Euro 2016. Plus i minus. Po co komu Albania?

Zestawienie jednego dnia meczów Albania - Szwajcaria i Anglia - Rosja pokazało, że Euro 2016 jest turniejem dwóch prędkości. To i źle, i dobrze.

W sobotę swój pierwszy w historii mecz na wielkiej imprezie piłkarskiej rozegrali Albańczycy. Tego samego dnia święto przeżyli Walijczycy, bo ich reprezentacja wróciła na mistrzowski turniej po 58 latach nieobecności (od MŚ 1958). W niedzielę, meczem z Polską, taki powrót po 30 latach (od MŚ 1986) zaliczy Irlandia Północna. Dokładnie taką samą przerwę mieli Węgrzy, którzy we wtorek zagrają z Austrią. Islandczycy, którzy tego samego dnia zmierzą się z Portugalią, są absolutnym debiutantem, jak Albańczycy.

Obecność na Euro 2016 drużyn przeciętnych to oczywista konsekwencja zmiany formatu mistrzostw. Skoro o tytuł walczą aż 24 z 53 chętnych drużyn, to musimy mieć turniej dwóch prędkości. Różnicę poziomów widać szczególnie kiedy - jak to miało miejsce w sobotę - zestawi się jednego dnia takie mecze jak Albania - Szwajcaria i Anglia - Rosja.

Spotkanie Albańczyków ze Szwajcarami, starcia Walia - Słowacja, Islandia - Węgry czy nawet Polska - Irlandia Północna nie zapewnią wielkiej oglądalności. Ale oczywiste jest, że w sumie organizatorzy Euro zarobią najwięcej w historii. Jeszcze cztery lata temu w mistrzostwach rozegrano o 20 meczów mniej (31) niż teraz. Wtedy i grup było mniej, i nie było 1/8 finału, która na pewno wygeneruje sporo emocji. Inna sprawa, że jeszcze na polsko-ukraińskim Euro każdy mecz zapowiadał się co najmniej dobrze, że wtedy jeszcze mistrzostwa Europy miały opinię turnieju najtrudniejszego, bo i niełatwo było się do niego dostać, i wyjście z grupy do ćwierćfinału było wyzwaniem dla każdego. Teraz już zespoły takie jak Polska awans do fazy pucharowej muszą uważać za obowiązek, skoro wywalczą go aż dwie trzecie uczestników.

Z drugiej strony: czy to źle, że piłkarskie święto dostaje właśnie pół Europy? Że mali mogą wejść na salony i sprawdzić, czego powinni się nauczyć, by za jakiś czas wrócić i już bardziej pasować do towarzystwa? Tym lepiej, jeśli ktoś przeżyje to, co w sporcie najpiękniejsze - wejdzie w wielki świat bez kompleksów, urośnie w oczach już teraz.

Zawsze przed wielkimi turniejami żałowaliśmy świetnych piłkarzy, których nie zobaczymy, bo ich reprezentacje nie zdołały awansować. Ryan Giggs na pewno zazdrości Garethowi Bale'owi, że ten doczekał się Walii w mistrzostwach. Cztery lata temu najlepszym obok Bale'a z nieobecnych był Eden Hazard. Wyobrażacie sobie, że teraz mogłoby zabraknąć na Euro Belgii? We Francji grają wszyscy najlepsi. Z wielkich brakuje Holandii i Danii, ale obie drużyny są w kryzysie, eliminacje przegrały nie przez przypadek, ani jednych, ani drugich nie stawialibyśmy w gronie faworytów, nawet gdyby UEFA nagle postanowiła rozbudować turniej jeszcze bardziej i przyznać dwie dzikie karty.

Minus wielkiego Euro jest taki, że przestało być elitarne. Ale niezadowoleni z tego powodu pewnie są w mniejszości.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Zobacz wideo

Bohaterami dnia byli Ondrej Duda i... Jacek Gmoch [MEMY]

Więcej o: