. Syn kosowskich Albańczyków, ale urodzony już w Szwajcarii, nie w byłej Jugosławii. Breel Embolo z Kamerunu, kolejny Szwajcar z Afryki (jest jeszcze Denis Zakaria, syn Kongijczyków, ale urodzony w Szwajcarii), wtedy nie miał jeszcze szwajcarskiego obywatelstwa. Dziś jest największą nadzieją szwajcarskiej piłki.

Gdzie Behrami, tam kości trzeszczą

Ale najbardziej symboliczną postacią, jeśli chodzi o przemianę kadry, pozostaje Valon Behrami. To oś Behrami-Xhaka daje Szwajcarom równowagę w pomocy, od kiedy miejsce w kadrze stracił Inler (był kapitanem jeszcze w eliminacjach, ale nie grał w Leicester i trener Vladimir Petković nie wziął go na turniej). To Behrami bardzo długo Szwajcarów uwierał. Trzymał się w kadrze na uboczu, kłuł w oczy: wytatuowany i z coraz to nowymi fryzurami. Dostał etykietkę szwajcarskiego Beckhama, której szczerze nie znosi. Ale też dodał kadrze tej zadziorności, której jej czasem brakowało. Pozytywnej bezczelności.

Szwajcaria nie czekała na takich jak on z szeroko otwartymi ramionami. Przyjmowała ich, ale na obywatelstwo kazała czekać. Behrami przyjechał z rodzicami do włoskojęzycznego kantonu Ticino w 1990 roku, ale obywatelstwo dostał dopiero osiem lat później, po niejednej odmowie. W 1995 rodzina miała zostać wydalona ze Szwajcarii. Ale mały Valon był już tak obiecującym lekkoatletą, że mieszkańcy zebrali tysiące podpisów pod protestem przeciw odesłaniu Behramich do innego kraju.

Polska-Szwajcaria, sąsiedzi przez miedzę

Teraz Valon jest jednym z kluczowych piłkarzy Szwajcarii, nawet jeśli jego nazwisko nie w każdej zapowiedzi jest wymieniane w pierwszej kolejności. Nie jest efektowny. Jest niezbędny. Gdy Petković (chorwacki Bośniak ze szwajcarskim paszportem) obejmował dwa lata temu drużynę, powiedział w zaufanym gronie - tak pisze "NZZ" - że Szwajcaria wcale nie musiała odpaść z Argentyną. Ale zagrała za mało odważnie. Nie chciał tego mówić głośno, żeby nie wyszło, że krytykuje swojego poprzednika Ottmara Hitzfelda. Ale nie ukrywa, że preferuje inne podejście niż doświadczony Niemiec, który tyle wygrał z Bayernem, ale to go nie uchroniło od kpin szefów z Monachium, że jest matematykiem z wykształcenia i matematykiem zawsze pozostanie. Petković chce widzieć w grze więcej serca i determinacji.

Szwajcarzy bardzo uważają, żeby się nie ogłosić faworytem tego meczu. "NZZ" wyliczając klubowe i reprezentacyjne gole Roberta Lewandowskiego z ostatniego sezonu pisze, że to już jest krąg Messiego, Cristiano Ronaldo czy Zlatana. I że jakikolwiek Szwajcar ma to tego kręgu tak daleko jak "ze szkolnego boiska w Kleinbasel na Stade de France". Być może. Ale jeśli chodzi o siłę zespołów, to Polska i Szwajcaria są sąsiadami przez miedzę.

Polska wygra Euro? Łatwa ścieżka do finału? [SPRAWDŹ SAM!]

ZOBACZ TEŻ: książki o gwiazdach futbolu, wybitnych trenerach i porywającym świecie piłki nożnej >>

Zobacz wideo

Dzień Gabora Kiraly'ego, czyli wszyscy Węgrzy założyli szare dresy [ZDJĘCIA]

Więcej o: