Euro 2016. Polska - Irlandia Północna. Arkadiusz Milik: Powinniśmy wygrać wyżej. Byliśmy lepsi od początku do końca

- Spokojnie, to tylko pierwszy mecz. Żaden Mount Everest - mówi Kamil Glik. Piłkarze mówią zgodnie: wygraliśmy to spotkanie cierpliwością. - Po zmarnowanych szansach powiedziałem sobie, że będę z uporem maniaka szukał następnych sytuacji - mówi strzelec zwycięskiego gola Arkadiusz Milik.

- Zabawa się dopiero zaczyna. Od dawna nam się nie udawało wygrać pierwszego meczu w wielkim turnieju, ale spokojnie. To nie jest dla nas jakiś Mount Everest. Czekamy na następne mecze. W poniedziałek szybka analiza tego spotkania i jedziemy dalej. Od poniedziałku wieczorem startujemy z przygotowaniami do gry z Niemcami - mówi Kamil Glik, który po mniej pewnych interwencjach w ostatnich meczach towarzyskich w spotkaniu z Irlandią Północną był znów niezawodny jak w eliminacjach. Jak tłumaczył, w Nicei drużyna była dużo mocniejsza fizycznie niż w spotkaniach z Holandią i Litwą. - Każdy z nas czuł, że trafiliśmy z przygotowaniami, nie łapały nas już skurcze jak z Holandią i Litwą - mówi Glik. Wygraliśmy z Irlandią Północną cierpliwością. Rywale dobrze bronili, trudno nam było się przebić, ale wiedzieliśmy że szanse przyjdą i trzeba robić swoje. Zdecydowały cierpliwość i jakość z piłką przy nodze. Mamy dobrych zawodników, po prostu. A trener nas zaraża swoim optymizmem i to działa. Tę drużynę zbudowały eliminacje. To jest różnica w porównaniu z Euro 2012 - mówi Glik.

O cierpliwości dużo mówił też Arkadiusz Milik. - Szukaliśmy klucza do zwycięstwa w różnych miejscach. Widzieliśmy od pierwszych minut, że jest bardzo dużo miejsca na skrzydłach, staraliśmy się tam kreować jak najwięcej. Od 20, 25 metra przed irlandzką bramką robiło się bardzo ciasno w środku, tylko po bokach zostawiali miejsce. Na szczęście udało się strzelić bramkę. Byłem na siebie zły po pierwszej połowie. Powiedziałem sobie, że będę z uporem maniaka szukał kolejnych sytuacji i w końcu się uda. Mamy skutecznych piłkarzy, pazernych na gole, wiedzieliśmy że prędzej czy później trafimy. Byliśmy od początku lepszym zespołem, powinniśmy nawet wygrać wyżej - mówi Milik.

Polacy mówili pod szatnią, że rywal mimo wszystko zaskoczył ich swoim podejściem: tym, że aż tak głęboko się bronił. - Dopiero pod koniec wprowadzili więcej ofensywnych zawodników. Awansowali w ładnym stylu, myślałem że powalczą w mistrzostwach o coś więcej. Byłem zdziwiony - mówi Łukasz Piszczek. Najbardziej poturbowany w tym spotkaniu, ale nie przez rywali, bo ci wcale nie grali brutalnie, tylko przez Wojciecha Szczęsnego, z którym zderzył się w ostatnich minutach. - Wojtek mówi że przed naszym zderzeniem coś do mnie krzyczał, ale chyba było za głośno i nie usłyszałem. Dostałem w przeponę i mnie zatkało. Ale na szczęście szybko było znów w porządku - tłumaczy Piszczek. - Wiedzieliśmy, jak grać z Irlandią Północną. Umieliśmy poszanować piłkę. W pierwszej połowie może w kilku sytuacjach trochę za szybko próbowaliśmy dośrodkować, ale w przerwie powiedzieliśmy sobie, że trzeba cierpliwości: związać przeciwnika na jednej stronie i przerzucać na drugą. Mecz był niewiadomą, bo dwa mecze towarzyskie nam się nie udały. Ale to było dodatkową motywacją. Dobrze wyszło - mówi Piszczek.

Drużyna od razu po meczu odjechała na lotnisko. Wylot do Saint-Nazare koło La Baule był zaplanowany na niedługo po północy, w poniedziałek reprezentacja wraca już do pracy w swojej bazie.

Zobacz wideo

Polskie WAG's na meczu Polski z Irlandią. Tak kibicowały m.in. Anna Lewandowska i dziewczyna Milika [ZDJĘCIA]

Więcej o: