- Futbol na poziomie międzynarodowym jest znacznie bardziej sztywny niż w rozgrywkach klubowych. Stosowane struktury taktyczne są prostsze. Co zrozumiałe, trenerzy zaczynają od obrony: bo tak powinno się robić, ale także chcąc uniknąć poniżenia, które odbiłoby się na ich karierach - zapowiadał Euro 2016 Jonathan Wilson na łamach "Guardiana" . Dziennikarz wnioskuje, że skupienie selekcjonerów na defensywie sprawi kibicom pragmatyczne (nudne?) Euro. To jeden punkt widzenia .
Wilson w swoim artykule, ale też w recenzjach drużyn z grup A, B i C w podcaście "Football Weekly" skupia się niemal wyłącznie na defensywie. Słusznie zauważa, że dokoptowanych osiem reprezentacji nie doda turniejowi piłkarskiej atrakcyjności, swobody i jakości w atakowaniu. - Brakuje mi na Euro światowego formatu napastników - wtórował mu Michael Cox w drugiej części radiowej zapowiedzi "Guardiana".
Samo założenie, że napastników najwyższej klasy do Francji przyjechało niewielu budzi kontrowersje. Ilu bowiem ich jest? Pięciu, sześciu? A może kilkunastu? Wciąż nie zapełniliby miejsc w każdej reprezentacji - jeszcze mniej procentowo było ich na mundialu w Brazylii dwa lata temu, gdzie nie załapali się wymieniani przez Coxa Zlatan Ibrahimović i Robert Lewandowski. A wtedy takich narzekań nie słyszałem.
Ich przypuszczenia sprowadzone zostały również do opinii, że brakuje we Francji drużyn naprawdę wielkich. - Rzadko wielki turniej rozpoczynał się z otoczką tak wielu wątpliwości dotyczących najlepszych faworytów. Pod pewnymi względami jest to kompletne przeciwieństwo innej marki UEFA, Ligi Mistrzów, gdzie ćwierćfinaliści są doskonale znani, a faza grupowa spłaszczona przez elitarne kluby - pisze w swojej zapowiedzi na ESPN Gabrielle Marcotti .
Jednak zapominają, że wielkie drużyny tworzą się nie w eliminacjach - zwłaszcza tak uproszczonych jak te przed Euro 2016 - ale już w trakcie turniejów. Zamiast więc skupiać się na marudzeniu, że wielcy przeciętnieją, a przeciętniacy słabują, warto dostrzec trend pozytywny.
W pierwszych chwilach mistrzostw najgorzej poczuł się Adil Rami. Środkowy obrońca reprezentacji Francji kilka razy niepewnie wybijał piłkę, źle ustawiał się przy długich zagraniach i nerwowo podawał do kolegów. Później nastąpiła zmiana, problemy zaczęły się dla Patrice'a Evry. Tam Nicolae Stanciu, Adrian Popa i Cristian Sapuranu na zmianę nękali lewego obrońcę, który miał szczęście przy kilku decyzjach sędziego - do czasu, gdy w sposób banalny podarował Rumunom rzut karny.
Gra Rumunów była prosta, ale mogła się podobać. Piłkarze Anghela Iordanescu doskonale wiedzieli, gdzie wbijać szpilki, by drużynę Didiera Deschampsa zabolało. Robili to uparcie, czasem bezpośrednio (długie podania na pojedynki w powietrzu Andone z Ramim), czasem kombinacyjnie (szybkie wymiany podań i dryblingi na prawej stronie). Chociaż nie dorównali Francuzom pod względem posiadania, to nie można powiedzieć, by skupili się wyłącznie na obronie lub dali się gospodarzom zdominować. Liczba klarownych szans po ich stronie również o tym świadczy.
Po Rumunii nikt niczego wielkiego nie oczekiwał. Wymienieni wyżej eksperci typowali zespół Iordanescu do bycia jednym z najgorszych na turnieju - w końcu w maju przegrali z Ukrainą, ledwie remisując z reprezentacją Konga. A jednak pomimo olbrzymiej stawki świetnie na imprezie otwierającej mistrzostwa się odnaleźli i prawie ją zepsuli. Ba, oni wiedzieli jak ją zepsuć, mieli dokładny plan. Konsekwentnie uderzali tam, gdzie prawdopodobieństwo pęknięcia - popełnienia błędu - było największe.
- Gdybyśmy byli Realem Madryt, pokazałabym zawodnikom pięć, sześć wad rywali. Nie jesteśmy, więc skupimy się na jednej. Zrobimy wszystko, by ją wykorzystać - mówił mi i Michałowi Szadkowskiemu analityk reprezentacji Irlandii Północnej , Austin MacPhee. Oto tajemnica Euro 2016, turnieju słabych ogniw. Ono świadczy o twojej mocy, a ci gorzej postrzegani szybko ją zweryfikują.
I po Irlandii Północnej można się w niedzielę spodziewać, że wybiorą z drużyny Adama Nawałki jeden punkt - najpewniej naszego "Evrę" - by sposobem osiągnąć sukces. Nie można im i innym tego pokroju drużynom zarzucić, że to myślenie defensywne. Nie, oni chcą jak najwięcej goli, po prostu świadomi ograniczeń wybierają najprostszą drogę, bez objazdów. Do Francji przyjechali przygotowani i świadomi. Dlaczego więc ktokolwiek czegoś innego się spodziewał?
Payet bohaterem meczu otwarcia Euro 2016! Ale ten dźwięk... [MEMY]