Euro 2016. Francja - Rumunia. Wolność, równość, Payet

Zmęczona tygodniami powodzi, strajków i lęku przed kolejnym terrorystycznym atakiem Francja potrzebowała nowej nadziei. Dostała ją od dwóch ludzi: Dimitri Payeta i N'Golo Kante - pisze Michał Okoński, dziennikarz ?Tygodnika Powszechnego? i komentator Sport.pl.

I teraz tak cały turniej poproszę. Z wynikiem niepewnym do końca. Z ofensywną grą. Z drużyną skazywaną na rolę chłopca do bicia, która bynajmniej nie zamyka się przed własnym polem karnym i gra pressingiem, wybijającym faworyta z uderzenia jeszcze na jego połowie. Z faworytem, zmuszonym do najwyższego wysiłku. Z kapitalną interwencją bramkarza. Z pięknym golem. Z nowymi bohaterami.

Piłkarze meczu

Pierwszym z nich w drużynie francuskiej był oczywiście Dimitri Payet. Człowiek, który oprócz gola i asysty wykreował kolegom (głównie Giroud, który powinien strzelić Rumunom więcej niż jedną bramkę) jeszcze osiem sytuacji bramkowych - niektóre ze stałych fragmentów gry, będących jego wielkim atutem. Który długo próbował szczęścia na skrzydle, ale który najgroźniejszy bywa - kibice West Hamu, dla którego zdobył w tym czasie 12 goli i miał 12 asyst, wiedzą to od roku, pozostali fani futbolu mieli okazję przekonać się w 88. minucie meczu otwarcia tegorocznego Euro - gdy schodzi do środka. I który opuszczał boisko ze łzami w oczach - łzami szczęścia? dumy? ulgi? mniejsza o to, i tak przejdą do legendy.

Kolejnym bohaterem był N'Golo Kante. On również wykreował się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy na boiskach Premier League - zdobywając mistrzostwo Anglii i trafiając (podobnie zresztą jak Payet) do jedenastki roku. W Paryżu zobaczyliśmy go w roli, z której zasłynął już w Leicester: niezmordowanie biegającego między rywalami, przerywającego ich ataki (miał 3 odbiory, 5 przejęć, blok i wybicie), ale też skutecznie rozpoczynającego akcje własnej drużyny (10 udanych podań w strefę ataku, w sumie na 86 podań aż 79 celnych), na końcu zaś - asystującego przy golu Payeta. Przy tym, jak osłabiona kontuzjami (na Euro nie mogli pojechać Varane, Sakho czy Zouma) i niepewna wydaje się obrona Trójkolorowych (szczególnie 35-letni Evra, ale i do ustawienia Ramiego podczas jednego z rzutów wolnych Rumunii można by mieć zastrzeżenia), defensywny pomocnik tej klasy wydaje się niezbędny.

Spodziewaliśmy się, że błysną Griezmann i Pogba, zastanawialiśmy się, czy na szpicy ma grać Giroud, czy może Martial (byli też tacy, którzy woleliby zobaczyć zawodnika Manchesteru United na lewym skrzydle - tam, gdzie mecz rozpoczął Payet), i w ogóle podziwialiśmy francuską ławkę rezerwowych, ale to właśnie dwaj piłkarze grający w klubach mniej dotąd rozpoznawalnych zostali współautorami zwycięstwa Francuzów. Czy długo zostaną w West Hamie i Leicester to temat na inny tekst, na pewno jednak Didierowi Deschampsowi należą się pochwały: zarówno za decyzję o wystawieniu Payeta od pierwszej minuty, jak i za pozostawienie go na boisku przy równoczesnym poświęceniu Pogby (jedno doskonałe podanie do Sagni, z 14. minuty, to za mało, jak na sławę, jaką cieszy się piłkarz Juventusu). Pytanie, czy selekcjoner mógłby jeszcze poprawić organizację defensywy przy stałych fragmentach gry.

Gra o lepszy świat

Bo przecież zwycięstwa Francuzów równie dobrze mogło nie być. Gdyby w pierwszych minutach meczu Stancu nie trafił prosto w Llorisa, a tuż po przerwie nie uderzył obok bramki, gdyby bramkarz Tatarusanu nie popełnił błędu wychodząc do piłki wraz z Giroud, świetnie zorganizowana w obronie, umiejętnie grająca wysokim pressingiem, pozbawiająca Pogbę czy Matuidiego swobody w rozegraniu i groźna przy stałych fragmentach drużyna 66-letniego weterana rumuńskiej myśli szkoleniowej Anghela Iordanescu (pamiętamy go jeszcze z mundialu w USA, sprzed 22 lat) mogłaby skończyć ten mecz równie udanie jak eliminacje do turnieju, podczas których straciła zaledwie dwa gole.

Może zresztą dobrze, że nie skończyła - bo gdyby chcieć na chwilę oderwać się od sytuacji czysto boiskowej, wypadałoby powiedzieć, że pogrążona w niepokojach społecznych, strajkująca i żyjąca w lęku przed powtórką z zamachów terrorystycznych Francja naprawdę potrzebowała tego zwycięstwa. Wiele w ostatnich dniach pisano o tym, jak wiele nad Sekwaną zmieniło się po zdobyciu przez wielokulturową, przez niektórych nazywaną "tęczową" drużynę mistrzostwa świata w 1998 roku. "Trudno oczekiwać od piłkarzy, żeby zmieniali świat na lepsze, ale chyba właśnie coś podobnego przydarzyło się nam 18 lat temu" - mówi jeden z najlepszych piłkarzy tamtej ekipy, obrońca Lilian Thuram, który skądinąd po zakończeniu kariery poświęcił się walce z rasizmem i był m.in. kuratorem wstrząsającej wystawy przypominającej niesławnej pamięci "ludzkie zoo", obwożone po Europie w XIX i na początku XX wieku.

Wczoraj nadzieja na powtórkę tamtych, szczęśliwych nie tylko dla francuskich kibiców wydarzeń z 1998 r., wzrosła. I tak przez cały turniej poproszę.

Zobacz wideo

Policja w akcji. Starcie kibiców z Anglii i Rosji [ZDJĘCIA]

Więcej o: