Euro 2016. Anglia - Rosja. Harry Kane, czyli pochwała zwyczajności

Gdyby rozebrać go na piłkarskie czynniki pierwsze, przyjrzeć się np. jego grze głową czy przyjęciu piłki, z łatwością można byłoby znaleźć napastników lepszych i dużo lepszych. Na czym polega więc fenomen nadziei Anglików, zastanawia się Michał Okoński, dziennikarz ?Tygodnika Powszechnego? i komentator Sport.pl.

Jeśli my drżymy, czy Robert Lewandowski nie jest aby śmiertelnie zmęczony, to cóż powiedzieć o formie Harry'ego Kane'a? Polak zagrał 51 meczów w Bayernie i 8 w reprezentacji, Anglik zaś 49 meczów w klubie i 10 w reprezentacji, a poprzedniego lata wziął jeszcze udział w młodzieżowych mistrzostwach Europy: na czeskich boiskach zagrał trzy spotkania i skrócony urlop mógł rozpocząć dopiero na tydzień przed tym, jak jego klubowi koledzy rozpoczynali już przygotowania do nowego sezonu. Warto dodać, że nie mówimy o typowym napastniku, czyhającym w polu i przed polem karnym na okazję do strzelenia bramki, jak np. wczorajszy strzelec pierwszej bramki dla Francuzów Olivier Giroud: u Mauricio Pochettino w Tottenhamie to od Kane'a zaczyna się pressing, a w jego statystykach meczowych, oprócz asyst i bramek, nie brakuje wślizgów, wybić i przechwytów; również jeśli idzie o przebiegnięte w trakcie spotkań kilometry, zwykle znajdziemy go w czołówce.

Kwestia, czy nie jest przemęczony, jest chyba jedyną, która może niepokoić podczas rozmowy o najważniejszym dziś angielskim napastniku (chociaż, co charakterystyczne, on sam na zmęczenie w ogóle się nie skarży). No i może jeszcze jedna: czy szukający miejsca na boisku miejsca dla Wayne'a Rooneya trener Roy Hodgson nie rozmyśli się w ostatniej chwili i nie zrezygnuje z koncepcji ustawiania Kane'a na szpicy, delegując go np. na któreś ze skrzydeł.

Pierwszy po Shearerze

Kariera snajpera Totttenhamu rozwija się tak banalnie, że w sumie wciąż trudno uwierzyć, że to koszulki z jego nazwiskiem sprzedają się w Anglii najlepiej. Że ma być na tym Euro, wedle spodziewań bukmacherów, jednym z najgroźniejszych napastników i że to na jego barkach, a nie wspomnianego Rooneya, spoczywać ma główna odpowiedzialność za angielskie gole. Odpowiedzialność - o czym świadczy przykład dotychczasowego kapitana MU i reprezentacji - która bywa paraliżująca; na każdy kolejny wielki turniej Rooney wyruszał jako nadzieja narodu (prawda, że czasem kontuzjowana) i z każdego wracał gorzko rozczarowany.

W przypadku Kane'a ma być jednak inaczej. Kiedy na początku ostatnich rozgrywek ligowych przez kilka spotkań nie zdobywał bramek (choć na boisku pracował dla drużyny równie ciężko jak zwykle) wielu dziennikarzy nazywało go "sensacją jednego sezonu": wynik z poprzedniego roku (31 goli, z czego 21 w lidze) miał się nie powtórzyć, a rozpoznawany już przez obrońców i pieczołowicie pilnowany młody Anglik miał się pogrążyć w przeciętności. Nic podobnego się jednak nie wydarzyło: niezrażony kilkoma tygodniami prasowego wybrzydzania 22-letni napastnik Tottenhamu odblokował się, w sumie strzelając w Premier League 25 goli (w pucharach dołożył trzy kolejne), co dało mu tytuł króla strzelców. Jest pierwszym Anglikiem od czasu Alana Shearera, który w dwóch kolejnych sezonach strzelił co najmniej 20 bramek; jest pierwszym po Shearerze i Kevinie Philipsie angielskim królem strzelców. Drugi raz z rzędu wybrany do jedenastki roku, z łatwością strzelał też gole w meczach reprezentacji - w pierwszych dwunastu meczach zdobył ich pięć.

Skandalu nie będzie

Dlaczego fakt, że to Kane stał się gwiazdą nowej angielskiej drużyny wydaje się paradoksalny? W pierwszym rzędzie dlatego, że sam nie ma w sobie nic z gwiazdy. Jeśli o nim czytamy, to dlatego, że strzela bramki - nie stał się bohaterem rubryk towarzyskich, nie słyszymy o skandalach z jego udziałem, niewiele wiemy o jego dziewczynie, w wywiadach nie błyszczy, a jego wygląd Jonathan Wilson porównywał kiedyś do pilota RAF z czarnobiałych jeszcze filmów wojennych: chodząca (no, biegająca ) zwyczajność. Nawet podczas ostatniego przed Euro sparingu z Portugalią również nie dostarczył mediom spodziewanego tematu do debaty: brutalnie sfaulowany przez Bruno Alvesa po prostu podniósł się i wrócił do gry zamiast turlać się po boisku i wymusić na arbitrze ukaranie rywala. Strach pomyśleć, co w podobnej sytuacji mógłby zrobić inny materiał na angielską gwiazdę turnieju, młody zawadiaka Dele Alli. O tym, co zrobił Rooney na mundialu w 2006 r., cała Anglia pamięta aż za dobrze.

Co jednak ważniejsze: kiedy spojrzeć na cechy czysto piłkarskie Kane'a, w zasadzie do każdej można by się przyczepić. Jak na snajpera o tym wzroście, powinien wygrywać więcej pojedynków główkowych. Z pewnością mógłby lepiej przyjmować piłkę i w ogóle lepiej radzić sobie w starciach fizycznych z obrońcami. Szybszych napastników w samej Anglii znalazłoby się wielu - żeby nie szukać daleko, na Euro pojechał też Jamie Vardy z Leicester. Słowem: ani wybitny technik, ani siłacz, ani szybkobiegacz, w dodatku ktoś, kto do pierwszego składu swojego klubu przebił się po dwudziestce, wcześniej tułając się po wypożyczeniach do niższych lig, gdy Tottenham płacił grube miliony na pensje i kontrakty gwiazd z zagranicy: Roberto Soldado czy Emanuela Adebayora.

Efektywność, nie efekt

Cierpliwość to pewnie jedna z najważniejszych cech Harry'ego Kane'a. Kolejną jest odporność psychiczna: fakt, że gdy zmarnuje jedną, drugą czy trzecią okazję w meczu, nie traci równowagi i próbuje jeszcze raz.

Ale ci, którzy go znają, mówią o czymś jeszcze: o pracowitości i nieustannej chęci rozwoju. W portrecie Kane'a, opublikowanym niedawno przez "Daily Telegraph", opisano jak wieczorami, oglądając w domu mecze, dzięki aplikacji WhatsApp wymienia się nieustannie uwagami z klubowym trenerem, Mauricio Pochettino, i jego asystentami ("Zobacz, Harry, jak rusza się ten napastnik, jak zmienia tempo biegu, jak znajduje pół metra wolnej przestrzeni i jak gubi obrońcę "). Albo jak w wolne popołudnia umawia się z grupą kolegów grających w ofensywie Tottenhamu na dodatkowe sesje strzeleckie - ale nie skupiające się na jałowym waleniu piłki do pustej bramki, tylko takie, w których korzystając z pomocy bramkarzy z drużyny juniorskiej, może odtworzyć na tyle, na ile się da, sytuacje meczowe. I jak analizuje swoje własne występy: zarówno na boisku treningowym, jak później przed monitorem.

Ci, którzy wspominają go z drużyn juniorskich, również mówią o nieustannej chęci rozwoju. O tym, że całe dzieciństwo ciężko pracował, tyle że inaczej niż inne dzieciaki nie ćwiczył sztuczek technicznych, które świetnie pokazuje się na Youtubie: efektywność już wtedy była dla niego ważniejsza niż efekt.

Z dala od zgiełku

W jednym z ostatnich wywiadów opowiadał, że od Wayne'a Rooneya usłyszał przed turniejem, by trzymał się z dala od medialnego szumu, skupił się na własnej pracy i nie tracił kontaktu z rodziną i przyjaciółmi - być może najstarszy w angielskiej drużynie kapitan mówił również inne rzeczy, ale charakterystyczne, że Kane zapamiętał właśnie te. W meczu z Rosją będzie najprawdopodobniej jednym z pięciu piłkarzy Tottenhamu, którzy zagrają w pierwszym składzie. Wszyscy oni - Kyle Walker, Danny Rose, Eric Dier, Dele Alli i Harry Kane - są młodzi, głodni sukcesu, pozbawieni kompleksów (Alliemu kibice liczą, ile razy założył siatki rywalom - młokos jeszcze przed rokiem grający w trzeciej lidze zaczął od ośmieszenia Luki Modricia w przedsezonowym sparingu z Realem) i nawykli do ciężkiej pracy na boisku. W sumie to dużo lepszy przepis na sukces niż ten "złotego pokolenia" Beckhamo-Gerrardo-Lampardów.

Zobacz wideo

Policja w akcji. Starcie kibiców z Anglii i Rosji [ZDJĘCIA]

Więcej o: