Euro 2016. Tragiczna wiadomość dla Darija Srny, kapitana Chorwacji. W trakcie meczu zmarł jego ojciec

Uzeir Srna, ojciec Darijo Srny, kapitana reprezentacji Chorwacji, zmarł w niedzielę po południu po długiej i ciężkiej chorobie. W tym samym czasie jego syn grał w meczu przeciwko Turcji. Tragiczną wiadomość otrzymał tuż po meczu. Natychmiast poleciał do Chorwacji.

Chorwaci grali z Turkami wspaniale. Dominowali, oddali aż 15 strzałów z pola karnego. Wygrali 1:0 i natychmiast zaczęto mówić, że to dopiero początek drogi tego zespołu, który może na Euro 2016 osiągnąć wiele.

Ale wyśmienity nastrój szybko zgasł, gdy chorwaccy piłkarze dowiedzieli się o śmierci Uzeira Srny, ojca kapitana zespołu - 34-letniego Darijo. Srna opuścił zgrupowanie, wróci do Francji najpewniej dopiero po pogrzebie.

Historia rodziny Srnów to opowieść o tym, jak dwa pokolenia mogą zbudować coś wielkiego niemal od zera. Uzeir w pewnym momencie, tuż po drugiej wojnie światowej, nie miał nic. Najbliższą rodzinę pochłonęła wojna, nie było pieniędzy na nic. Dziś jego syn to wciąż jeden z bardziej uznanych piłkarzy na świecie. Darijo zawsze podkreśla, że wszystko co ma, zawdzięcza ojcu.

Zostali tylko bracia

Uzeir urodził się we wschodniej Bośni tuż przed drugą wojną światową. Zawierucha wojenna dla Srnów była tragiczna. Przechodzący przez ich rodzinną wioskę front wygnał ich z domu. Wrócili do niego, gdy wszystko wydawało się już spokojne.

Ale wówczas z chaosu korzystali lokalni watażkowie. Serbscy nacjonaliści przechodzili od wioski do wioski, równając je z ziemią. Nie oszczędzili Srnów - matkę Uzeira (będącą w ciąży) i siostrę spalili żywcem. Ojciec uciekł z dwójką synów do lasu. Trafili do większego miasta, ale malutki Uzeir oddzielił się od rodziny. Trafił do do Słowenii, gdzie adoptowano go pod przybranym nazwiskiem.

Uzeira znalazł brat, który został żołnierzem. Ojciec już nie żył - zabiła go zbłąkana kula. Pierwsze lata po wojnie były ciężkie. Młodziutki Uzeir musiał pracować. Zazdrościł kolegom ze szkoły, którzy mieli świeży chleb, więc postanowił zostać piekarzem. Za pierwszą pensję kupił bilet do Sarajewa, gdzie mieszkała jego dalsza rodzina.

Chcesz, by syn grał? Zapłać

Zaczął grać w piłkę. Był bramkarzem w FK Sarajewo, później grał w Belgradzie, Zenicy (Bośnia), aż w końcu osiadł w Metković, w południowej Chorwacji. Tam został też trenerem młodzieży.

W lokalnym klubie podstaw piłkarskiego fachu uczył swojego syna. Darijo jako 11-latek dostał propozycję z Hajduka Split. W zenicie była wówczas jugosłowiańska wojna domowa. Nawet transfer dziecka wzbudzał emocje. Kibole chorwackiego klubu nie chcieli w klubie syna Bośniaka, czyli kogoś pochodzenia muzułmańskiego. A trenerzy młodzieży żądali, by im płacić za grę Darijo. Srnowie nie mieli ich nawet na utrzymanie syna w Splicie. Ale jego talent zwyciężył. Przeszedł do Szachtara Donieck, został jednym z lepszych prawych obrońców na świecie. Trafił do reprezentacji, której przez lata jest kapitanem.

- Moja rodzina musiała się poświęcać, bym został piłkarzem. Musiałem odnieść sukces. Wszystko im zawdzięczam - opowiadał Darijo. Za młodu pomagał rodzinie na pobliskim targu, za pierwsze uzbierane pieniądze kupił korki. - Ojciec się zdenerwował i zabrał mi je mówiąc, że odda je do sklepu. Wrócił jednak z najlepszymi adidasami, jakie mieli - wspominał.

- Mój ojciec miał bardzo trudne życie i jestem dumny, że teraz może żyć spokojnie. To niemożliwe, bym się mu odpłacił. Kupuję mu samochody, daję pieniądze, by żył normalnie, kiedy jest już w podeszłym wieku. To jedyne, co mogę zrobić - mówił.

Korzystałem z tekstów zamieszczonych na stronach: theguardian.com i slobodnadalmacija.hr

Kankan, tancerki i David Guetta. Ceremonia otwarcia Euro! [ZDJĘCIA]

Zobacz wideo
Więcej o: