Euro 2016. Polska - Niemcy. Vive La Defense

To w hotelu w paryskiej dzielnicy La Defense nocowała przed meczem z Niemcami Polska kadra. W czwartek przenieśli ją o kilka kilometrów w innym kierunku, stawiając wprost przed bramką Łukasza Fabiańskiego. To jeden z najlepszych defensywnych występów Polski w dwudziestym pierwszym wieku.

W trzeciej minucie Niemcy rozgrywali dłużej, znów przenieśli akcję na lewą stronę w poszukiwaniu miejsca, które Polacy im ograniczali. Ale jeszcze wtedy czegoś brakowało - koncentracji, a może po prostu dotarcia się na boisku - i między Kamilem Glikiem oraz Michałem Pazdanem przestrzeni było zbyt dużo. W dziurę wlazł Mario Goetze, dośrodkowanie go odnalazło, ale grający w roli napastnika piłkarz szczęśliwie dla Polaków przestrzelił.

A mówił Kamil Glik: "najważniejsze to dobrze wejść w mecz". My się śmiejemy, że "pierwsza, jakże ważna interwencja", ale tam na boisku tak jest. Budujesz siebie udanym wślizgiem, wygraną główką, dobrym podaniem czy dryblingiem. W meczu z mistrzami świata na wypełnionym do ostatniego miejsca Stade de France tak nie było. Pazdan z Glikiem dali miejsce Goetzemu, Piszczek dopuścił do strzału, Jędrzejczyk spóźniony musiał blokować Muellera.

Zamiast zgrywania casting

Adam Nawałka lubi zmieniać. Dziennikarze pracujący przy kadrze żartują, że co mecz, selekcjoner musi odpalić swoją petardę. Przed spotkaniem z Niemcami zastanawiano się głównie, czy zdecyduje się na wstawienie innego stopera, bo z Irlandią Północną jedyną sytuację rywale mieli z błędu Pazdana. Postawcie się na jego miejscu - gracie cały mecz nie tylko na zero z tyłu, ale też nie dając rywalowi żadnego celnego strzału, a i tak domagają się waszej zmiany. Na Stade de France 29-latek miał coś do udowodnienia.

Nie tylko on. Nawałka bywa najmniej zadowolony z obrony. W eliminacjach i nawet za swojej kadencji tylko raz z meczu na mecz nie zmienił składu linii defensywnej. Zawsze coś - kontuzja Glika, Szukała stracił miejsce w klubie, Glik wypadł za kartki, Piszczek też miał przerwę, ciągła rotacja dotyczyła lewej strony. I przed samym Euro 2016 obrona też była nie do odgadnięcia. Nawet Kapustka sprawdzany był na boku obrony, najdłużej grał w sparingach Thiago Cionek. Wyglądało na to, że zamiast zgrywania trwa casting.

Na Euro wróciła stabilizacja. Nawałka za nic miał negatywne recenzje gry Pazdana i mieliśmy powtórkę linii obrony z meczu z Irlandią Północną. Obawy nie minęły, przecież nasza drużyna, choć najskuteczniejsza, to na Euro jechała z drugą najgorszą obroną za zakwalifikowanych zespołów. - Nawet z Gibraltarem stracili gola - przypominał Michael O'Neill przed inauguracją turnieju.

Pomnikowy występ Pazdana

Błąd z czwartej minuty? - Nie wracajmy już do tego - powiedział Pazdan do Glika i po prostu podnieśli poziom. Pomógł im atak, który krzyknął sobie po kwadransie, że za wcześnie na Częstochowę. I ruszyła czerwona fala pressingu z sygnałem od jej kapitana. Lewandowski odebrał piłkę Matsowi Hummelsowi i każdy obrońca złapał głębszy oddech.

I zaczęli show. Piszczek z Błaszczykowskim zamknęli swoją stronę na cztery spusty. Jędrzejczyk grał na Thomasa Muellera, który instynktownie wie, gdzie na murawie jest wolna przestrzeń. To mu nominalny prawy obrońca każdy centymetr swobody zabrał. Glik skończył z wślizgami, a po prostu zaczął blokować Niemcom drogę. Stał tam, gdzie stać powinien.

Pomnikowy występ zaliczył Michał Pazdan. Nie wiadomo, jak daleko Polacy zajdą na tych mistrzostwach, Lewandowski komentując świetne spotkanie Bartosza Kapustki mówił "spokojnie, najlepszych wyróżnia się dopiero w fazie pucharowej". Jednak obrońca Legii po prostu za ten występ zostanie na lata zapamiętany. Ginie w pamięci sparing z Irlandią w Poznaniu z listopada 2013 r., gdy za wślizg nazwano go "kung fu Pazdanem". Od teraz Michał będzie miał Paryż.

Zastanawiano się przed meczem, gdzie Polacy umieszczą ten mecz na mapie między Warszawą (wygrana 2:0) a Frankfurtem (przegrana 1:3). A pod względem obrony to po prostu był poziom wyżej. Niemcy swoje szanse mieli, ale nieporównywalne do tego, w jakich okolicznościach strzelali nam w wyjazdowym meczu eliminacyjnym, czy próbowali to zrobić na naszym terenie. W Paryżu to Polacy atakowali groźniej, nawet jeśli nie z taką częstotliwością.

Dali dowód, że są na najwyższym poziomie

- Spokojnie, tam jest Pazdan - mówimy sobie na trybunie prasowej, gdy akurat rywalom udaje się przebić przez polską drugą linię. A jego pościg za Goetze na połowę rywala zakończony faulem po prostu wyznaczył pewien standard do którego to znacznie wyżej cenieni rywale mieli aspirować. Im się nie udało, co symbolizują zmiany Loewa. Sfrustrowanego Goetzego selekcjoner Niemców zdjął najszybciej, ofensywnych opcji szukał w puszczeniu na boisko Mario Gomeza i Andre Schurrle. Ich najlepsze okazje następywały po tych Polaków. Oni odpowiadali, a tego już niewielu się spodziewało. Irlandczycy z północy nie oddali żadnego celnego strzału, to stwierdzono, że rywal słaby. Ale Niemcom w statystykach przeciwko Polsce naliczono ledwie trzy.

Mówiono, że różnica między Polską a Niemcami jest coraz mniejsza i się zmniejsza. Nie uda się ich nadgonić, o tym możemy marzyć za kilkanaście lat w najlepszym wypadku. Napastnika już mamy, skrzydłowi znaczą więcej, w Kapustce przyszłość jest na kilku pozycjach, w bramce podobny spokój na lata. I tylko ta obrona. A w czwartek na Stade de France Piszczek, Glik, Pazdan i Jędrzejczyk dali dowód, że i oni mogą doszarpać się do najwyższego poziomu. I gdy ogłaszano, że najlepszym piłkarzem meczu został wybrany skądinąd świetny Jerome Boateng, to i tak czuło się rozczarowanie, że eksperci nie wskazali Pazdana.

Niemcy - Polska. Pazdan jak Staam, a gdzie ten Kapustka? [MEMY]

Zobacz wideo
Więcej o: