Euro 2016. Nawałka i O'Neill - jak dwie trenerskie krople wody?

Michael O'Neill miał dwanaście lat, gdy w telewizji oglądał, jak Adam Nawałka gra na mundialu w 1978 roku. Chociaż dzieli ich pokoleniowa różnica, to łączy wiele aspektów, które prowadzonym przez nich reprezentacjom przyniosło awans na Euro 2016. W Nicei powalczą o to, kto będzie mógł mierzyć jeszcze wyżej.

Ich kariery są podobne, bo zarówno Polak, jak i Irlandczyk z północy lepiej czuli się w rolach klubów słabszych, biedniejszych i uderzających zdecydowanie ponad swoją wagę. Nawałka najbardziej ceniony był za osiągnięcia z biedującym Górnikiem Zabrze, a wcześniej GKS-em Katowice. Tymczasem O'Neill z Shamrock Rovers - ledwie 600 tys. euro rocznego budżetu! - awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Jednak tych punktów wspólnych jest więcej.

Stałe fragmenty gry

Wszystkie mury, płoty i płachty, które Nawałka kazał postawić w trakcie swojej pracy z reprezentacją miały jeden cel - żeby nikt nie podejrzał, jak Polacy biją stałe fragmenty. A sam selekcjoner wielokrotnie powtarzał ich istotę: treningi niemal zawsze zawierają część w której piłkarze skupieni są i na bronieniu własnej bramki, i na atakowaniu przy rzutach rożnych czy wolnych. Biało-czerwoni pod wodzą Nawałki tworzą małe dzieła sztuki: trafienie Milika z Gruzją (na 1:0), bramka zdobyta przez Krychowiaka z Irlandią (na 1:0).

Gdy Polacy każde rozegranie - wariantów co mecz mają przynajmniej pięć - chowają za płotami, tak nie udało się to piłkarzom O'Neilla. Kamera SkySports złapała moment, w którym część jego zawodników ubierała... biało-czerwone koszulki. - Mieliśmy taką możliwość i ją zastosowaliśmy przy stałych fragmentach. Uważam, że piłkarze uczą się wzrokowo, lepiej przyswajają sobie pewne rzeczy, jak ustawienie rywali, ich zachowania. Dlatego tak ćwiczyliśmy - zdradził O'Neill na ostatniej konferencji przedmeczowej. Efekty były widoczne w eliminacjach: Irlandia Północna i Polska strzeliły najwięcej goli po uderzeniach głową (odpowiednio: sześć i siedem).

Organizacja gry

- Priorytetem stało się dla nas to, byśmy byli zespołem bardzo dobrze grającym bez piłki. Wiedzieliśmy, że nie będziemy w jej posiadaniu zbyt długo - mówił Michael O'Neill o początkach swojej pracy w roli selekcjonera reprezentacji Irlandii Północnej. Tę sztukę w eliminacjach dopracowali do perfekcji, bo chociaż ich średnie posiadanie nie przekraczało 45 proc., to jedynie 42 minuty spędzili... przegrywając. To szósty najniższy wynik w trakcie walki o miejsca na Euro 2016, pokazujący, że jego piłkarze ten styl dopracowali do perfekcji.

Polacy częściej dominowali, Nawałkę chwalono za to, że potrafi połączyć tradycyjny styl oparty na kontraatakach z jakością w akcjach pozycyjnych. Jednak selekcjoner biało-czerwonych jak zaklęty na konferencjach przed mistrzostwami Europy powtarzał frazę: "organizacja gry". Owszem, chodziło mu o atak, ale kluczem ma być przede wszystkim automatyzm w defensywie. Nie tylko powrót na swoją pozycję, ale świadomość piłkarzy, że czasem muszą zastąpić kolegów w środku pomocy, na skrzydle lub nawet w obronie. Także dlatego Polacy stali się zespołem, który w eliminacjach było tak trudno pokonać.

Zasada: niech rywal cierpi

- My chcemy decydować o tym, jak wygląda mecz. Niezależnie od tego, czy mamy piłkę, czy ma ją rywal - powtarzał kilka razy Nawałka. - Zrobimy wszystko, by gra przeciwko nam oznaczała dla rywala cierpienie - zdradzał O'Neill.

Przez obu szkoleniowców przemawia pragmatyzm - problemy rywala jako priorytet w meczach. A jednak nie można powiedzieć, by obaj selekcjonerzy byli negatywni. Nawałka na ważny mecz z Niemcami we Frankfurcie nad Menem zdecydował, że jego zespół zaatakuje przeciwników wysokim pressingiem. Było to odważne, ale imponujące i wcale nie tak dalekie od pozytywnego rezultatu. Z kolei Irlandia Północna źle kojarzona jest z bronieniem wyłącznie własnego pola karnego. Ich siłą jest pressing w środku pola, który wymaga doskonałej organizacji i spójności zespołu, zwłaszcza drugiej linii.

Wszystko to obaj selekcjonerzy wypracowali na treningach. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach po przejęciu swoich reprezentacji. O Nawałce jego piłkarze teraz mówią, że relacja musiała się dotrzeć, ale prawda jest taka, że te początkowe zgrupowania skupiały się na treningach taktycznych - długich, przerywanych, często mało lubianych przez zawodników. A O'Neill postępował podobnie ze swoimi piłkarzami. I osiągał wyniki - w eliminacjach do MŚ 2014 jego zespół zremisował w Portugalii z 31-procentowym posiadaniem piłki, Rosję pokonał przy 56-procentowej dominacji gości. Awans na Euro 2016 przypieczętowali w meczu z Grecją (38 proc. posiadania). A Polacy? Najważniejsze zwycięstwo ostatnich lat - 2:0 z Niemcami w październiku 2014 r. - zostało osiagnięte, choć piłkę biało-czerwoni mieli przez ledwie 36 proc. czasu.

Żony, zdjęcia i ręczniki

- Ludzie z federacji skontaktowali się z naszymi rodzinami i w naszych pokojach umieścili zdjęcia żon oraz dzieci. Takie małe gesty, by sprawić, że poczujemy się bardziej jak u siebie - mówił Oliver Norwood o tym, jak O'Neill kazał zadbać o swoich piłkarzy w trakcie przygotowań we Francji. A Chris Baird dodawał: - Zaraz po wejściu do pokoju zobaczyłem ostateczną tabelę po eliminacjach, swoje zdjęcie obok i do tego rodzinę. Żonę z dwójką dzieci. Imię i nazwisko na ręcznikach. Tego się nie spodziewałem, ale po takiej rozłące od razu poczułem się lepiej - zdradzał. Niech to świadczy o tym, jak selekcjoner Irlandczyków z północy dba o to, by jego piłkarzom nic nie doskwierało.

Nawałka także w tym względzie jest podobny. Żony niektórych piłkarzy mówią, że selekcjoner to najlepsze, co mogło im się trafić. Dba i pilnuje piłkarzy, a czasem nawet dzwoni do ich ukochanych. Pilnuje, by oni się pilnowali. A do tego zaprasza całe rodziny na kilkudniowe zgrupowanie w Juracie. Z każdym porozmawia, zrobi sobie zdjęcie i zorganizuje czas wolny. Annę Lewandowską poprosi, by poprowadziła trening dla żon, narzeczonych i dziewczyn piłkarzy. Do tego grill, koncerty, wspólne oglądanie spotkań. Obaj selekcjonerzy wiedzą, jak ważna jest rodzina.

Praca domowa

Adam Nawałka od pierwszego dnia w pracy swoim współpracownikom zapowiedział, że tak ciężko jeszcze nie będą pracowali. Tego najlepszym przykładem jest Hubert Małowiejski, który przed meczem z Gruzją w maju 2015 r. pojechał do Austrii obejrzeć ich sparing, zaraz po nim spory dystans wracając z gotową analizą. Zasłużył na pochwałę selekcjonera po zwycięskim (4:0) spotkaniu. A już po awansie na Euro 2016 sztab analityczny znacząco rozwinął, doprosił kilku trenerów, by pomagali mu w działaniu przed, w trakcie i po spotkaniach. W Krakowie przeciwko Litwie dwóch analityków Nawałki miało własne stanowisko z powtórkami, co chwilę spisywali sytuacje meczowe i w przerwie oraz po spotkaniu swoje wnioski donieśli selekcjonerowi.

O'Neill takimi środkami jak PZPN nie dysponuje, ale również chce, by każdy rywal był jak najlepiej rozpracowany. Gdy Sport.pl udało się porozmawiać z analitykiem Irlandii Północnej ? , to od razu było widać, że doskonale wiedzą, co dzieje się w drużynie ich najbliższych rywali. - U nas w kraju jest wielu Polaków, którzy nam chętnie pomagają - śmiał się O'Neill. Ale to prawda - częścią ich suckesu w eliminacjach było to, że za każdym razem wiedzieli, w który słaby punkt uderzyć z podwojoną mocą. I zwykle uderzali bardzo skutecznie.

Atmosfera ponad wszystko

Gdyby to były pierwsze miesiące w pracy Adama Nawałki, to na taki żart nie pozwoliłby Grzegorzowi Krychowiakowi. Pomocnik w trakcie przedmeczowej konferencji prasowej w Nicei dowcipkował, że brak zwycięstw w sparingach z Holandią oraz Litwą jest odpowiedzią na prośbę Zbigniewa Bońka, by przesadnie nie pompować euro-balonika. Ale zmianę u selekcjonera biało-czerwonych dało się dostrzec wcześniej. Nawałka początkowo piłkarzom dokręcił śrubę, by później reagować na głos liderów - Lewandowskiego, Glika, Krychowiaka - i pozwalać im na więcej. W tym na imprezę w Gdańsku po meczu z Litwą (2:1 w czerwcu 2014 r.), gdzie cały zespół świetnie się zintegrował. A gdy nagrywaliśmy reklamę Sport.pl z udziałem Krychowiaka, późno w nocy we wrocławskim hotelu na początku tego roku, Nawałka zajrzał, uśmiechnął się i w porozumiewawczy sposób mrugnął okiem. Uchodzący w poprzednich klubach za bezkompromisowego sam się zmienił, z korzyścią dla zespołu.

O'Neill nigdy łatki tyrana nie miał, ale trudnych decyzji się nie bał. I podobnie jak w przypadku powołań Nawałki na Euro 2016, do Irlandczyka też żaden pominięty piłkarz nie miał pretensji o brak biletu do Francji. - Wybierając piłkarzy z różnych poziomów akcpetuję, że czasem między nimi różnica poziomów jest spora. Ale relacja jest świetna, wszyscy są skromni i gotowi do ciężkiej pracy - mówi O'Neill. I w tej pracy im pomaga. Chwali się, że atmosfera jest tak dobra, że nawet zawodnicy z Premier League, uznani reprezentanci jak Jonny Evans, gdy oferuje im się pojedynczy pokój w hotelu odmawiają, bo chcą być bliżej zespołu. Zupełnie jak w kadrze biało-czerwonych, gdzie stworzona atmosfera pozwala spędzać kilku, kilkunastu zawodnikom wolny czas u masażystów. Nie na zabiegach, ale rozmowach, żartach i piłkarskich dyskusjach.

Media

To jedyna różnica, którą łatwo dostrzec. Może nie bezpośrednio po tym, jak los skojarzył obie reprezentacje w losowaniu grup Euro 2016. Wtedy Adam Nawałka - wyraźnie usatysfakcjonowany - chętnie rozmawiał z dziennikarzami, dzielił się ciekawymi opiniami, kazał na siebie czekać polskiej delegacji. Podobnie jak O'Neill, który z trenera podrzędnej reprezentacji szybko został rzucony na głęboką wodę pytań polskich i niemieckich dziennikarzy.

Ale Nawałka w pewnym momencie powiedział stop: pytajcie teraz, bo zaraz się przed wami zasłonimy. A O'Neill, chociaż na konferencjach pojawiał się rzadko, to zawsze mówił swobodnie, unikając banału, rzucając przykładami i ciekawostkami. Nawałka, wedle słów swoich piłkarzy, trzyma karty blisko siebie. Może w niedzielę w Nicei pomimo tych wszystkich podobieństw to ta różnica okaże się kluczowa?

Zobacz wideo
Więcej o: